O czym śnią i marzą zwierzęta

Posłuchaj całej bajki.

Maksio z Majką stali przy oknie i z rozmarzeniem wpatrywali się w dal. Za oknem mocno sypał śnieg i było tak zimno, że mróz rysował na szybach dziwne wzory.
„Jakie to piękne“ – wyszeptała Majka.
„To prawda“ – przytaknął Maksio.
„Zima jest piękna“ – rozmarzyła się Majka.
„Wiesz, co jest najgorsze w zimie?“ – powiedział Maksio, chuchając na szybę.
„Że jest zimno?“ – spytała Majka i narysowała serduszko na zaparowanej szybie.
„Jasne, w zimie t najgorsze jest to, że jest zimno“ – roześmiał się Maksio i dorysował do serduszka łzę oraz strzałę.
„A także to, że to nie taka zima, jak na obrazkach“ – teraz Majka chuchnęła na szybę.
„To nie jest najgorsze“ – powiedział Maksio i zaczął rysować na szybie jakieś esy-floresy.
„Nie?“ – zdziwiła się Majka.
„Nie, bo są miejsca, gdzie zima jest jeszcze taka jak na obrazkach“ – odpowiedział Maksio, a z esów-floresów powstał na szybie śniegowy galimatias.
„To prawda“ – pomyślała Majka i zaczęła o czymś marzyć.
„Ale…“ – zaczął coś mówić Maksio.
„Już wiem, najgorsze jest to, że Kaszko nie odwiedza nas codziennie“ – Majka znalazła kolejną odpowiedź.
„Wiesz, że oni w świecie duchów też muszą odgarniać śnieg?“ – powiedział Maksio i jeszcze dorysował sanie na szybie.
„Tak nam mówił, ale ja mu nie wierzę, bo…“ – odpowiedziała Majka.
„W co nie wierzysz?“ – odezwał się głos za oknem, a zza narysowanych sań wyjrzał Kaszko. Majka szybko otworzyła okno i natychmiast je zamknęła.
„Nie potrafię sobie nawet wyobrazić śniegu w świecie duchów“ – dokończyła Majka.
„Ale ja wam nie opowiadałem o tym świecie!“ – obruszył się Kaszko.
„A gdzie chodzisz odgarniać śnieg?“ – zapytała Majka.
„Pomagamy takim stworkom, których wy ludzie nie rozumiecie“ – wymądrzał się Kaszko.
„Na przykład?“ – spytała Majka, spoglądając niedowierzająco na Kaszka.
„Na przykład zwierzątkom“ – odpowiedział Kaszko i dorysował na szybie wiewiórkę.
„Aha, czyli o nie chodzi“ – westchnęła Majka.
„O co chodzi?“ – nie rozumiał Kaszko.
„To jest w zimie najsmutniejsze“ – powiedział Maksio.
„Zwierzątka” – zamyśliła się Majka.
„Ale nie tylko to, bo nie możemy też pójść oglądać zwierząt do ZOO, a w dodatku niektóre zamki i pałace są zamknięte, i…“ – wyjaśnił Maksio, a Majka na chwilę się zamyśliła i zapytała:
„Co właściwie robią zwierzęta w ZOO, gdy jest zamknięte?“
„To, co robią, gdy jest otwarte, tylko ludzi tam nie ma“ – Kaszko ze zdziwieniem spojrzał na Majkę.
„Ale są tam też takie zwierzęta, które lubią ludzi, prawda?“ – dociekała dalej Majka.
„Jasne, i to niemało, bo w ZOO w większości są zwierzęta, którym na wolności groziłoby niebezpieczeństwo“ – wyjaśnił Kaszko.
„Aha, i co one wtedy robią?“ – nie dawała za wygraną Majka.
„Śnią“ – nieco tajemniczo odpowiedział Kaszko.
„Co robią?“ – włączył się w to przekomarzanie Maksio, bo nie mógł tego pojąć.
„Śnią“ – powtórzył Kaszko.
„Przez całe dnie?“ – nie wierzyła Majka i przypominała sobie wszystkie zwierzęta, które zapadają w sen zimowy.
„Nie, śnią, po prostu śnią... no... o jakichś fajnych rzeczach, a od kiedy dowiedziały się, że ludzie nie chodzą do ZOO zimą również dlatego, że jest Boże Narodzenie, śnią jeszcze więcej“ – starał się wyjaśnić Kaszko.
„A o czym śnią?“ – równocześnie zapytali Maksio i Majka, nic nie rozumiejąc.
„Każde zwierzątko, o czymś innym“ – odpowiedział Kaszko.
„A czy to, co wyśnią, się im spełnia?“ – zapytała Majka.
„Przecież dlatego tam chodzimy“ – odburknął Kaszko.
„Kaszkooo…“ – zaczęła się przymilać Majka.
„Tak?“ – czujnie spytał Kaszko.
„Chodźmy pomóc jakimś zwierzątkom spełnić ich senne marzenia“ – poprosiła Majka.
„Hmmm, to nie jest zły pomysł” – pomyślał Kaszko.
„Przecież ZOO mamy tuż za rogiem, na górce w Koszycach“ – poparł prośbę siostry Maksio.
„A co, byście powiedzieli, gdybyśmy się wybrali do innego ZOO?“ – podchwytliwie zapytał Kaszko.
„Czy w Figlach-Miglach mamy jeszcze jakiś inny ogród zoologiczny?“ – zastanawiał się Maksio.
„Jasne, no to pakujcie się i ciepło ubierzcie!“ – zarządził Kaszko.

Po chwilce już byli na dworcu kolejowym i pojechali pociągiem do Spiskiej Nowej Wsi. Zaraz po przyjeździe ruszyli do miasta, przeszli koło wieży z dwoma zegarami, która jest taka smukła i wysoka, że ludzie omal nie łamią sobie karków, zadzierając głowy do góry, by na nią spojrzeć.
„Gdybyście tu przyjechali kiedyś w lecie, to moglibyście spotkać różne postacie historyczne“ – oznajmił Kaszko.
„Duchy?“ – dzieciom zaświeciły się oczy.
„Nie, żywe pomniki“ – zaśmiał się Kaszko.
„Aha, a co to takiego?“ – spytała Majka.
„Tutaj odbywa się festiwal żywych pomników“ – oświadczył Kaszko.
I zanim im Kaszko zdążył opowiedzieć o wszystkim, co można znaleźć w Spiskej Nowej Wsi – na przykład o LaborARTorium – fantastycznym miejscu, w którym można badać zjawiska przyrodnicze i o świetnym teatrze miejskim, już stali przed bramą ZOO.
„Jak się dostaniemy do środka?“ – zapytali, patrząc na zamkniętą bramę Maksio i Majka.
„Nie na darmo jestem duchem z krainy Figle-Migle i nie na darmo jesteście moimi druhami“ – zaczął przechwalać się Kaszko.
„No to jak?“ – dopytywały się dzieci.
„Ano tak“ – powiedział Kaszko i wyjął ze swojego płaszcza jakąś buteleczkę.
.
„Co to jest?“ – spytał Maksio.
„Zwężacz przeciskający“ – odparł duszek.
„Co?!“ – wykrzyknęły dzieci.
„To roślina rosnąca w tajnych miejscach, której musimy strzec” – odpowiedział Kaszko.
„Czemu?“ – już ciszej zapytali Maksio i Majka.
„Bo ten, kto ją spożyje, zwęża się tak, że może przecisnąć się przez każdą kratę“ – tłumaczył duszek.
„Aha“ – przytaknęły dzieci.
„Potraficie sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby o tym wiedzieli wszyscy dawni i dzisiejsi piraci oraz zbójcy?“ – Kaszko wbił w dzieci wzrok, by zrozumiały, że nikt się może o tym dowiedzieć.
„Lepiej o tym nie myśleć“ – wyszeptała Majka, która przypomniała sobie wszystkie przeczytane opowieści o zbójcach i piratach.
Maksio z Majką napili się z buteleczki i poczuli się bardzo dziwnie. Byli jak niteczki, więc bez problemu przecisnęli się przez kraty i już byli w ZOO. Na szczęście zwężacz przeciskający działa tylko przez 5 minut.
„To jakie zwierzątka wybieramy?“ – zapytał Kaszko, rozglądając się po ZOO.
„A jakie tutaj są?“ – zapytały dzieci.
„Na przykład kangury, lamy, orangutany, wielbłądy, flamingi, emu oraz oczywiście lew i puma“ – jednym tchem wymienił Kaszko.
„Co proszę, przecież to najmniejsze ZOO w Figlach-Miglach?“ – Majka z Maksiem otworzyli oczy ze zdumienia.
„Mhm“ – mruknął Kaszko.
„Ale zwierząt mają tu sporo“ – stwierdzili Majka z Maksiem i zaczęli się rozglądać za jakimś zwierzątkiem, by spełnić jego marzenia.
„To gdzie idziemy?“ – Kaszko z niecierpliwością zacierał ręce.
„A może byśmy spełnili marzenia wszystkich zwierzątek, które na wolności żyją tam, gdzie nie ma zimy, a musiały się do niej przyzwyczaić?“ – zaproponowała Majka.
„Wedle życzenia“ – Kaszko pokłonił się dwornie i odleciał.
„Tylko, jak się dowiemy, o czym marzą?“ – pomyślał Maksio i przystanął.
„Wy pewnie o tym nie wiecie, ale większość zwierząt zna ludzką mowę“ – oznajmił Kaszko.
„Cooooooooooooooooooooooooooooooo?!“ – Majka i Maksio niemal padli na śnieg.
„Gdy przychodzą tu dzieci i dorośli, zwierzęta nie chcą się zdradzić, bo o wszystko, by ich wypytywali, krzyczeliby jeszcze bardziej i…“ – wyjaśniał Kaszko.
„Czyli one nas rozumieją?“ – dzieci prawie oniemiały z zaskoczenia.
„Oczywiście!“ – odrzekł duszek.

„Chciałbym to zobaczyć“ – z niedowierzaniem powiedział Maksio.
„Wejdźcie na górę, do tego amfiteatru“ – powiedział Kaszko, wskazując amfiteatr w małym ZOO.
„One mają tu amfiteatr?“ – nie mogła zrozumieć Majka i zaraz zaczęła sobie wyobrażać, jakie sztuki mogą tu być grane.
„Oczywiście, gdzie organizowaliby wszystkie występy i programy dla dzieci“ – pokręcił głową Kaszko.
Maksio z Majką ukryli się na szczycie amfiteatru i patrzyli na te wszystkie piękne zwierzęta wokoło. Gdy tylko pojawił się tam Kaszko, zwierzęta natychmiast zaczęły wesoło opowiadać o tym, co przeżyły, co się zdarzyło w ciągu dnia. Kangurzyca na przykład opowiadała o tym, jak przenosiła w swoim worku siano dla koleżanki wielbłądzicy, a ta zaczęła kichać tak, że całe siano rozsypała.
„Chyba mam alergię“ – westchnęła wielbłądzica.
„To nic, ja chciałbym zapaść w sen zimowy“ – powiedział niedźwiedź.
„A dlaczego jeszcze nie zapadłeś?“ – spytał Kaszko, który sobie uświadomił, że niedźwiedź już od dawna powinien spać.
„Ktoś mi wyjadł mój miód“ – ze złością burknął niedźwiedź. „A jak wiecie, niedźwiedzie z pustym żołądkiem nie śpią.“
„To nic!“ – zaczął klaskać dziobem żuraw. „Ja po prostu wybrałem się na przechadzkę i nie zauważyłem lodu na drodze. Tak mi się nogi rozjechały, że wstałem z ziemi dopiero po trzech godzinach“.
„To super, koledzy, ale chyba wiecie, po co tu przyszedłem, prawda?“ – powiedział Kaszko.
„Jak w każde Boże Narodzenie“ – chórem odpowiedziały zwierzęta tak radośnie, że aż oczy im się zaświeciły.
„Tak, tak. Jakie wasze marzenie mogę spełnić?“ – zapytał Kaszko i usiadł na jednym z murków.
„Kaszko!“ – zamruczał skądś lew „Chcę ci powiedzieć w imieniu wszystkich zwierząt, że naszym największym marzeniem jest zatańczyć na zwierzęcym balu“.
„Cooooo?!“ – Kaszko nie wierzył własnym uszom.
„Taaak!” – niechcący wykrzyknęła Majka, kiedy wyobraziła sobie to cudo – zwierzęcy bal.
„Psst, ludzie“ – zasyczał wąż w terrarium.
„I słyszeli nas!“ – przeraził się żuraw.
„Nie bójcie się, to przyjaciele“ – uspokoił zwierzęta Kaszko.
„Przyjaciele?“ – zdziwione zwierzęta spojrzały na Majkę i Maksia.
„Chodźcie tu, mistrzowie ukrywania się“ – zawołał lew.
„Wybaczcie, ale ten pomysł ze zwierzęcym balem ogromnie mi się podoba, a w dodatku jeden już organizowaliśmy“ – zaczęła opowiadać Majka, kiedy wychodzili z Maksiem z kryjówki.
„No a co, gdybyśmy znaleźli jakieś odpowiednie miejsce?“ – Kaszkowi rozbłysły oczy.
„Ale jak się stąd wydostaniemy?“ – spytał burczący niedźwiedź, a pozostałe zwierzęta oglądały przybyłych.
„To dobre pytanie“ – pomyślał (powiedział) Kaszko.
„Zwężacz” – szepnął Kaszkowi Maksio.
Kaszko wyjął z kieszeni kilka listków zwężacza i dał je zwierzętom. Po zjedzeniu rośliny zwierzęta bez trudu przepchnęły się przez kraty i muszę wam powiedzieć, że widzieć tak spłaszczonego niedźwiedzia, pumę i wielbłąda, to było naprawdę coś.
„A dokąd idziemy?“ – spytał ciekawski wielbłąd.
„W pewne miejsce, gdzie można tańczyć jak na zamku i mogą tam tańczyć także zwierzęta“ – odpowiedział z uśmiechem Kaszko, który obserwował, jak zwierzęta znów zmieniają się z niteczek w same siebie.
„A gdzie to jest?“ – zapytali zaciekawieni Majka i Maksio.
„Na Zamczysku“ – powiedział sam do siebie Kaszko, lecąc naprzód i pokazując drogę zwierzętom.
Po krótkim marszu czerwonym szlakiem doszli na łąkę, gdzie co prawda stała śliczna kapliczka i jakiś obelisk, ale nie było żadnego zamku, a już na pewno zamczyska.
„Kaszko, ale tu nie ma żadnego zamku, ani zamczyska“ – powiedziała szeptem Majka, żeby zwierzęta nie usłyszały.
„Właśnie na nim stoicie“ – odparł Kaszko.
„Co?“ – burknęły już także zwierzęta.
„Ta góra nazywa się Zamczysko!“ – zaśmiał się Kaszko.
„Czyli nas okłamałeś!“ – zwierzęta zaczęły dziwnie pofukiwać, a lew wyciągnął pazury ze śniegu.
„Nie okłamałem. Tu na tym miejscu stał pałac, w którym urządzano najwspanialsze bale, jakie widziałem, a byłem przecież na balu mojej cioci Gertrudy w Wiedniu“ – bronił się Kaszko.
„A ta kapliczka?“ – spytał Maksio, wskazując na piękną małą kapliczkę, która wyglądała jak z bajki.
„Tylko ta kapliczka i ten obelisk pozostały z czasów dawnej świetności pałacu – powiedział Kaszko.
„Spójrzcie tu pod śnieg“ – rzekł niedźwiedź, wskazując pod swoje łapy.
Wszyscy spojrzeli w dół na poukładane kamienie.
„Tu są fundamenty tego pałacu“ – wskazał Kaszko. „A ta kapliczka nazywa się Tysiącletnia“.
„Ma już tysiąc lat?“ – z uznaniem pokręciła głową ciotka sowa, która dołączyła do zwierząt.
„Nie ma, ale przed tysiącem lat już tu jakaś kapliczka była i na jej miejscu zbudowano tę“ – tłumaczył Kaszko.
„Jest naprawdę piękna“ – znów zachwycała się Majka.
„A ten obelisk?“ – spytał wielbłąd i przypomniał sobie podobne, które widział jeszcze w Egipcie, gdzie dawniej żył.
„Był częścią pałacu i wyobraźcie sobie, że był całkowicie osmalony, ale przed kilkoma laty odrestaurowano go, by wszystkim przypominał dawną świetność tego miejsca. Na tym miejscu stał zameczek, a raczej pałac letni“ – wyjaśniał Kaszko.
„Pałac letni?“ – zapytała Majka.
„No, takie miejsce do spędzania lata przez rodzinkę Czakich, gdzie odbywały się najpiękniejsze i jedyne w swoim rodzaju bale“ – ciągnął dalej duszek.
„Aha!“ – mruknęła Majka i zaczęła sobie to wyobrażać.
„A nazywali go Sans Souci“ – Kaszko błysnął wiedzą jeszcze raz i chciał dalej opowiadać historię...
„Kaszko!“ – odezwał się lew.
„Tak Mości Królu?“ – posłusznie odparł Kaszko.
„Tu jest naprawdę pięknie“ – powiedział lew.
„Jest!” – przytaknęła Majka i dodała
„Potrafię sobie wyobrazić, że latem można tu przyjechać na wypoczynek i ognisko, albo tylko ot, tak porozmyślać o życiu...“
„Ale?“ – przerwał im Kaszko.
„Ale my przyjechaliśmy na potańcówkę“ – krzyknęło chórem kilka zwierząt.
„Wybaczcie, zupełnie zapomniałem“ – przyznał skruszony Kaszko. „Świąteczne marzenia muszą się spełnić!“
Ledwo to wymamrotał, a pojawiły się pięknie ubrane duchy z instrumentami muzycznymi. Zaczęły na nich grać, a zwierzęta ruszyływ pląsy.
Było to piękne i śmieszne równocześnie.
Kangur skakał z wężem, lew tańcząc deptał flamingowi po nogach, a po garbach wielbłąda skakały dwie małpy. A ponieważ kapela grała znane melodie, to oczywiście zwierzęta wraz z nią skrzeczały, piszczały i chrumkały, a osiołek tylko porykiwał.
Zwierzęta szalały się na całego, a po chwili dołączyli do nich Majka z Maksiem i tańczyli ze wszystkimi zwierzętami.
Kiedy wrócili do ZOO usłyszeli cichy płacz, a może raczej łkanie. Zaczęli szukać skąd dochodzi.

„Tu za tymi drzwiami!” – zawołała Majka.

„Już chyba wiem“ – szepnął Kaszko.

„Co wiesz?“ – zapytał Maksio.

„Toto jest akwaterrarium“ – odpowiedział Kaszko.

„Co to jest?“ – zapytali ze zdziwieniem Maksio z Majką wciąż spoglądając na drzwi.

„Część ZOO w Spiskiej Nowej Wsi, gdzie są rybki“ – wyjaśnił Kaszko.

„Zapomnieliśmy o nich!“ – krzyknęły pozostałe zwierzęta, stukając się w czoła czym mogły: kopytami, skrzydłami, łapami.

„Nie wy, lecz ja“ – przyznał ze wstydem Kaszko.

„I co teraz?“ – spytały zwierzęta.

„Jeszcze mamy chwilkę, więc chodźmy je zapytać, o czym marzą“ – zaproponował Kaszko.

Ryby, podobnie jak inne zwierzęta, zaczynają mówić, natychmiast, gdy nie ma w ich pobliżu żadnego człowieka. Zatem, kiedy zobaczyły Kaszka, od razu załkały, że o nich zapomniał i...

„W porządku, w porządku, przepraszam i przyrzekam, że spełnię każde wasze, nawet najbardziej szalone życzenie“ – powiedział skruszony Kaszko.

„Chcemy ślizgać się i jeździć na sankach po tęczy“ – powiedziały ryby i zamilkły jak to ryby.

„Na tęczy teraz?!“ – zapytał zaskoczony Kaszko.

„Mhm“ – potwierdziły ryby niemal nie otwierając pyszczków.

Kaszko o mało nie padł trupem, ale już po sekundzie na jego twarzy pojawił się zawadiacki uśmiech. Maksio i Majka dobrze znali tę minę.

„Idziemy!“ – dzieci tylko czekały na komendę, widząc jego uśmiech.

„Ale my nie chodzimy, nie wiesz o tym?“ – prawie obrażone powiedziały ryby.

„Ale możecie latać, prawda?“ – spytał Kaszko.

„Coooooooooooooooooooooo?“ – ryby szeroko otworzyły pyszczki.

Kaszko zanurzył w wodzie czarodziejską różdżkę z jakimiś roślinami i płetwy ryb zamieniły się w skrzydła.

Kaszko chwycił Maksia i Majkę za ręce i polecieli.

„Dokąd lecimy?“ – zapytała Majka.

„Do tęczy” – wciąż uśmiechając się powiedział Kaszko.

„Do nieba?“ – z niecierpliwością zapytało kilka rybek.

„Niedaleko jest Słowacki Raj“ – odpowiedział Kaszko.

„I tam jest teraz tęcza?“ – zapytały z radością ryby.

„Ale nie taka zwykła“ – powiedział Kaszko.

„A jaka?“ – ryby z ciekawości prawie zastygły w powietrzu.

„Taka, która pije wodę“ – odrzekł duszek.

„Co?“ – zdumiał się Maksio.

Kaszko leciał pierwszy i zanosił się od śmiechu.

Przylecieli na jakąś górę.

„Miłe ryby i miłe dzieci, oto tęcza“ – powiedział Kaszko, a ryby tylko otworzyły pyszczki, bo nie wiedziały co powiedzieć, tak samo jak Majka z Maksiem.

„Ale przecież to jest drewniana tęcza?!“ – powiedziały dzieci, wietrząc jakiś podstęp Kaszka.

„To dzieło artystyczne“ – odpowiedział Kaszko, stukając w stojącą na szczycie góry drewnianą tęczę i zapytał: „Czy wiecie, że można do niej wejść i chodzić po niej w środku?”

„Ale to nie jest tęcza!“ – zaprotestowało kilka ryb.

„To wykonane z drewna dzieło artystyczne, które nazywa się Tęcza pijąca wodę“ – wyjaśnił Kaszko.

„Kaszko, ale ty nas trochę okłamałeś“ – powiedziały ryby, spoglądając na Kaszka z wyrzutem.

„Nie okłamałem, to jest tęcza!“ – bronił się Kaszko.

„Jest“ – musiały przyznać ryby, które wciąż trzepotały płetwami.

„I jest na niej śnieg?“ – spytał Kaszko.

„Jest!“ – zaśmiała się Majka, wiedząc już do czego zmierza Kaszko.

„W dodatku przyniosłem wam sanki i ślizgi do zjeżdżania!“ – dumnie oświadczył duszek.

Ryby najpierw czuły się trochę zawiedzione, ale potem rybka błazenek zjechała na ogonku po tęczy i zaczęło się szaleństwo. Majka i Maksio jeszcze czegoś takiego nie widzieli, ryby zjeżdżały na sankach i ślizgały się po tęczy.

„Gdy przyjedziecie tu na wiosnę albo latem, to możecie odpocząć koło tej tęczy lub skorzystać z niej, jako z wieży widokowej i wiatrochronu” – tłumaczył dzieciom Kaszko, wskazując na tęczę.

„Jest piękna!“ – wykrzyknęła Majka, śmigając na sankach wokół tęczy.

„To jest land art“ – powiedział Kaszko, popisując się znajomością obcych słówek.

„Co?“ – zapytał Maksio i aż zahamował na śizgu.

„To tak sztuka ziemi, czyli tworzona bezpośrednio w krajobrazie“ – wytłumaczył mu Kaszko.

Jednak czas już się kończył.

I ryby i Kaszko z Maksiem i Majką musieli już wracać do swoich domów.

Majka po powrocie domu nie mogła zasnąć – w myślach grała na gitarze i ułożyła piosenkę o tęczy na Košiarnym briežku.

Nie chce się wam czytać? Włączcie nagranie.

Spoznajte čarovné miesta z príbehu

Bajeczne nowości

Chcecie być zawsze na bieżąco i wiedzieć o każdej akcji w waszej okolicy lub otrzymać aktualny pomysł na świetną wycieczkę? Zostawcie nam swój e-mail, a nic istotnego ze świata Haravara wam nie umknie.
Košice Región Turizmus,
Bačíkova 7,
040 01 Košice, Slovakia
Tłumaczenia strony internetowej na język polski, angielski i węgierski zostały zrealizowane dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Turystyki i Sportu Republiki Słowackiej.
cross