Jak Kaszko gotował czekoladę

Posłuchaj całej bajki.

Kiedy pewnego razu odwiedzisz krainę Figle-Migle, zaskoczy Cię pewna rzecz. Na pierwszy rzut oka nie jest ona wcale szczególnie piękna, za to pachnie i smakuje smakowicie. Wszędzie wokół rośnie coś, co da się zjeść lub wykorzystać w kuchni. Jeśli zatem zabłądzisz kiedyś do krainy Figle-Migle, bez obaw. Tutejsza natura nie da Ci umrzeć z głodu.

Pewnego dnia Majka i Maksio, jak niemal wszystkie dzieci na świecie, poczuli wielką ochotę na czekoladę. Chcieli pójść do sklepu, ale przypomnieli sobie, że mama i tata nie zostawili im żadnych pieniędzy, a wszystkie ich oszczędności znajdowały się w skarbonce bez kluczyka. Poza tym nie wolno rozbijać skarbonki z powodu czekolady. Usiedli na podłodze, spojrzeli błagalnie na swoje skarbonki i wyobrazili sobie najpyszniejszą czekoladę.

„Co tak siedzicie jak trusie?” – odezwał się nagle Kaszko, który przez chwilę obserwował dzieci zza okna. 

„A, to ty” – odpowiedzieli markotnie brat z siostrą. – „Mamy ochotę na czekoladę, ale nie mamy pieniędzy” – wyjaśnili.

„Mam lepszy pomysł niż kupowanie czekolady w sklepie” – rzekł Kaszko.

„Jaki?” – zaciekawiły się dzieci.

„Wybierzemy się w pewne miejsce, gdzie powstaje najlepsza czekolada”.

„Czy to daleko?” – spytał Maksio.

„Niedaleko, w krainie Figle-Migle”.

Kaszko przeszukał kieszenie i wyjął śmieszny czarny cylinder.

„Gotowanie i jedzenie czekolady to poważna sprawa” – powiedział wkładając go na głowę. – „Chodźmy!”.

Z dworca pojechali pociągiem do miasteczka Trebišov. Słynie ono z najdłuższej ulicy w całej krainie Figle-Migle. Na jednym jej końcu znajduje się fabryka czekolady.

„To tutaj! Czujecie ten zapach?” – zapytał Kaszko, gdy dotarli na miejsce.

„Wspaniały!” – krzyknęły dzieci. 

Kaszko kupił im cztery batony, trzy czekolady i dwie bombonierki. Sprzedawczyni uśmiechnęła się do nich i w prezencie podarowała im tabliczkę gorzkiej czekolady.

„To jest prawdziwa czekolada” – rzekła, widząc, że dzieci nie mogą się już doczekać, kiedy spróbują czekoladowych smakołyków.

„Zaraz, zaraz” – powstrzymał ich Kaszko. – „Czekolady nie je się ot tak. Pokażę wam piękne miejsce, w które zabrał mnie kiedyś mój przyjaciel Andy”.

„Andy?” – spytał Maksio.

„Nazywał się Andrássy, ale nazywaliśmy go Andy. Mieszkał w pięknym zamku niedaleko stąd. Tam będziemy pałaszować czekoladę”.

Kiedy doszli na miejsce, okazało się, że w zamku znajduje się muzeum, a w muzeum nie jada się czekolady. Obejrzeli zatem wszystkie ekspozycje, a czekolada wciąż czekała na właściwą chwilę.

„Wyjdziemy tylnym wyjściem” – powiedział Kaszko. – „Jeśli nic się nie zmieniło, powinien tu być wspaniały park z labiryntem”. 

I faktycznie. Kiedy wyszli na taras, ujrzeli rozległy park z krzewami przystrzyżonymi tak, by tworzyły labirynt i mnóstwem ozdobnych gatunków drzew.

„Ależ tu pięknie!” – zachwycała się Majka.

Usiedli na skraju labiryntu i zaczęli pałaszować czekoladę.

Kiedy wszystko było zjedzone, przypomnieli sobie jeszcze o tabliczce gorzkiej czekolady, którą dostali w prezencie.

„Chyba wiem, dlaczego sprzedawczyni powiedziała, że to najlepsza czekolada” – powiedział Kaszko. – „Bo można ją przyrządzić na gorąco” – dodał.

„Na gorąco?” – zdziwili się Majka z Maksiem.

„Tak. Wystarczy ją podgrzać, roztopić i można ją pić”.

„Mniam! Ale kiedy ją roztopimy?” – zapytały niecierpliwe dzieci.

„Pssst! Czy ktoś przypadkiem nie idzie?” – zapytał Kaszko.

„Nie” – odpowiedziała Majka szeptem.

„To dobrze” – rzekł Kaszko, przeszukując kieszenie. Po chwili wyjął blaszany garnuszek i małe pojemniczki ze śmietanką do kawy. 

„A co to takiego?” – zdziwił się Kaszko – „Przecież ja piję tylko czarną kawę”. 

Położył garnuszek na kamieniu i wymruczał coś pod nosem. Kamień powoli przebarwiał się na czerwono. 

„Dajcie mi czekoladę!” – powiedział po chwili.

Dzieci podały duszkowi czekoladę. Wrzucił ją do garnuszka, postawił go na gorącym kamieniu, wlał śmietankę, a czekolada powoli zaczęła się topić.

„Maksio, przygotuj kubeczki” – zawołał Kaszko.

Maksio sięgnął do plecaka, wyjął z niego dwa papierowe kubeczki i małą łyżeczkę.

Podał ją Kaszkowi, żeby mógł mieszać czekoladę.

„Zaraz będzie gotowa!” 

– powiedział Kaszko próbując czekolady.

– „Ale czegoś mi tu brakuje…” – zrobił minę, jakby mu nie smakowało.

„Mama dodaje do wszystkiego, co gotuje, przyprawy” – powiedziała Majka.

„Przyprawy do czekolady?” – zdziwił się Maksio.

„No tak! Trzeba dodać przyprawy, tylko jakie? Z Andym piliśmy gorącą czekoladę ponad sto lat temu. A przyprawy zostawiliśmy...” – Kaszko rozejrzał się wokół i uśmiechnął się tajemniczo.

„Zaczekajcie tu na mnie!”.

Pobiegł przez park, który pachniał kiełbasą czosnkową, bo właśnie była pora czosnku niedźwiedziego. Minął fosę wypełnioną wodą i dotarł do białej wieży. 

„Tam powinny być! Już sobie przypominam!”.

Rozejrzał się, czy ktoś go nie widzi, a ponieważ wokół nie było ani żywej duszy, przeszedł przez ścianę do mauzoleum i po chwili wrócił z małymi woreczkami w ręce.

„Mam!” – krzyknął do dzieci. – „Były w mauzoleum”.

Dzieci spojrzały na niego pytająco.

„Mauzoleum to...” – szukał odpowiednich słów Kaszko. – „To taka wieża, w której spoczywa Andy i jego rodzina”.

Kaszko wsypał trochę przypraw do czekolady, jeszcze raz ją podgrzał i przelał do kubków.

„Oczywiście!”.

Podeszli do fosy, usiedli na ławce i obserwowali ryby i lilie wodne. Potem spróbowali najlepszej czekolady na świecie.

„Dlaczego tu jest fosa?” – zapytała Majka.

„Bo kiedyś stał tu zamek. Zamek na wodzie. Tamta ściana to jego pozostałość. Nazywał się dosyć zabawnie – Parič. A fosa chroniła przed nieprzyjaciółmi” – tłumaczył Kaszko. , Parič. A tá priekopa ho chránila pred nepriateľmi,“ vysvetľoval Kaško.

Wszyscy troje pochlipywali czekoladę, która pachniała jak Turcja, siedząc w przepięknym parku, który przywodził na myśl kiełbasę z czosnkiem. 

Przesiedzieli w tym miejscu sporo czasu i wreszcie trzeba było wracać do domu.

Po drodze Majka odezwała się do Kaszka:

„Chciałabym pokazać to miejsce rodzicom, ale nie wiem, czy by się nie nudzili. Oni nie pijają czekolady”.

Kaszko zamyślił się.

„Niedaleko stąd leży wioska Veľká Tŕňa. Wokół niej rosną winnice, a z winogron robi się wyśmienite wina i inne napoje. Na każdym wzgórzu znajdują się kamienne piwnice, w których można skosztować wina i gdzie dojrzewa wino w beczkach”.

„O, to coś dla nich!” – ucieszyła się Majka.

„Następnym razem pojedziemy tam z rodzicami” – planowały dzieci zasypiając.

Nie chce się wam czytać? Włączcie nagranie.

Spoznajte čarovné miesta z príbehu

Bajeczne nowości

Chcecie być zawsze na bieżąco i wiedzieć o każdej akcji w waszej okolicy lub otrzymać aktualny pomysł na świetną wycieczkę? Zostawcie nam swój e-mail, a nic istotnego ze świata Haravara wam nie umknie.
Košice Región Turizmus,
Bačíkova 7,
040 01 Košice, Slovakia
Tłumaczenia strony internetowej na język polski, angielski i węgierski zostały zrealizowane dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Turystyki i Sportu Republiki Słowackiej.
cross