

Za oknem budził się piękny wiosenny dzień. Majka siedziała w łóżeczku, jedną ręką coś rysowała, a drugą wystukiwała smutną melodię, jakby wcale nie było wiosny. Raz po raz spoglądała na Maksia, który siedział na łóżku z książką w rękach i wciąż ją na przemian to zbliżał, to odsuwał od twarzy.
„Już sam nie wiem!“ – krzyknął Maksiu.
„Ale ja wiem!“ – odpowiedziała Majka.
„Co wiesz?“ – spytał Maksiu stale przesuwając książkę.
„Mówiłyśmy ci i ja, i mama, że masz nie czytać pod kołdrą i nie studiować tych swoich map po ciemku, bo popsujesz sobie wzrok“ – wymądrzała się Majka nie przestając rysować.
„Dobra, dobra, może trochę przesadziłem, ale...“ –
Maksiu nie zdążył skończyć, kiedy przez otwarte okno wleciał do pokoiku Kaszko.
„Co tak tu siedzicie?!“ – wykrzyknął jeszcze lecąc i wylądował na lampie pod sufitem.
„Siedzimy, bo tak chcemy“ – mruknął Maksio.
„Proszę, proszę, ktoś tu jest nie w humorze“ – powiedział Kaszko przyglądając się bacznie Maksiowi.
„Mnie na przykład nie chce się siedzieć, ale muszę“ – trochę smutno powiedziała Majka.
Kaszko powolutku zleciał z lampy i usiadł na swoim ogonku na środku pokoju.
„To powie mi ktoś wreszcie, co tu się dzieje?“ – spytał Kaszko.
„Maksia bolą oczka“ – zdradziła Majka.
„No to załóż okulary“. – doradził Kaszko.
„No, przecież noszę okulary, ale oczy wciąż mnie trochę pieką i swędzą“ – tłumaczył Maksio,
„W takim razie pomoże tylko jedno!“ – triumfalnie oznajmił Kaszko.
„Jeszcze mocniejsze okularki?“ – zapytała Majka.
„Ależ nie“ – zaśmiał się Kaszko.
„Przyłożę sobie do oczu lornetkę!“ – próbował żartować Maksio, któremu rzeczywiście łzawiły oczy.
„Uzdrowisko!“ – wykrzyknął Kaszko.
Majka z Maksiem spojrzeli na siebie i nic nie rozumiejąc, pokręcili głowami, a potem znów wbili wzrok w Kaszka.
„Uzdrowisko?“ – oboje równocześnie zapytali Kaszka.
„Oczywiście!“ – odrzekł duszek.
„To znaczy, że ot tak sobie pojedziemy do uzdrowiska na kilka dni lub tygodni?!“ – spytał Maksio ciągle przecierając oczy chusteczką.
„Nie, przeniesiemy się do pewnego uzdrowiska z cudowną wodą i tam wyleczysz sobie oczka“ – odpowiedział Kaszko.
„Naprawdę?“ – upewnił się Maksio.
„Czy kiedyś stroiłem sobie żarty?“ – zapytał z powagą Kaszko.
„No, o ile pamiętam...“ – zaczęła Majka
„Czy kiedyś żartowałem sobie z poważnych spraw?“ – dopytywał Kaszko.
„Co to, to nie!“ – odpowiedziały dzieci.
„No to, pakujcie się i ruszamy“ – zakomenderował Kaszko.
„Ale gdzie?“ – spytał Maksio.
„Do uzdrowiska Karlowe Wary“ – wskazał palcem przed siebie Kaszko.
„Jejku, zawsze chciałam tam pojechać!“ – ucieszyła się Majka. „Ale to dosyć daleko, jak się tam dostaniemy?“ – dopytywała niecierpliwie.
„Polecimy“ – oznajmił Kaszko.
Kaszko spojrzał na dzieci, dał im odrobinę swoich magicznych ziół, chwycił rodzeństwo za ręce i już lecieli. Lecieli tylko chwilkę, aż wylądowali w cudnym miejscu. Wszędzie wokół była piękna przyroda, cisza i…
„A jak tam dotrzemy?” Majka płonęła zniecierpliwieniem.
„Już jesteśmy na miejscu” – roześmiał się Kaszko.
Majka spojrzała wokół siebie, Maksio też się rozejrzał, ale ponieważ wciąż mu łzawiły oczy, lekko je zmrużył.
„Kaszko?“ – zapytała Majka.
„Tak?“ – odpowiedział Kaszko, głęboko oddychając świeżym powietrzem.
„Pięknie tu jest: i przyroda, i te malutkie jeziorka, i ta mała willa“ – cieszyła się Majka.
„Prawie jak Willa Śmiesznotka Pippi Langstrumpf, prawda?“ – dodała.
„No i ta kapliczka jest naprawdę śliczna“ – powiedziała rozglądając się wciąż dookoła Majka.
„Mnie też się podoba“ – powiedział Kaszko, rozciągając się na miękkiej trawce.
„Ale ja widziałam Karlowe Wary i tam jest kilka domów zdrojowych, kolumnada, promenada dla kuracjuszy, basenik, ulice i...“ – zastanawiała się Majka.
„Ale my jesteśmy w Karlowych Warach krainy Figle-Migle, które niegdyś nazywały się Węgierskie Karlowe Wary“ – wyjaśnił Kaszko.
„Aha, czyli gdzie jesteśmy?“ – zapytały równocześnie dzieci.
„Jesteśmy w uzdrowisku Sobraneckie kupele“ – rozpostarł ręce Kaszko.
„Hmmm, spokój, przyroda, lecznicze powietrze, ale czegoś tu brakuje“ – stwierdził Maksio.
„Myślisz o tym?“ – spytał Kaszko, wskazując coś na ziemi.
„Co to jest?“ – spytał Maksio.
„To jedno z tutejszych źródeł“ – stwierdził Kaszko.
„Leczniczych?“ – upewnił się Maksio.
„No, oczywiście. Wyobraź sobie, że przed 100 laty było tu znane uzdrowisko, z którego wodę rozwożono po całych Węgrzech, Austrii, a potem nawet po całej Europie” – opowiadał Kaszko.
„A dlaczego te Sobranecké kúpele nazywano Węgierskimi Karlowymi Warami?“ – dopytywał Maksio.
„Dlatego, że jest tu taka świetna woda, której nie znajdziesz nigdzie indziej“ – zachwycał się Kaszko, nabierając wody, by się jej napić.
„Tylko w Karlowych Warach w Czechach“ – dodała Majka.
„Właśnie, właśnie. Pewnego dnia przeprowadzono pewien eksperyment – odparowano wodę z garnka, w której była lecznicza woda, a na dnie została sól“ – opowiadał Kaszko.
„Posolili nią chleb i stwierdzili, że sól jest magiczna i przeniesie ich do Karlowych Warów“ – powiedziała Majka, która też nabrała sobie wody.
„Ależ nie, ale skład tej soli był taki sam jak w Karlowych Warach” – ciągnął dalej Kaszko.
„Hmmm, dobra“ – stwierdził Maksio, który skosztował zimnej leczniczej wody.
„A to jeszcze nie wszystko“ – kontynuował duszek.
„No, opowiadaj dalej“ – domagały się dzieci.
„Wyobraźcie sobie, że w tych domach zdrojowych, które tu stały, były wanny, w których kąpali się ludzie i nie było im zimno“ – dodał.
„Oczywiście, przecież podgrzewali tę wodę, bo wiedzieli, że zimna jest dobra do picia, a gorąca do kąpieli w wannie” – stwierdził Maksio.
„Czyli?“ – spytała Majka.
Kaszko opowiadał o tym, jak w czasach największej świetności Sobraneckich kupeli stało tu kilka domów zdrojowych, jak zbudowano ścieżki spacerowe, promenadę, wspominał wielu artystów i uczonych oraz oczywiście arystokratów, których tu spotkał, bo chętnie się tu zjeżdżali.
Majka słuchając Kaszka i wyobrażając sobie tamte czasy aż zaniemówiła.
Maksia też to interesowało, ale oczy zaczęły go piec jeszcze bardziej, bo na niebie pojawiło się słonko.
„A co zrobimy z moimi oczami?“ – zapytał.
„Pamiętam, że było tu jedno źródło, które leczyło tylko oczy“ – powiedział duszek Kaszko i latając, zaczął rozglądać się po okolicy.
„Naprawdę?“ – zdumiała się Majka.
„Mhm, Tylko nie wiem, gdzie dokładnie było“ – wyjaśnił Kaszko.
„To znaczy, że było ich tu więcej?“ – dociekała Majka.
„Kiedyś było tu 12 leczniczych źródeł“ – krzyknął Kaszko, gdzieś zza drzewa, które rzucało przyjemny cień koło Willi Śmiesznotki.
„A to leczące oczy jeszcze tu jest?“ – zapytał Maksio.
„Naturalnie, tylko nie mogę sobie przypomnieć, co trzeba zrobić, żeby naprawdę wyleczyć oczy“ – powiedział Kaszko.
„A jak się tego dowiemy?“ – zapytał Maksio.
„Musimy odwiedzić cesarzową“ – odparł Kaszko.
„Cooo?!“ – krzyknęła uszczęśliwiona Majka.
„Cesarzową“ – potwierdził Kaszko.
„Prawdziwą?“ – wciąż niedowierzając, upewniła sią Majka.
„Nie samą cesarzową, ale jedną z jej dam dworu“ – uściślił Kaszko.
„To się trochę komplikuje“ – stwierdziła Majka.
„Nie wiem, czy wam kiedyś opowiadałem o cioci Gertrudzie? Tej, która mieszkała w Wiedniu i to nie tylko w Wiedniu, ale w samym zamku Schönbrunn“ – trochę przechwalał się Kaszko.
„Tej, ktorá žila vo Viedni?“ trošku sa chvastal Kaško.
„Keby len vo Viedni – ale priamo na zámku Schönbrunn.“
„A mieszkała tam też Sisi?“ – Majce aż zaświeciły się oczy.
„I mieszkała tam też pewna Irma Sztárai“ – uzupełnił Kaszko.
„Kto?“ – szukał w pamięci Maksio.
„Była to jedna z dam dworu cesarzowej Sisi“ – pouczył go Kaszko.
„Czy ona cos poradzi na moje oczy?“ – Maksio spojrzał błagalnie w kierunku Kaszka.
„Może...“ – bez przekonania wymamrotał Kaszko.
„Jak to możliwe?“ – dziwiła się Majka.
„Przecież ciocia Gertruda mówiła mi, że Irma nosiła z Figli-Migli...“ – snuł dalej opowieść Kaszko.
„Ona znała Figle-Migle?“ – już czegoś się domyślając, spytał Maksio.
„Irma urodziła się w Figlach-Miglach i tu wróciła“ – powiedział Kaszko.
„No, bomba!“ – krzyknęła Majka i zaczęła się pakować.
„Ponoć woziła do Wiednia różne lecznicze wody i szmatki z Figli-Migli“ – mówił Kaszko.
„Och, i leczyła też oczy?“ – próbował dowiedzieć się Maksio.
„No, właśnie – musimy to sprawdzić“ – odrzekł Kaszko.
„Ale jak?“ – zapytały dzieci.
„Ciocia Gertruda gdzieś schowała dziennik cioci Irmy“ – powiedział Kaszko.
„Dziennik?!“ – krzyknęło rodzeństwo.
„Irma napisała taką książkę o ostatnich dniach cesarzowej Sisi“ – wyjaśnił Kaszko.
„I będzie w niej coś o leczeniu oczu“ – uspokoiła Maksia Majka.
„A gdzie go znajdziemy?“ – spytał Maksio.
„W tej willi lub w kapliczce“ – odpowiedział Kaszko.
„Na pewno? Jesteś pewien?“ – zapytał Maksio.
.
„Jesteś pewien?“ – spytały dzieci.
„Albo może...“ – rozmyślał dalej Kaszko.
„Dobrze, zacznijmy zatem szukać w willi“ – powiedział Maksio i ruszył w jej kierunku.
„A dlaczego w willi?“ – niepewnie zapytała Majka.
„Dlatego, że do kapliczki każdy mógł się dostać. A ciocia Irma na pewno chciała, żeby jej tajemnice znalazł ktoś, kto ich nie pozostawi tylko dla siebie“ – powiedział Kaszko, lecąc w stronę willi.
„No, to chodźmy do willi!“ – rzucił Maksio.
Kaszko doleciał do willi Varádyiego, która jako jedyna zachowała się w tym miejscu, gdzie ją zbudowano, i otworzył drzwi Majce oraz Maksiowi.
„Gdzież ta książka może być?“ – zastanawiała się na głos Majka.
„Chyba w bibliotece?“ – powiedział Maksio.
„Tajemnicza księga?“ – spytał Kaszko zerkając na dzieci.
„No“ – Majka nic nie rozumiejąc, spojrzała na Kaszka.
„Tajemnicze rzeczy nigdy nie są tam, gdzie powinny być“ – powiedział Kaszko i przeszukując wszystko, chodził po willi.
„To ja poszukam w bibliotece, a wy w domu“ – zaproponowała Majka.
Kaszko natychmiast wzbił się w powietrze, Maksio zaczął trzeć oczy, a Majka przeglądała książki. Majka zaczytała się w pewnej starej książce i zaczęła się dąsać.
„Kaszko, okłamałeś mnie” – powiedziała z wyrzutem.
„Ja?“ – zdziwił się Kaszko.
„Nie, Kaszko starszy“ – Majka się jeszcze bardziej naburmuszyła.
„W czym i co ci skłamałem?“ – dopytywał się Kaszko.
„W tym“ – pokazała Majka.
„A co to jest?“ – dalej dopytywały się dzieci.
„To jest książka, w której jakiś Matej Bell pisze o Sobraneckich kúpeľach i spójrz, co o nich napisał!“ – wykrzyknęła Majka.
„Jakiś Matej Bell?!“ – oburzył się Kaszko.
„Nie zmieniaj tematu“ – bronił siostry Maksio.
„Po pierwsze Matej Bell był jednym z największych uczonych i pisarzy na ówczesnych Węgrzech, ale urodził się i prowadził badania na Słowacji“ – powiedział Kaszko,
„A to co?“ – nie dawała za wygraną Majka.
„To jest jego książka, w której opisuje między innymi lecznicze źródła, i jak widzisz, już przed trzystu laty wiedział, że w Sobrancach jest wyjątkowa woda…“ – tłumaczył Kaszko.
„Ale ja mówię o tych wykopanych... właściwie nie wiem, co to jest?“ – powiedziała Majka.
„To wykopane, co nie wiesz, czym właściwie jest, to są doły i kadzie do kąpieli“ – Kaszko stuknął Majkę palcem w czoło.
„Czyli co to jest?“ – Majka i Maksio dalej nie rozumieli.
„W tamtych czasach jeszcze nie było takich wanien ani łazienek, jakie mamy dziś“ – wyjaśniał dzieciom Kaszko.
„Aha, więc kopano doły“ – zaśmiały się dzieci.
„Nie, ale kiedy natrafiano na lecznicze źródło i jeszcze nie umiano doprowadzić wody z niego do domów, budowano przy nich takie drewniane kadzie, w których można było się kapać i ogrzewać albo wykopywano takie doły, do których ludzie przychodzili się kąpać i leczyć “ – wyjaśniał Kaszko.
„Aha!“ – wymamrotały dzieci.
„Alebo si vykopali takéto jamy, kde sa ľudia chodili kúpať a liečiť.“
„I to był początek uzdrowiska?“ – spytała Majka, patrząc na obrazki Mateja Bella.
„Trochę tak, choć wiadomo, że ludzie przybywali tu, by się leczyć już dużo wcześniej, lecz wtedy nie było jeszcze żadnych budynków“ – opowiadał dalej Kaszko.
Potem zaczął wyjmować z biblioteki inne książki i pokazywał Majce oraz Maksiowi, jak zaczęły powstawać kolejne domy zdrojowe, ścieżki i trasy spacerowe. Pokazał im też widokówki i zdjęcia, które leżały obok starych książek. Widać na nich było, jak wyglądało uzdrowisko, kiedy bywała w nim Irma – dama dworu cesarzowej Sisi.
„Gdyby jej nie było, to nigdy nie mielibyśmy w Sobrancach takiego uzdrowiska, jakie tu było. Nie zachowałyby się ani te źródła, ani Willa Śmiesznotka, ani ta kapliczka, ani ta dziupla“ – dodał Kaszko.
„Co?“ – Maksio nie rozumiał.
„A… to, że tu jest dziupla i tajne drzwiczki!“ – krzyknął Kaszko.
Kaszko otworzył tajne drzwiczki, a tam leżała zakurzona księga – właśnie ta, której szukali. Tajny dziennik Irmy Sztáray, o którym nikt nie wie oprócz duchów z krainy Figle-Migle, więc zaczął czytać.
„Tu to jest“ – Kaszko stuknął w książkę palcem.
„Co?“ – wychrypiał Maksio, podchodząc do Kaszka.
„Irma woziła do Wiednia wodę z leczniczych źródeł, która pomagała na różne choroby“ – powiedział Kaszko.
„A leczyła też kogoś ciekawego?“ – zapytała Majka, nie tracąc nadziei na spotkanie z jakąś królewną.
„Fiu fiu – sobranecką wodę znano wtedy wszędzie!“ – odpowiedział dumnie Kaszko i dalej szukał sposobu, jak pomóc Maksiowi.
„Nie do wiary!“ – Majka kręciła głową z niedowierzaniem.
„Znalazłem” – ucieszył się Kaszko.
„Co?“ – krzyknął Maksio z takim przejęciem, że zdawało się, iż zaraz wyskoczy ze skóry.
„Miły Maksiu, w tym uzdrowisku leczono chore nerwy“ – Kaszko zaczął sobie kpić z Maksia.
„Czyli teraz naprawdę potrzebuję tej wody, bo zaczynam trochę się martwić o moje oczy i o moje nerwy“ – stwierdził Maksio.
„Ale leczono tu także brzuszki i różne zapalenia“ – dodał Kaszko.
„Brzuszek, to powinnam leczyć ja, bo już jestem dosyć głodna“ – westchnęła Majka.
„I jest tu też jedno źródło nazywane Oczne“ – ciągnął Kaszko.
„Aha, a na co jest dobre to źródło?“ – Maksio powoli zaczął się uśmiechać.
„Podaj mi chustkę“ – poprosił Kaszko Maksia.
„Proszę bardzo“ – powiedział Maksio i podał chustkę.
Kaszko namoczył chustkę w wodzie, a Majka położyła ją Maksiowi na oczach.
Tu, w Sobraneckich kúpeľach, jest tak skuteczna woda mineralna, że mówiono o niej, iż jest najlepsza w całym cesarstwie.
„Dlaczego?“ – spytała Majka.
„Bo to była najlepsza woda lecznicza w całych Austro-Węgrzech“ – odrzekł Kaszko.
„Czyli?“ – spytała Majka.
„A jeśli ktoś nie mógł tu przyjechać, to rozlewano tę wodę do butelek i rozwożono po całej Europie“ – dodał Kaszko.
„Aha, czyli tak ją woziła stąd Irma“ – stwierdziła, niczym detektyw po rozwikłaniu zagadki, Majka.
„A jak długo muszę trzymać na oczach tę chustkę?“ – zapytał zniecierpliwiony Maksio.
„Już możesz ją zdjąć” – powiedział Kaszko.
„Dobrze, zdejmuję“ – Maksio pochylił się i zdjął z oczu chustkę.
„Ale nie, nie dawaj jej na czoło“ – krzyknął Kaszko.
„Co ty mówisz?” – spytały zdziwione dzieci. „Dobrze“ – zgodziły się dzieci.
„Ani do kieszeni“ – Kaszko podszedł do Maksia.
„A gdzie ją mam położyć?“ – kręcił się w kółko Maksio, który wciąż bał się otworzyć oczy.
„Tu na krzaku“ – Kaszko pociągnął Maksia za rękaw.
„On też jest chory?“ – zapytała, gładząc krzaczek Majka.
„Chyba nie“ – odpowiedział Kaszko.
„To dlaczego mam ją tu zostawić?“ – spytał Maksio.
„Dlatego, że niegdyś przychodzili tu ludzie, a w sekrecie wam powiem, że nie tylko ludzie“ – tajemniczo wyszeptał Kaszko.
„Zwierzątka też?“ – Majka podeszła do Kaszka.
„Nawet duchy tu leczyły w taki sposób oczy – przecierały oczy i zostawiały zawieszoną chustkę“ – powiedział Kaszko.
„Ale po co?“ – spytał Maksiu.
„Bo chciały, żeby ich choroba została na chustce w Sobrancach, gdzie ją wyleczy dobra woda“ – wyjaśnił Kaszko.
„Kde ju vylieči dobrá voda.“
„Aha, a te źródła tu są?“ – rozglądała się Majka.
„Oczywiście i dlatego ludzie ciągle tu przychodzą nabrać wody i zanoszą ją do domów“ – wyjaśnił Kaszko.
„Kaszkooooooooooooooooooooooooooooo!“ – krzyknął jak pomylony Maksio.
„Co znów się stało?“ – krzyknął Kaszko jeszcze głośniej niż Maksio.
„Nic, ale widzę cię“ – Maksio radośnie biegał dookoła.
„Chyba dostałem leciuteńkiego zawału“ – westchnął Kaszko.
„Napij się leczniczej wody z Sobraniec – ona jest dobra na nadciśnienie, jak mówiłeś“ – poradziła Majka.
„I zabierz nas wysoko i prosto do domu” – poprosiły razem dzieci.
„A aj rovno domov.“
„Musimy tu zabrać rodziców“ – zgodnie stwierdziło rodzeństwo i wszyscy byli bardzo szczęśliwi, że dzięki leczniczej wodzie ze źródła w Sobraneckich kúpeľach Maksio znów wszystko doskonale widzi.




