

Był przepiękny wiosenny poranek, a Majka z Maksiem siedzieli w pokoju i czekali nie wiadomo na co. Było jednak widać, że na coś czekają. Maksio czyścił wszystkie swoje lusterka, lupy i szybki, które zakurzyły się, leżąc nie używane przez zimę, bo przecież w zimie nie miał czego badać. Majka stroiła swoje instrumenty muzyczne i segregowała książki na te do przeczytania teraz, na później i na już przeczytane..., wtem ktoś cichutko zastukał od zewnątrz w okno.
„Słyszałaś to?“ – spytał Maksio.
„Słyszałam“ – potwierdziła, rozglądając się Majka.
„Ktoś stuka“ – powiedział Maksio, powoli podchodząc do drzwi i sprawdzając, czy się nie przesłyszał.
„Ja też to słyszałam“ – jeszcze raz potwierdziła Majka.
„Otwieramy?“ – spytał Maksio, stojąc przy drzwiach i spoglądając na siostrę.
„Hmm... otwieramy?“ – powtórzył pytanie.
„Może to Kaszko?“ – powiedziała Majka.
„Ale tak cicho jeszcze nigdy nie stukał“ – pomyślała i zaczęła obgryzać paznokcie, jak wtedy, gdy zostawała sama.
Majka otworzyła drzwi, ale nikogo za nimi nie było.
„Może to mama nam robi dowcipy?“ – sama nie wierząc w to, zapytała Majka.
„Chyba nie” – z namysłem odpowiedział Maksio. Znów usłyszeli pukanie. Obrócili się w stronę okna i niemal oniemieli. Za oknem stał, a właściwie to latał w powietrzu, ich kumpel Kaszko. Szybko otworzyli okno i zaraz stało się jasne, na co właściwie czekali.
„Co tak tu ciągle siedzicie?!“ – wykrzyknął Kaszko, jakby od dawna byli umówieni, że mają się spotkać i co mają robić.
„Nie siedzimy ciągle“ – obrócili się oboje w stronę Kaszka i udawali, że coś robią.
„Nie?“ – uśmiechnął się Kaszko pod nosem.
„Nie. Wyczyściłem wszystkie moje mikroskopy, szkła powiększające i szkiełka“ – powiedział Maksio, pokazując, co dotychczas zrobił.
„A ja posegregowałam książki i nastroiłam instrumenty“ – pochwaliła się Majka.
„Czyli mamy wszystko przygotowane na wyprawę?“ – zapytał Kaszko, wciąż latając.
„Dokąd?“ – obojgu zaświeciły się oczy.
„Na zewnątrz jest ciepło, więc moglibyśmy wybrać się gdzieś na wycieczkę, czyż nie?“ – zapytał Kaszko.
„Masz jakiś pomysł?“ – Maksio i Majka nadstawili oczu i uszu.
„Moglibyśmy wybrać się na Green Point“ – odpowiedział Kaszko.
„To jest jakieś zielone miejsce?“ – spytał Maksio, szukając w myślach takiego miejsca.
„Brzmi dobrze“ – zaszczebiotała Majka i zaczęła szukać takiej torebki, z którą mogłaby wybrać się i do lasu i na spacer.
„Weźcie jakieś solidne i ciepłe ubrania“ – przypomniał, fruwając duch Kaszko.
„Po co?“ – zapytały dzieci, przerywając pakowanie i spoglądając na Kaszka.
„Bo może wiać“ – odpowiedział Kaszko.
„To prawda, w lesie często wieje“ – pomyślała Majka.
„Czym pojedziemy?“ – spytały dzieci już gotowe do drogi.
„Dziś mamy czas, więc możemy pojechać autobusem“ – zaproponował Kaszko.
„Jak chcesz“ – powiedział Maksio, potykając się o próg.
Dzieci wsiadły do busika jadącego do wsi Kluknava.
„A nie będzie nam niedobrze?“ – zaczęła dopytywać się Majka, gdy usłyszała, dokąd jadą.
„Czemu miałoby wam być niedobrze?“ – nie rozumiejąc, zapytał Kaszko.
„No..., bo pewnie będą tam kręte dróżki, skoro ta miejscowość nazywa się Kluknava“ – odpowiedziała Majka.
„Wprawdzie prowadzą tam kręte dróżki, ale nie martwcie się – na końcu będziecie zachwyceni“ – obiecał rozradowany Kaszko, a oczy mu się tak świeciły, że gdyby była noc, to kierowca busika nie musiałby włączać świateł, by widzieć drogę.
Wysiedli z busika w malowniczej wiosce leżącej w sercu Figli-Migli i przeszli kawałeczek pieszo, to znaczy Majka i Maksio na piechotę, a Kaszko latając.
„No i co na to powiecie?“ – zachwycając się okolicą zapytał latający duszek.
„Wspaniale!!!“ – wykrzyknęły dzieci.
Przed nimi stała wieża, lecz nie zamkowa, ale widokowa. I to nie byle jaka, bo wspaniała wieża.

„Kaszko?“ – zapytała Majka.
„Tak?“ – odpowiedział Kaszko, czekając na słowa pochwały.
„Chcesz wejść na górę?“ – jakoś powoli zapytała Majka
„Oczywiście, że chcę!“ – wesoło oświadczył Kaszko i zaczął latać w górę i w dół, tam i z powrotem.
„Ale...“ – chciał coś powiedzieć Maksio...
„Przyjaciele, ja umiem latać, więc widzę piękno tutejszej przyrody w dowolnej chwili i z każdego miejsca, ale wy musicie spojrzeć na nie z góry“ – powiedział Kaszko.
„Wedle rozkazu“ – pokłonił się nisko Maksio i w tym momencie coś mu zapikało.
„Tylko nie to!“ – jęknął Maksio.
„Co się dzieje?“ – spytał Kaszko, spoglądając badawczo na Maksia.
„Chciałem zrobić super zdjęcia i chciałem dowiedzieć się czegoś o tej wieży“ – wyjaśniał Maksio.
„Przecież ja ci wszystko powiem“ – żachnął się Kaszko.
„Ale tu jest kod QR, a mnie właśnie rozładował się telefon“ – powiedział Maksio, zbierając się do powrotu.
„Nie szkodzi, tu go naładujesz“ – wskazał jedną ze ścian wieży widokowej Kaszko.
Dzieci zaczęły się śmiać.
„Z czego się śmiejecie?“ – zdziwił się Kaszko.
„Kaszko, my przecież nie mamy komórek na energię świetlną“ – powiedziała Majka.
„Wy nie, ale na tej wieży, jak pewnie zauważyliście, są panele słoneczne“ – odpowiedział Kaszko.
„Rzeczywiście!“ – dzieci baczniej spojrzały na wieżę.
„A one produkują prąd, więc spokojnie można naładować komórkę“ – wyjaśnił Kaszko.
„Super!“ – stwierdziła Majka i ruszyła dziarsko pod górę.
„No to idziemy, idziemy!“ – ponaglał Kaszko.
„Ale ja...“ – znowu zaczął Maksio.
„Majko, co się dzieje?“ – spytał Kaszko, gdy zobaczył, że Majka nagle stanęła przed schodkami jak wryta i zamilkła.
„Próbowałem to zataić, Majeczko“ – wyszeptał Maksio i przymknął oczy.
„Co się dzieje?” – nic nie rozumiejąc, spytał Kaszko.
„Majka ma lęk wysokości“ – wykrzyknął Maksio, a Kaszko zleciał ze szczytu wieży do Majki.
„Naprawdę?“ – zdumiała się Majka.
„Mhm“ – przytaknęła bez słowa Majka.
„Czyli z Green Pointu nic nie będzie“ – smutno stwierdził Maksio.
„Ale wy przecież idźcie“ – powiedziała Majka i odsunęła się od schodków.
„Nie ma mowy albo pójdziemy wszyscy, albo nikt nie pójdzie!“ – odpowiedział Majce jej super brat.
„Ale ja trochę się boję wysokości“ – wyznała Majka.
„A kiedy lecimy?“ – zapytał Kaszko, przypominając sobie wspólne loty.
„To co innego“ – machnęła ręką Majka.
„Jak to co innego?“ – nie rozumiał Kaszko.
„Wtedy zamykam oczy“ – przyznała się Majka.
„Aha... no dobrze, to miejsce jest naprawdę bezpieczne, ale jeżeli się boisz, możemy pójść gdzie indziej. Czy tu w pobliżu jest coś ciekawego?“ – spytał Maksio.
„Zapamiętaj, że jest tu kapitalny most“ – przypomniał sobie Kaszko.
„Och, most“ – westchnęła Majka.
„Most, ale nie byle jaki!” – wykrzyknął Kaszko.
„Nadstawmy uszu” – powiedział Maksio, siadając koło Majki.
„To najdłuższy most w krainie Figle-Migle“ – oznajmił Kaszko.
„Naprawdę?” – zapytały zdumione dzieci.
„Oczywiście!“ – odparł Kaszko.
„A przechodzi nad rzeką?“ – spytał Maksio.
„Jasne, przecież to most!“ – odpowiedział Kaszko, rysując w powietrzu most.
„To wy idźcie!“ – powiedziała Majka, która usiadła na trawie i wyjęła książkę, by poczytać.
„Czyli odpada“ – zdecydował Kaszko i dodał: „Tu niedaleko Kluknavy stał niegdyś zamek“.
„Zamek?“ – Majce rozbłysły oczy.
„Mhm, w miejscowości zwanej Richnava“ – opowiadał dalej Kaszko.
„Zamek Richnawski? O takim jeszcze nie słyszałem!“ – szukał w pamięci Maksio.
„Nie słyszałeś, bo już go nie ma“ – stwierdził Kaszko.
„A gdzie jest?“ – spytała Majka, bo teraz ona nic nie rozumiała i znów jej posmutniały oczy.
„Zniszczono go” – beznamiętnie oznajmił Kaszko.
„Aha, czyli z tego też nic nie będzie?“ – powiedział Maksio, mrugając do Kaszka.
„Ale nie wiecie, że z kamieni z tego zamku zbudowano w Kluknavie pałac, a w jednym z tych kamieni znajduje się tajemna skrytka!“ – powiedział Kaszko.
„Tajemna skrytka?“ – spytali, węsząc przygodę Maksio i Majka.
„Strachajło“ – rzucił od niechcenia Kaszko, a dzieci pomyślały, że Kaszko się zmienił i zaczął Majkę przezywać od strachajłów i wyśmiewać się z niej.
„Kaszkoooooooooooooooo?!“ – krzyknęli oboje.
„W tej skrytce znajduje się strachajło“ – bronił się Kaszko, widząc ich spojrzenia.
„To jakiś lek, czy co?“ – spytał Maksio.
„To książka“ – tajemniczo oświadczył Kaszko.
„Książka?“ – dzieci powtórzyły po nim.
„Książka, w której napisane są różne rzeczy“ – wyjaśnił Kaszko.
„Nic dziwnego, w książkach zazwyczaj napisane są różne rzeczy, prawda?“ – powiedziała Majka, spoglądając na Kaszka i sprawdzając, czy jej nie okłamuje, choć Kaszko nigdy jej jeszcze nie okłamał.
„Ale w tej jest napisane wszystko, co sobie Czakowie i Turzonowie...“ – ciągnął Kaszko
„Kto?“ – spytała Majka.
„To były sławne rody szlacheckie“ – wyjaśnił Kaszko.
„Aha, czyli to znowu jakieś twoje pociotki“ – stwierdził Maksio.
„Te rodziny posiadały zamki i pałace, o których rozmawialiśmy“ – niezrażony kontynuował Kaszko.
„I co było w tym strachańle?“ – dopytywała Majka.
„Strachajle“ – poprawił Majkę Kaszko.
„Powiesz nam wreszcie, co tam było?“ – ponaglał Maksio.
„Jak walczyć z różnymi lękami“ – powiedział Kaszko.
„No to nie czekajmy i pędźmy!“ – zarządziła Majka i w trzy sekundy była spakowana, obuta, a w dodatku zdążyła przeczytać ostatnią linijkę książki.
„Albo nawet lećmy!“ – zaproponował Maksio.
„Albo nawet...“ – rzucił Kaszko i nakrył przyjaciół swoim płaszczem. Majka zamknęła oczy i ledwie zdążyła powiedzieć „o ho ho“, a już stali przed pięknym kasztelem, który wyglądał jak zameczki, które widzieli w Austrii lub w Niemczech, kiedy byli tam na wczasach.
.
„Ależ on jest piękny!“ – westchnęła Majka, nie mogąc wyjść z podziwu.
„Jest, ale teraz musimy odnaleźć ten kamień“ – Kaszko przypomniał o ich misji.
Maksio i Majka podziwiali cztery narożne wieże kasztelu, potężne drzwi, zdobione okna, a Kaszko badał kamienie i kamyki nad drzwiami oraz koło wieżyczek.
„Musimy wejść do środka“ – oświadczył po badaniach Kaszko.
„Ale to nie wygląda jak stary kasztel“ – powiedziała Majka.
„Stare kasztele należały do różnych ludzi, którzy w nieskończoność je przebudowywali“ – wyjaśnił Kaszko.
„I?“ – dzieci nie rozumiały, co Kaszko chciał przez to powiedzieć.
„Spójrz, na przykład, gdy byłem tu przed 458 laty, to nie było tego korytarza, dobudowano go dopiero przed mniej więcej dwustu laty“ – tłumaczył duszek.
„Ale zrobiono to świetnie“ – Maksio i Majka kręcili głowami z uznaniem.
„Tak, nawet tych okien nie było“ – wspominał Kaszko, latając tu i tam.
„Nie było tu okien?“ – dzieci już sobie przypominały wszystkie przerażające opowieści o domach i zamkach bez okien, w których wszyscy zasnęli w ciemnościach…
„Były“ – uspokoił przyjaciół Kaszko i dodał: „ale zupełnie inne, dopiero później zrobiono wokół nich takie ozdóbki i...“ – wyjaśnił duszek.
„I?“ – spytał Maksio.
„I tu to jest!“ – krzyknął uradowany Kaszko, który nie tylko przestał latać, ale na jego ustach pojawił się charakterystyczny uśmieszek, oznaczający: „Teraz się zacznie!“.
„Jesteś pewien?“ – spytały dzieci.
„Nie” – odpowiedział Kaszko.
„No to jak...?“ – spytały dzieci, czekając na decyzję Kaszki.
„Masz przy sobie swój stroik?“ – Kaszko znienacka zapytał Majkę.
„Jasne, bez stroika nie ruszam się ani na krok, przecież zawsze mogę spotkać jakiegoś super muzykanta z krainy Figle-Migle i kiedy chcielibyśmy zagrać, nie mogłabym nastroić instrumentu“ – odpowiedziała Majka.
„Pożycz mi go“ – poprosił Kaszko i stroikiem do strojenia fortepianów oraz różnych innych instrumentów zaczął opukiwać kamienie.
„Każdy kamień ma swoją melodię, a tu słychać melodię sprzed 500 lat, więc to będzie ten właściwy kamień” – powiedział z przekonaniem.
„W dodatku jest pusty w środku“ – dodał fachowym tonem Maksio.
„Zaczynajmy!” – rzekł Kaszko, zamknął oczy, zaczął coś mamrotać i nucić, a w małym kamyku otworzyły się drzwiczki, za którymi były jakieś papierzyska.
Kaško zatvoril oči, začal si niečo mrmlať a spievať, a na malom kamienku sa otvorili dvierka a v nich boli akési papieriky.
„To jest ta książka?“ – zapytali z niedowierzaniem Maksio i Majka.
„Nie mówiłem, że to będzie książka. Powiedziałem, że będą rady“ – uściślił Kaszko.
„Rady w miastach?“ – zapytała Majka.
„Ależ...“ – próbował wyjaśnić duszek.
„Czy w spółce?“ – dociekał złośliwie Maksio.
„Każdy z rodu Czakich lub Turzonów, kto stał się duchem, złożył tu swoje rady, jak pozbyć się jakichś lęków. Chwilkę...“ – Kaszko wertował stare dokumenty i czytał: „Na lęk przed ciemnością, przed małymi myszkami, włochatymi pająkami, śpiewem cioci Izy”. Nagle krzyknął: „Tu jest – jak pokonać lęk wysokości”.
„I jak?“ – zapytała Majka, czekając na radę.
„Mamy szczęście!“ – uśmiechnął się Kaszko.
„Bo?“ – niecierpliwie zapytała Majka, czekając na jakieś mądre słowa.
„Bo wszystko, czego potrzebuję jest tu w Kluknavie“ – odpowiedział Kaszko.
„Zjadłbym coś...“ – wtrącił Maksio.
„Na to też coś poradzimy. Spójrz, tu w kasztelu jest znakomita restauracja, ale pójdziemy do niej dopiero wtedy, kiedy wyleczymy Majkę“ – odpowiedział duszek.
„A jak to zrobimy?“ – dopytywał Maksio.
„Idziemy!“ – zarządził Kaszko.
„Lecimy!“ – Maksio rozpostarł ręce i czekał.
„Pieszobusem” – powiedział Kaszko, stukając Maksia w czoło.
Zrobili zaledwie parę kroków po Kluknavie i trafili w dziwne miejsce.
„Muzeum Obuwia“ – przeczytał Maksio i zaczął nieco wątpić, czy Kaszko dobrze słyszy.
„Kaszko?“ – odezwała się Majka.
„Tak?“ – odrzekł duszek.
„Co to jest?“ – spytała, wskazując na muzeum Majka.
„Tu się wyleczysz“ – spokojnie oznajmił Kaszko.
Maksio i Majka przewrócili oczami, ale weszli do środka. W Muzeum Obuwia znaleźli buty znanych postaci. Były tam buty chodziarza Mateja Tótha, kolarza Petra Sagana, hokeisty Mira Šatana, aktora Miška Hudáka...
„Noooooo, dobrzeee“ – oboje przyznali, że Kaszko wybrał dobre miejsce na wycieczkę.
„Co znalazłaś?“ – spytał Kaszko Majkę, która zatrzymała się przed jakimiś butami.
„Buty aktorki, pani Kamili Magálovej“ – rozmarzona oświadczyła Majka, bo kochała ciocię Magdę.
„To świetna aktorka“ – przyznał Maksio.
„Uwielbiam, jak opowiada bajki i...“ – jednym tchem wyrzuciła z siebie Majka.
„Tu są“ – wszedł jej w słowo Kaszko.
„A cóż to za człapaki?“ – zapytał Maksio.
„To nie są człapaki lecz buty, które nosili nasi pra pra pra praprzodkowie tu w Figlach-Miglach“ – oznajmił duch Kaszko dzieciom.
„Aha, i one mają mnie wyleczyć?“ – niedowierzając wyszeptała Majka.
„Słyszałaś o epoce lodowcowej?“ – zapytał Kaszko.
„Tu w Kluknavie?“ – spytała Majka.
„Też“ – potwierdził Kaszko i postawił człapaki na stół.
„I co z tą epoką?“ – zapytały zaskoczone dzieci.
„Żyli tu łowcy mamutów i czasami, gdy polowali na mamuta, to musieli się wdrapać aż na jego grzbiet. A ten był zapewne dość wysoko” – odpowiedział Kaszko.
„No, czasami nawet na wysokości mniej więcej trzech metrów“ – powiedział Maksio.
„To ja nie dałabym rady“ – zaszczebiotała Majka i dla pewności usiadła.
„I dlatego pewien fliglo-miglski szaman o imieniu Szanio...“ – ciągnął Kaszko.
„Szanio?“ – zapytały dzieci.
„Potem nadaliśmy mu takie imię, bo w epoce lodowcowej ludzie jeszcze nie mieli imion“ – powiedział Kaszko.
„Jasne“ – odpowiedziały dzieci.
„Zatem on na te buty rzucił zaklęcie, więc kiedy je wkładał jakiś myśliwy i wychodził na wysoką górę lub przeszedł po czymś na wysokości…“ – snuł dalej opowieść duszek.
„Na przykład po mamucie“ – dodał Maksio.
„Na przykład po mamucie” – przytaknął Kaszko.
„Niech zgadnę!“ – włączyła się do rozmowy Majka, która już zrozumiała, o co chodzi.
„Zgaduj!“ – teraz dla odmiany usiadł Kaszko.
„Już się nie bał“ – zaryzykowała Majka.
„No właśnie!“ – potwierdził Kaszko.
„To pożyczmy je sobie!“ – zaproponowała Majka.
Poczekali na przerwę obiadową, podczas której zamknięto muzeum, Kaszko wleciał do środka i na chwilę pożyczył zaczarowane buty. Majka je założyła i szybko poszli w stronę kluknavskiego mostu. Był naprawdę piękny. Pachniał drewnem – takim iglastym jakby wciąż było Boże Narodzenie. Pod nimi płynęła rzeka, a oni podeszli do jakichś dziwnych budynków.
„Kiedyś tu wydobywano i wytapiano miedź oraz robiono z niej różne przedmioty“ – powiedział Kaszko wskazując na małe fabryczki.
„To znaczy, że tutaj była Miedziana Góra z bajki?“ – zapytała Majka.
„To znaczy, powiem ci, że tu było miedziane górzysko“ – odpowiedział Kaszko.
Maksio z Kaszkiem patrzyli na otaczające ich stare huty i stare budynki, a kiedy się obrócili zobaczyli uśmiechniętą Majkę, która stała na środku mostu z zaczarowanymi butami w rękach.
„Już ich nie potrzebuję!“ – powiedziała, a potem zaszczebiotała wesoło: „Miałeś rację!”
„Jak zawsze!“ powiedział Kaszko i poklepał sam siebie po ramieniu.
Maksio zakaszlał i wszyscy zaczęli się pokładać ze śmiechu.
Maksio z Majką wyruszyli w kierunku Green pointu, aby zobaczyć piękno otaczającej ich przyrody, a Kaszko poleciał oddać zaczarowane buty. Tej nocy Majka zasnęła z takim dziwnym uśmiechem na twarzy, bo udało się jej z pomocą przyjaciół pokonać swój lęk, nawet bez zaczarowanych butów.



