

Majka z Maksiem chodzili po mieście i dyskretnie się rozglądali. Gdyby ich zobaczyli koledzy, pewnie pomyśleliby, że szukają pieska, który im uciekł lub psa jakiegoś ich kumpla. Mogliby też pomyśleć, że szukają zaginionego kota sąsiadki Barkolusowej, która ma ich w domu chyba ze dwadzieścia. Oni jednak szukali czegoś zupełnie innego.
„Nie widzisz go?“ – szeptem zapytała Majka.
„Nie“ – odpowiedział Maksio, wciąż rozglądając się wokół siebie.
„Ani ja“ – powiedziała, kręcąc głową Majka.
„To gdzie on może być?“ – zastanawiał się Maksio, kręcąc się w miejscu jak figurka w praskim orloju.
„Byliśmy już u niego w domu. Byliśmy na wieży katedry. Byliśmy też u jego kolegów” – dzieci wyliczały miejsca, w których szukały zguby.
„Boli sme na veži Dómu...“
„Boli sme už aj u jeho kamošov,“ vypočítavali súrodenci, kde všade hľadali stratenca.
„Aaaaa!“ – krzyknął Maksio.
„Co się stało?“ – wykrzyknęła przestraszona Majka.
„Już wiem, gdzie nie byliśmy!“ – oznajmił Maksio.
„Gdzie?“ – spytały dzieci.
„Tam, gdzie Kaszko lubi rozmyślać“ – szepnął siostrze do ucha Maksio.
„Myślisz, że zgubił się na tak długo, bo rozmyśla? – zapytała z niedowierzaniem Majka i zaczęła pogwizdywać.
„Czy zdarzyło się już, żeby Kaszko nie pojawiał się przez trzy tygodnie?“ – spytał Maksio, wytrzeszczając oczy, a Majka zaczęła się zastanawiać.
„Co to, to nie!“ – odpowiedziały dzieci.
„Sama widzisz!” – powiedział zaniepokojony Maksio.
„Coś musiało się z Kaszkiem stać, to pewne“ – powiedziała Majka i przestała gwizdać.
Po paru chwilach Majka i Maksio doszli do pewnego pięknego miejsca w Koszycach – stolicy Figli-Migli – nazywanego Rodošto. Jest ono w centrum miasta i teraz mieści się w nim muzeum, a pośrodku na pięknym skwerku stoi pomnik Franciszka Rakoczego i...
„Kaszko!“ – krzyknął Maksio.
„Gdzie?“ – spytała Majka, wypatrując przyjaciela.
„Tam“ – powiedział Maksio, wskazując jakieś miejsce na skwerze.
Rzeczywiście – na jednej z ławek siedział sobie jak gdyby nigdy nic Kaszko i w ogóle nie wyglądał jak duch.
„Wygląda jak nieżywy, prawda?“ – wyszeptała bojaźliwie Majka i chwyciła brata za rękę.
„Mhm...“ – potwierdził Maksio.
„Jeszcze nigdy nie widziałam nieżywego ducha“ – powiedziała Majka, nie wierząc własnym oczom.
„Znamy tylko jednego ducha, więc nie mogłaś widzieć nieżywego ducha“ – uściślił Maksio.
„Kaszko?“ – wciąż trzymając się za ręce, dzieci podeszły do ducha.
„Kaszko!“ – krzyknęły, ale on ani drgnął i tylko westchnął.
„Kaszko, czy coś się stało?“ – Majka puściła rękę brata i podała dłoń Kaszkowi.
„Przyjaciele... sam nie wiem“ – zabrzmiało z ust Kaszka.
„Ty... nie wiesz?“ – dzieci nie rozumiały, o czym Kaszko mówi i czego nie rozumie.
„Przeczytajcie sobie to“ – powiedział Kaszko i podał im jakiś stary papier, na którym było napisane:
Szanowny Panie Duchu Kaszko,
został Pan wybrany przez Radę Duchów, by tego lata przygotować sezon turystyczny w krainie Figle-Migle dla turystów z innych krain.
„Ale to przecież świetnie!“ – ucieszyła się Majka, nie rozumiejąc, czego Kaszko się boi.
„Tak sądzisz?“ – spytał Kaszko, zabierając jej kartkę.
„Jasne, przecież ty wiesz o Figlach-Miglach wszystko i znasz wspaniałe miejsca“ – niemal na niego krzycząc, powiedział Maksio.
„Już tyle ich nam pokazałeś!“ – potwierdziła słowa brata Majka.
„Ale to nie o miejsca chodzi“ – wyjaśnił markotnie Kaszko.
„A o co chodzi?“ – starały się zrozumieć problem dzieci.
„O to, jak duchy będą podróżować między tymi miejscami“ – powiedział znowu posmutniały Kaszko.
„Przecież jesteście duchami“ – zauważyły dzieci.
„I co z tego?“ – spytał Kaszko, bezradnie rozkładając ręce.
„Pewnie będziecie latać?“ – próbowała coś poradzić Majka.
„Właśnie, że nie!“ – wykrzyknął Kaszko i poleciał na najbliższe okno Rodošta.
„Nie?“ – nie rozumiejąc, kręcił głową Maksio.
„Gdy duch przyjeżdża na urlop, musi wypoczywać“ – wyjaśnił Kaszko.
„Czyli nie lata?“ – spytał Majka, zadzierając głowę w stronę okna.
„Dokładnie tak“ – potwierdził Kaszko.
„Możecie do tych miejsc jeździć pociągami“ – zaproponował Maksio.
„Przeczytaj ostanie zdanie w liście“ – Kaszko rzucił list Maksiowi.
W tym roku sezon turystyczny dla naszych gości zacznie się przy Morskim Oku.
„Widzisz?“ – Kaszko chwycił i zaczął go znowu czytać.
„Ale przecież Morskie Oko jest super!“ – krzyknęli Majka i Maksio.
„Naprawdę?“ – jęknął Kaszko i zrobił rundkę w powietrzu wokół muzeum.
„No, byliśmy tam i było fajnie“ – ostrożnie zaczęła chwalić Morskie Oko Majka.
„Morskie Oko jest fajne, ale jak się tam dostaniemy? I jak wrócimy z naszymi duchami?“ –zastanawiał się Kaszko i latał co raz szybciej,
„Pieszo?“ – zaproponowała Majka.
„Nie widzisz, że nie mamy nóg, to znaczy mamy je tylko wtedy, kiedy chcemy i kiepsko na nich chodzimy?!“ – rzucił Kaszko, przelatując koło Majki i Maksia.
„Hmmm... chyba zostało tylko jedno rozwiązanie“ – zauważył Maksio.
„Czyli jakie?“ – spytał Kaszko i się zatrzymał.
„Idziemy spojrzeć na to Morskie Oko“ – odpowiedział Maksio.
„No moglibyśmy..., a może...“ – nagle Kaszko zaśmiał się figlarnie „po kaszkowsku”.
„Co może?“ – wytężył słuch Maksio, bo przeczuwał przygodę.
„Chodźmy! I to szybko!“ – zakomenderował Kaszko.
Maksio z Majką pokazali na swoje plecy, na których dźwigali plecaki i torby.
„Chodźcie gdzieś, gdzie nikt nas nie zobaczy“ – szepnął im do ucha Kaszko już z wyraźnie lepszym humorem.
„Dlaczego?“ – spytały dzieci.
„Bo będziemy latać!“ – powiedział, mrugając do nich Kaszko.
Dolecieli aż do Morskiego Oka.
„Jesteśmy na miejscu!“ – powiedział Kaszko i głęboko odetchnął.
„Ależ tu pięęęknie“ – wyszeptała Majka.
„Wygląda, jak byśmy naprawdę byli nad morzem“ – powiedział Maksio, zanurzając rękę w czystej błękitnej wodzie.
„Właśnie dlatego nazywa się Morskie Oko“ – powiedział Kaszko.
„Jak oko boga Okeanosa!“ – zauważyła Majka i wyjęła jabłko, które zaczęła chrupać.
„Kogo?“ – zapytali, spoglądając na nią Kaszko i Maksio.
„W starogreckich mitach jest bóg morza Okeanos i być może to jest jedno jego oko“ – mówiła dalej Majka, pogryzając przy tym jabłko.
„Jeśli to jest jego oko, to trzeba stwierdzić, że miał niezwykle piękne oczy, a nie przerażające, jak czytałem“ – zauważył Maksio.
„Czego tu szukamy?”
„Wy sobie popatrzcie na puszczę i rybki, a ja w tym czasie się zastanowię, jak moglibyśmy podróżować z moimi kolegami duchami...“ – powiedział Kaszko.
„A książka?“ – zapytała Majka, wyciągając rękę do Kaszka.
„Jaka książka?“ – spytał, nie rozumiejąc Kaszko.
„No, o puszczy“ – powiedział Maksio i też wyciągnął rękę.
„A po co wam książka?”– zapytał Kaszko i trzepnął dzieci po wyciągniętych rękach.
„Żebyśmy sobie coś przeczytali o puszczy, skoro nam to proponujesz“ – odpowiedzieli Majka z Maksiem.
„Spójrzcie tu w dół!“ – zawołał Kaszko.
„Gdzie?“ – zapytali Maksio z Majką, spoglądając pod nogi, a Kaszko pacnął się w czoło.
„Tu!“ – obrócił ich twarzami w stronę jeziorka.
„Piękne lasy!“ – westchnęła Majka.
„Nie piękne lasy, ale piękna puszcza“ – poprawił ją Kaszko.
„Cooo?“ – zdziwił się Maksio i jeszcze raz spojrzał na lasy.
„To jest, miła Majko, prawdziwa puszcza, która w dodatku jest wpisana na listę dziedzictwa UNESCO“ – opowiadał Kaszko.
„Czy to znaczy, że to oko jest tu już od miliona lat?“ – z nabożną powagą zapytała Majka i spojrzała pod nogi, by sprawdzić, czy przypadkiem nie stoi na jakimś kle dinozaura.
„No, raczej od około 200 lat“ – powiedział z uśmiechem Kaszko.
„Tak mało?“ – zawiedziona Majka opuściła ręce, bo zrozumiała, że nie stoi na kle dinozaura, lecz na zwykłym kamieniu.
„Spójrz wyżej, na tę górę!“ – powiedział Kaszko, wskazując szczyt nad Morskim Okiem.
„Hmmm... piękne drzewa...!“ – powiedziała Majka.
„I sześć źródeł różnych rzeczek i strumyków“ – dodał duszek.
„Nadal nie rozumiemy“ – kręciły głowami dzieci i szukały wzrokiem źródeł.
„Dawno temu, przed około 150 laty, ludzie postanowili zbudować tu murek, żeby zatrzymywał wodę z tych sześciu potoków“ – opowiadał dalej Kaszko.
„Aha! I tak powstało Morskie Oko!“ – wykrzyknęła Majka, bo pierwsza zrozumiała.
„Które ma głębokość aż 25 metrów“ – ciągnął duszek.
„I?“ – spytał Maksio, odsuwając się od brzegu jeziora.
„I kiedy je uroczyście otwierano...“ – kontynuował Kaszko.
„Byłeś tu?“ – spytał Maksio.
„Jasne, że byłem“ – rozmarzonym głosem rzekł Kaszko.
„No i?“ – głosem pełnym nieskrywanej zazdrości zapytała Majka.
„Wszyscy byli zaskoczeni, jaka czysta woda jest tu woda“ – powiedział Kaszko, wskazując ręką na taflę jeziora.
„Błękitna tafla“ – powiedziała Majka, która przypomniała sobie jakiś wiersz, czy też piosenkę o morzu.
„Jak nad morzem“ – stwierdził Maksio, który przymknął oczy i poczuł sól w nosie.
„No i tak to wygląda...“ – zakończył opowieść Kaszko.
„Pociąg!“ – krzyknął zaskoczony Maksio.
„Oko, nie pociąg“ – sprostował Kaszko, nie rozumiejąc, o czym mówi Maksio.
„Nie słyszałeś?“ – spytali, spoglądając na niego, Maksio z Majką.
„Pociąg byłby świetny, dla twoich kolegów, prawda?“ – uśmiechając się, spytała Majka.
„Jasne! Ściągnę tu jakichś budowniczych – duchów, żeby zbudowali niewidzialne tory“ – powiedział ironicznie Kaszko.
„Nie musisz“ – rzucił od niechcenia Maksio.
„Maksiu, nie wiem, do której klasy chodzisz, ale już przedszkolaki wiedzą, że pociągi jeżdżą po torach“ – dalej tłumaczył Kaszko i przyglądał się Maksiowi, jakby sprawdzał, czy nie ma gorączki.
„A nie wszystkie...“ – bronił swego pomysłu Maksio.
„Chciałbym zobaczyć pociąg, który nie jeździ po torach“ – rzucił drwiąco Kaszko.
„No to się odwróć“ – powiedział Maksio i wskazał na drogę prowadzącą do Morskiego Oka.
Kaszko odwrócił się i zobaczył odjeżdżającą kolejkę turystyczną, jakich wiele jeździ w wielkich miastach odwiedzanych przez licznych turystów, która teraz pojawiła się też koło Morskiego Oka.
„Co to jest?“ – Kaszkowi o mało oczy nie wylazły z orbit i nie powpadały do Morskiego Oka.
„Kolejka turystyczna“ – sucho poinformowała Majka.
„Old mobil Ekspres“ – dodał Maksio.
„Ty wiesz, jak się nazywa?“ – zaskoczony Kaszko tak szeroko rozdziawił usta, że prawie napił się wody z oka boga Okeanosa.
„Tam jest wszystko napisane“ – zaśmiał się Maksio.
„Myślę, że decyzja zapadła“ – powiedziała, mrugając do nich Majka.
„Zapiszcie to białą kredą w kominie!“ – krzyknął Kaszko i dodał: „Biegnijcie, żebyśmy ją dogonili!“

Maksio z Majką popędzili do Ekspresu, czyli ślicznej kolejki wycieczkowej, która właśnie się rozpędzała. Kaszko nabrał powietrza w płuca i dmuchnął, patrząc przy tym na Morskie Oko, w którym widać było jego odbicie. Dmuchnął w wodę tak, że powstała wielka fala, która sięgnęła kolejki.
Kierowca kolejki spojrzał i zapytał:
„Co to było?“, a potem zatrzymał kolejkę i z niedowierzaniem spoglądał na opadającą falę.
„Widział pan to?“ – krzyczeli zdyszani Maksio i Majka.
„Nie, ja już odjeżdżałem“ – odparł, przecierając oczy ze zdumienia kierowca.
„Wyglądało to, jak potwór z Loch Ness i zrobiło falę“ – zaczęły wymyślać dzieci.
„Ale z was potwory“ – zaśmiał się pan kierowca i ruszył kolejką, dodając: „to z pewnością był sum“.
„Tak pan myśli?“ – zapytały dzieci.
„Chociaż…musiałby to być niezły okaz, żeby wychlapał aż tyle wody...“ – zastanawiał się kierowca kolejki.
„Dokąd pan jedzie?“ – zapytała Majka, chcąc odwrócić uwagę od Kaszkowej fali.
„No dokąd, dokąd... do Michigan“ – odparł kierowca.
„Do Ameryki?!“ – wykrzyknęli równocześnie Maksio z Majką.
„Tu tak nazywamy Michalovce, czyli nie do Ameryki!“ – powiedział z uśmiechem kierowca, a kolejka ruszyła.
„Super jazda!“ – powiedziała Majka i rozpuściła włosy.
„Czadowa!“ – przyznał Maksio i ściągnął czapkę.
Pan kierowca opowiadał im po drodze o Wyhorlacie, przez który przejeżdżali, o wyjątkowych zwierzętach i roślinach, o słowackich rybach i o tym, że zachowały się tu pierwotne lasy, w których można spotkać dudka, dzięcioła, a nawet orła.
„Potworny potwór!“ – zabrzmiało nie wiadomo skąd.
„Co proszę?“ – zapytał kierowca, zatrzymując kolejkę.
„Potworny potwór!“ – zabrzmiało jeszcze raz.
„To ja wam opowiadam historie, a wy mnie przezywacie? Nie zasłużyłem sobie na to!“ – oburzył się kierowca.
„Siadaj, siadaj...“ – znowu odezwał się nieznany głos.
„Cooo?!“ – już prawie krzyczał kierowca.
„Spójrzcie na dach” – szepnął Kaszko zaskoczonym dzieciom, które nie mogły wydusić z siebie ani słowa.
Kierowca zatrzymał kolejkę, a Maksio szybko spojrzał na dach.
„Co to jest?“ – zastanawiał się Maksio.
„Będziesz się przede mną chować...“ – mruknął kierowca, który też spoglądał na dach.
„Dobry Boże!“ – pan kierowca wreszcie się uśmiechnął i przestał złościć.
Na dachu siedziała wielka papuga, tak wielka, że ani Maksio, ani Majka jeszcze nigdy takiej nie widzieli.
„Mówił pan, że jest tu puszcza i typowe dla niej zwierzęta oraz ptaki, ale nie powiedział nam, że to puszcza z papugami?“ – dziwili się Maksio z Majką.
„Przecież to nie jest papuga z puszczy“ – z uśmiechem odparł kierowca, powoli biorąc papugę na rękę.
„A skąd jest?“ – spytała Majka, podziwiając papugę.
„Tam, z tej fermy“ – powiedział kierowca i wskazał miejsce, z którego słychać było różne odgłosy.
„Macie tu fermy papug?“ – zdziwiła się Majka.
„Na tej fermie w Klokočinie są lamy, osiołki, a także zwykłe wiejskie zwierzątka i jest tam Ptaszarnia“ – wyjaśnił kierowca.
„Ptaszarnia?“ – zapytał Kaszko, który też otworzył oczy i buzię, bo nigdy w życiu o czymś takim nie słyszał.
„Ptaszarnia to miejsce, gdzie hoduje się egzotyczne ptaki, nawet takie duże jak papugi ary i pewnie jedna z nich im uciekła“ – powiedział kierowca i posadził papugę Maksiowi na ręce. Maksio najpierw się bał, ale kiedy papuga zaczęła śpiewać dołączył do niej, a potem przyłączyła się do nich Majka.
Ujo šofér dal papagája na ruku Maxíkovi. Ten sa najprv bál, ale keď papagáj začal spievať, pripojil sa k nemu – a pripojila sa aj Majka.
Ara Ara Ara
śpiewa lama stara
Ara Ara Ara
niechaj pcha to para
ara ara ara
już jedzie dwukółka
ara ara ara
a na niej jaskółka
Kolejka ruszyła i dojechali do fermy, po której biegały różne zwierzęta, a także dzieci, które przybyły obejrzeć, jak hoduje się zwierzęta i ptaki. Biegały tam też konie, na których jeździły dzieci i dorośli. Z jednego z budynków dochodziło skrzeczenie, więc zrozumieli, że mieszkają tam papugi, a te dołączyły do śpiewu Maksia, Majki i podróżującej z nimi papugi.
Majka, Maksio i papuga weszli do Ptaszarni i stanęli jak wryci. Nigdy jeszcze nie widzieli tylu wielkich i małych papug oraz innych egzotycznych ptaków.
„Już wiem, jaki będzie program wycieczki dla naszych gości“ – powiedział, zacierając ręce Kaszko.
„Masz na myśli śpiewanie z papugami?“ – zapytał roześmiany Maksio.
„Papuzie karaoke show!“ – Kaszkowi zaświeciły się oczy.
„Papuzie karaoke show – ekstra!“ – powtórzyła za Kaszkiem Majka.
„W Klokočinie przeżyliśmy już prawie wszystko. Mieliśmy tu koncerty i teatrzyki, a nawet świętowaliśmy urodziny, ale papuziego karaoke jeszcze nie było“ – odezwał się z tyłu męski głos.
Był to opiekun ptaków, który pokazał im wszystkich swoich podopiecznych. Majka z Maksiem bawili się z ptakami , a chcieli dalej razem śpiewać, ale usłyszeli:
„Odjazd!“
Okazało się, że pan kierowca wypił kawę, by otrząsnąć się z tego papuziego szoku i ruszał w kierunku Michalovec. Dzieci wraz z duszkiem pojechały z nim.
„Kaszko, ty znów się martwisz?“ – powiedziała, szturchając go Majka.
„Martwię“ – odpowiedział duszek.
„Ale czemu?“ – nie rozumiał Maksio.
Kaszko wleciał na dach pędzącej ze świstem kolejki:
„Przecież znaleźliśmy kolejkę i ułożyliśmy program wycieczki dla twoich kolegów-duchów“ – dodał chłopiec.
„To prawda, ale może być ich więcej. I co wtedy, kiedy wszyscy nie zmieszczą się do tej kolejki?“ – odrzekł Kaszko.
„To pojadą samochodem“ – oznajmił Maksio.
„Wiesz, jakimi samochodami jeżdżą duchy?“ – zapytał Kaszko i sfrunął do przyjaciół.
„Nie wiemy“ – odparły dzieci.
„Takimi, jakimi jeździły, gdy były młode“ – westchnął Kaszko i zaczął wspominać swój samochodzik.
„To znaczy?“ – zapytała, nie rozumiejąc Majka.
„Starymi“ – wyjaśnił Maksio siostrze.
„Takimi, które już nie jeżdżą po drogach“ – dodał Kaszko.
„Aha“ – powiedziała Majka i kiwnęła głową na znak, że zrozumiała.
„Ale są przecież stare auta, o które ludzie dbają tak, że jeżdżą nawet po stu latach“ – powiedział zadumany Kaszko.
„Niemożliwe!“ – wykrzyknął Maksio.
„Uwierz mi, że są!“ – powiedział duch.
„Old mobile“ – odezwał się po chwili pan kierowca.
„On nas słyszy?“ – zapytał z przestrachem Kaszko.
„Czemu miałby nas słyszeć?“ – zaniepokoił się Maksio.
„Bo te samochody naprawdę nazywają się old mobile!“ – powiedział Kaszko.
„Widzicie? Tam jest muzeum old mobili. A tam nasz pałac, w którym jest muzeum“ – powiedział, pokazując ręką pan kierowca.
„Czyli nie słyszał, uff...“ – odetchnął z ulgą Kaszko.
„Ale co on powiedział?“ – dopytywały się dzieci.
„Znajdziecie tam auta, które mają ponad 100 lat, a niektóre nawet 150“ – ciągnął kierowca.
„Ponad sto lat?!“ – wykrzyknął uradowany Maksio, a zaraz po nim odezwał się Kaszko:
„Czy moglibyśmy zatrzymać się przy tym muzeum?“
„Jasne, że możemy“ – odpowiedział pan kierowca.
Kolejka zatrzymała się przed muzeum old mobili, dzieci podziękowały panu kierowcy, a Majka dała mu swój rysunek.
„Musicie to zobaczyć!“ – wykrzykiwał Kaszko przelatując przez wszystkie ściany.
„Byłeś już tam?“ – zapytał Maksio.
„Nie wytrzymałem!“ – odkrzyknął rozgorączkowany Kaszko i dodał: „Naprawdę musicie to zobaczyć!“
Dzieci weszły do budynku, w którym była ogromna sala wypełniona pięknymi starymi samochodami.
„Właśnie taki samochód widziałem w jakimś starym filmie“ – oznajmił Maksio.
„A taki tylko w pięknej bajce“ – powiedziała, nie mogąc się napatrzyć na stare auta Majka.
„Właśnie takimi samochodami jeździli nasi koledzy-duchy!“ – wykrzyknął Kaszko i wleciał do starego ambulansu, który wyglądał jak mała bułeczka.
„Mam nadzieję, że kiedy przedstawię plan tegorocznego zwiedzania przygotowany dla naszych turystów-duchów, wszyscy będą zadowoleni“ – powiedział Kaszko i wyciągnął się wygodnie w dużym samochodzie, który przypominał te z włoskich filmów o mafiosach.
„Co teraz?“ – spytała Majka.
„Nic, wsiądziemy do kolejki, a Kaszko jutro do nas przyleci“ – odpowiedział Maksio.
„Chyba nie powinniśmy go budzić“ – stwierdziła Majka.
„Raczej nie“ – przytaknął Maksio.
Dzieci odjechały z Michalovec kolejką, a kiedy wróciły do domu, zaczęły planować kolejną wyprawę. W dodatku nie trzeba było jechać nad morze, wystarczyło pojechać nad Morskie Oko, do Michalovec i...
„Aaaaaaaaaaaaaaaara!“
Kraina Figle-Migle to raj, bo wszystko ma!



