

Za oknem słoneczko tak się uśmiechało, iż można by pomyśleć, że będzie to piękny dzień. I rzeczywiście byłby to piękny wiosenny dzień, gdyby nie to, że nagle lunął deszcz. Maksio z Majką siedzieli sobie przy oknie i wyglądali na zewnątrz.
„Co będziemy robić?“ – wymamrotała pod nosem Majka.
„A co mamy robić?“ – zapytał Maksio, wzruszając ramionami.
„No właśnie, co…“ – westchnęła Majka.
„Chyba nic“ – powiedział Maksio, wpatrując się w spadające krople.
„Jak to nic?!“ – prawie ze złością rzuciła Majka.
„A co chcesz robić w taką pogodę?“ – westchnął jeszcze ciężej Maksio.
„Moglibyśmy zagrać w jakąś grę“ – zaproponowała Majka i zaczęła zastanawiać się, jakie gry mają w domu i w którą już dawno nie grali.
„Moglibyśmy... mogli. Ale w szachach brakuje dwóch figur“ – rozmyślał na głos Maksio, nie ruszając się na krok od okna.
„Aha, faktycznie, damy i pionka“ – uściśliła Majka.
„Damy z giermkiem“ – pokusił się o żart Maksio.
„No właśnie“ – rozmyślała dalej Majka.
„Nasze karty też są niekompletne...“ – rozmyślał Maksio.
„I...“
„I nawet nie wyliczaj dalej“ – powiedział Maksio i oboje ucichli.
Nagle przed ich oczami zaczęły dziać się cuda – na oknie pojawiały się obrazki, literki i... okno zamieniło się w kartkę papieru, na której ktoś niewidzialny pisał:
co
tu
ciągle
tak siedzicie
„Co się dzieje?“ – spytał Maksio, kiedy doczytali tekst na oknie.
„Czary…“ – cichutko powiedziała Majka i opadła na ziemię.
„Ale my znamy tylko jednego czarownika“ – powiedział Maksio.
„Norberta?“ – zapytała Majka.
„Kogo?“ – spytał Maksio szukając w myślach jakiegoś Norberta.
„No tego Norberta, który był u nas w szkole i wyciągał te koła i chustki, i o mało nie zabił króliczka!“ – przypomniała Majka.
„Nie” – odpowiedział Kaszko.
„To kogo jeszcze znamy?“ – zastanawiała się Majka.
„Kaszkaaaa!“ – krzyknął Maksio spoglądając w stronę okna.
Za oknem rzeczywiście pojawił się Kaszko i machał do nich. Dzieci natychmiast otworzyły mu okno.
„Co tu robisz, Kaszko?“ – zapytały z radością.
„Przyszedłem wam powiedzieć, że parę dni mnie nie będzie... i…“ – odpowiedział Kaszko.
„Czemu?!“ – wykrzyknęli Maksio z Majką zasmuceni, że w taką pogodę stracą jeszcze swojego przyjaciela.
„Wybieram się na Festiwal Zabaw i Gier Duchów“ – wyjaśnił Kaszko.
„Na co?“ – zapytała zdziwiona Majka.
„Na Festiwal Zabaw i Gier Duchów“ – powoli powtórzył Kaszko. „A cóż to jest?“ – Maksio próbował sobie przypomnieć coś, co chociaż przypominałoby Festiwal Zabaw i Gier Duchów.
„To taki festiwal, na którym spotykają się duchy z krainy Figle-Migle i grają w różne gry“ – oznajmił Kaszko.
„A moglibyśmy tam pójść?“ – poprosili błagalnym głosem Maksio z Majką.
„Chyba nie...“ – odpowiedział Kaszko.
„Dlaczego?“ – zapytały zawiedzione dzieci.
„Bo żadnej z tych gier nie znacie“ – oznajmił im okrutną prawdę Kaszko.
„Macie własne gry, których nie znamy?“ – zapytały coraz bardziej zaciekawione dzieci.
„Oczywiście!“ – odparł Kaszko, nie rozumiejąc ich zaskoczenia.
„To zabierz nas tam! Tak strasznie się nudzimy i wszystkie gry, w które już graliśmy, też nas nudzą!“ – dosłownie żebrali Maksio z Majką.
Kaszkowi aż dym poszedł uszami, tak intensywnie myślał, jak zabrać swoich przyjaciół na Festiwal Zabaw i Gier Duchów.
„No dobrze… ale co tam będziecie robić, skoro nie umiecie grać w żadną grę?“ – rozmyślał na głos.
„Mógłbyś nas jakichś nauczyć“ – nieśmiało zaproponowała Majka.
Kaszko głęboko, naprawdę głęboko zamyślił się i zarządził:
„Idziemy!“
„Dokąd?“ – zapytały dzieci.
„Na tramwaj, a potem na autobus i wysiadamy na Jahodnej“ – odpowiedział Kaszko.
„Idziemy na jagody ?“ – zapytała Majka, a oczy się jej zaokrągliły z radości.
„Super!“ – krzyknął Maksio, któremu już ciekła ślinka po brodzie.
„Nie byliście jeszcze na Jahodnej?“ – zapytał Kaszko, który nie mógł w to uwierzyć.
„Nie“ – przyznały dzieci.
„To jest takie miejsce, w które ludzie z krainy Figle-Migle, a przede wszystkim z Koszyc wybierają się, by pojeździć na nartach...“ – zaczął opowiadać Kaszko, lecz Majka mu weszła w słowo.
„Ale przecież jeszcze nie ma zimy?!“ – wykrzyknęła dziewczynka.
„Jeszcze nie, ale latem i wiosną ludzie chodzą na Jahodną grać w różne gry“ – wyjaśnił Kaszko.
„Ale przecież powiedziałeś, że wy gracie w inne gry, niż nasze“ – zwrócił uwagę Maksio i niepostrzeżenie już zaczął się pakować.
„Zapamiętaj raz na zawsze, że w inne! Ale czasami zdarzy się, że któryś duch się zapomni i zagra w naszą grę z ludzkimi przyjaciółmi“ – odpowiedział Kaszko.
„Cooo?!“ – wykrzyknęły uradowane dzieci.„Naprawdę?“ – krzyknęli zdumieni Maksio i Majka.
„Mojemu bratankowi Adalbertowi zdarzyło się, że grał w pewną grę na boisku na Jahodnej i nagle przyszło dwóch podobnych do was...“ – opowiadał Kaszko.
„I zobaczyli go“ – uzupełniła opowieść Majka, pakując się.
„Dokładnie tak“ – potwierdził Kaszko.
„I co zrobił Adalbert?“ – spytał Maksio, pakując trzy czapki do plecaka, bo nie wiedział, czy nie będzie padało lub wiało.
„Musiał udawać, że to nowa gra i od tego czasu wciąż gra się w nią na Jahodnej“ – zdradził Kaszko.
„I tę grę, w którą teraz gra się na tej Jahodnej, gra się też na waszym festiwalu?“ – dopytywała Majka.
„No tak“ – przytaknął, uśmiechając się figlarnie Kaszko.
„No to ruszajmy zagrać w grę duchów!“ – krzyknęli już spakowani Maksio z Majką, którzy oczywiście zabrali do plecaka kompas i instrumenty muzyczne, bo z Kaszkiem nigdy nie wiadomo, co się przyda. I wyruszyli.
Dotarli na Jahodną.
„Tego się nie spodziewałem“ – powiedział Maksio, rozglądając się wkoło tak, że aż oczy wybałuszał.
„A czego się spodziewałeś?“ – spytał Kaszko.
„No jakiegoś pola jagód, na którym będzie jakaś mała gra“ – odpowiedział Maksio.
Maksio z Majką wciąż rozglądali się wokół siebie. W jednym miejscu były place zabaw z różnymi przyrządami, w innym wypożyczalnia rowerów, a na jeszcze innych były basen, szlaki turystyczne i...
„Uwaaaga!“ – krzyknął Kaszko, ale już było za późno.
Maksio oberwał w głowę frisbee.
„Nic ci się nie stało?“ – zapytała zatroskana Majka.
„Nie, nie martw się, to było tylko frisbee“ – powiedział Maksio, patrząc na plastikowy latający talerz.
„Ale leciało szybko!“ – odpowiedziała Majka, oglądając głowę Maksia, czy przypadkiem nie ma jakiejś rany.
„Co to było?“ – zapytał Maksio, drapiąc się po bolącej głowie.
„Jeśli stajesz przed dołkiem, to potem się nie dziw“ – stwierdził Kaszko.
„Przed jakim dołkiem?“ – zapytały dzieci, rozglądając się wkoło siebie i szukając chociaż śladu dołka.
„To jest ta nasza gra, której musicie się nauczyć“ – powiedział Kaszko, wskazując na grające i rzucające dzieci.
„Frisbee?!“ – wykrzyknęli ze zdumieniem Majka z Maksiem.
„Ależ nie, nie frisbee...“ – odpowiedział Kaszko.
„A co to jest?“ – zapytali Majka z Maksiem, wskazując na latający talerzyk.
„Discgolf“ – poważnie odrzekł Kaszko.
„Ja wiem, ja wiem!“ – wykrzyknęła Majka. Mrugnęła do Maksia, który zamienił się w beatbox i wyjął pałeczki, by stukać nimi do rytmu, a Majka zaczęła tańczyć.
„Co robicie?“ – nie pojmując, zapytał Kaszko.
„Tańczymy disco i czekamy na kije do golfa“ – śpiewali do rytmu Majka z Maksiem, kręcąc się przy tym jak wrzeciona.
„Ale discgolf to nie jest golf w rytmie disco“ – powiedział Kaszko.
„A co to jest?“ – spytał Majka, nie przestając tańczyć i wirować.
„To jest gra, w której rzucasz frisbee do...“ – zaczął wyjaśniać Kaszko.
„Uwaga!“ – krzyknął Maksio i pociągnął Majkę w dół. Oboje obejrzeli się i zobaczyli, że za nimi jest zawieszony na tyczce jakiś dziwny kosz na piłki, cały z delikatnych łańcuchów, a w nim kołysało się frisbee. I już biegł po nie jakiś chłopak.
„Przepraszam, nie zauważyłem was“ – usprawiedliwiał się.
„Co ty robisz?“ – zapytała Majka i spojrzała, czy coś nie leci jej na głowę.
„Gram w discgolfa“ - odpowiedział chłopak.
„Aha“ – spojrzeli na siebie Maksio z Majką.
„Chcecie zagrać?“ – zapytał Benio, bo tak się nazywał.
„Jasne!“ – krzyknęli z zapałem Majka i Maksio.
Trzy godziny próbowali rzucać frisbee do różnych koszy, które zastępowały dołki do golfa, a kiedy ich już rozbolały ręce, przejechali się na wypożyczonych rowerach, a potem po prostu rozkoszowali się pięknem otaczającej ich przyrody.
„Dobrze wam idzie“ – szepnął im do ucha Kaszko, kiedy znów odpoczywali.
„Dziękujemy“ – odparły dzieci.
„Powinniśmy już iść“ – tajemniczo mruknął Kaszko.
„Całkiem zapomnieliśmy o Festiwalu Zabaw i Gier Duchów!“ – wykrzyknęli Majka z Maksiem, przypominając sobie, po co właściwie tu przyszli.
„Czyli idziemy grać z duchami!“ – wykrzyknęli zachwyceni i zaczęli się pakować.
„Jeszcze nie“ – ostudził ich zapał Kaszko.
„Dlaczego?“ – spytały dzieci.
„Bo musimy obejrzeć nasz ulubiony plac zabaw“ – wyjaśnił Kaszko.
„Jeszcze jeden?“ – Maksiowi i Majce zaiskrzyły się oczy.
„Mhm“ – zamrugał Kaszko.
„No to” – powiedziały dzieci, nie rozumiejąc, skąd wzięły się te place zabaw duchów.
„No to chodźmy!“ – poganiał ich zniecierpliwiony Kaszko.
Pożegnali się z Beniem, jeszcze raz rzucili discgolfowe frisbee i zaczęli schodzić z góry. Szli jakieś dwie godzinki na przełąj przez piękny las i ścieżką aż tu nagle nad drzewami pojawił się ogromny obłok pary, dym i słychać było dziwny dźwięk.
„Smoook!“ – krzyknęła Majka.
„Ależ nie, smoki w krainie Figle-Migle mają spać jeszcze 650 lat“ – uspokoił dzieci Kaszko.
„Co?“ – zdumiał się Maksio.
„W krainie Figle-Migle mamy kilka smoków“ – oświadczył Kaszko.
„Naprawdę?!“ – zapytali ze zdumieniem Majka z Maksiem.
„A gdzie są?“ – dopytywali.
„Śpią i będą spać jeszcze 650 lat“ – powiedział Kaszko.
„Dlaczego?“ – spytały dzieci.
„Dlatego, że sen zimowy smoków trwa tysiąc lat“ – odpowiedział duszek.
„A możemy je zobaczyć?“ – starali się dotrzeć do smoków mali mieszkańcy Figlo(i)-Migli.
„W żadnym razie“ – kategorycznie odmówił Kaszko.
„To co w takim razie tak strasznie huczy i dymi?“ – dociekał Maksio.
„To Katka“ – odpowiedział Kaszko.
„To twoja koleżanka?“ – zapytała Majka.
„Oto nasz plac zabaw“ – oznajmił Kaszko.
„To pewnie będzie olbrzymka Katka, która teraz tak odpoczywa po całym dniu“ – szepnął Maksio Majce do ucha.
„Albo gotuje olbrzymową zupę“ – powiedziała Majka.
Kiedy wynurzyli się z lasu, znaleźli się na pięknej małej stacyjce, pełnej dzieci i rodziców, a przed nimi stała śliczna stara kolejka wąskotorowa.
„Tym pojedziemy na plac zabaw?“ – zapytały dzieci.
„Ta kolejka nazywa się Katka i jest nasz plac zabaw“ – wyjaśniał zaskoczonym dzieciom Kaszko.
„Kolejka?” – dziwiły się dzieci.
„Jest tu już od 1955 roku“ – powiedział Kaszko.
„Dość długo i właśnie wtedy mojemu koledze Fifowi przydarzyła się pewna przygoda “ – dodał po chwili.
A práve vtedy sa môjmu kamošovi Fifovi podaril taký kúsok.
„Jaka?“ – zapytał Maksio.
„Odkrył tę kolejkę, którą budowano właśnie dla dzieci“ – opowiadał Kaszko.
„Dla dzieci?“ – zdumiała się Majka.
„To jest kolej dziecięca – jedyna w krainie Figle-Migle i jedyna w całym regionie“ – ciągnął dalej swą opowieść duszek.
„Hmmmm,“ – z uznaniem mruknęły dzieci i zauważyły, że faktycznie wszystko jest tu przygotowane dla dzieci.
„A kiedy ją budowano, mój kumpel Fifo zakochał się w tej Katce“ – ciągnął dalej Kaszko.
„W kolejce?“ – zdziwił się Maksio.
„Zaczął po niej latać, chować się, a przede wszystkim bawiło go to, że jest to kolejka parowa“ – wyjaśnił Kaszko.
„Czyli bucha parą!“ – wykrzyknęły dzieci, które wreszcie zrozumiały, czym był smoczy oddech wydobywający się zza drzew.
„A my duchy coś umiemy“ – rzekł Kaszko.
„Co?“ -
„Patrzcie!“ – powiedział Kaszko i poleciał nad lokomotywę, usiadł na kominie i kiedy Katka znowu fuknęła, para wyrzuciła Kaszka tak wysoko w górę, że unosił się na obłoku dymu, który Katka zostawiała za sobą.
„Kaszkooooooo!“ – zawołały zachwycone dzieci.
„No i co, podobało się?“ – spytał duszek.
„Tak, ale my chyba nie będziemy tego robić?“ – trochę przestraszona zapytała Majka.
„Nie, wy tylko przejedziecie się tym pociągiem i obejrzycie całą okolicę“ – odpowiedział Kaszko.
„A dlaczego?“ – nie rozumiały dzieci.
„Bo Fifo tu wtedy straszył tych, którzy budowali Katkę, a ponieważ ludzie boją się duchów, choć nie wiem dlaczego, to nie wstawili szyb w okna pociągu“ – wyjaśnił Kaszko.
„Żebyście mogli tu latać“ – powiedziała Majka.
„No właśnie! A zabawa w pociągu z takimi oknami, jakie są w tych wagonikach, to jest dopiero coś“ – oznajmił duszek.
„Jasne!“ – przytaknęły dzieci, które natychmiast sobie wyobraziły, jak lata tutaj kilka duchów i bawią się w ganianego, a raczej w latanego.
Przed pociągiem stanął mały zawiadowca, bo na kolei dziecięcej zawiadowcami i konduktorami są dzieci. Gwizdnął i podniósł rękę z zielonym „lizakiem“, a pociąg ruszył. To było cudowne 20 minut jazdy między drzewami. Chwilami dzieciom udawało się zobaczyć jakieś zwierzątko i wyobrażały sobie, jak będą się bawić kolegami ze znajomymi duchami. Pociąg zatrzymał się przy kolejnym placu zabaw.
„Słuchaj, Kaszko...“ – zagadnął Maksio.
„No?“ – mruknął Kaszko, który kreślił w powietrzu mosty i zastanawiał się, gdzie jaki duch będzie latał.
„Czy to jest dolina placów zabaw?“ – dopytywał się Maksio.
„To jest Alpinka“ – odparł Kaszko.
„Zasnęliśmy?“ – spytała Majka.
„Czemu mielibyście zasnąć?“ – zdziwił się duszek.
„Bo nie zauważyliśmy, jak znaleźliśmy się w Alpach“ – odpowiedziała Majka.
„Nie w Alpach, lecz na Alpince“ – powiedział Kaszko.
„A co to jest?“ – dalej dopytywały się dzieci.
„To jest miejsce, w które już od wielu lat ludzie z Koszyc wybierają się na wycieczki i zbudowali tu schronisko w stylu alpejskim“ – wyjaśnił Kaszko.
„Aha, i dlatego Alpinka!“ – wykrzyknęli Maksio z Majką, którzy wreszcie zrozumieli.
„Tak, właśnie“ – potwierdził Kaszko, sprawdzając piasek w piaskownicach i śliskość zjeżdżalni.
„A tu jest kolejny pociąg, ale nie puszcza pary“ – powiedział Maksio.
„To nie jest pociąg, lecz drezyna“ – wytłumaczył Kaszko i zaraz zaczął sprawdzać, czy dobrze działa.
„Drezyna?“ – zdziwił się Maksio.
„Wsiadaj“ – zachęcił go Kaszko.
Majka z Maksiem usiedli w małym dziwnym pociągu. „A teraz pedałujcie“ – poradził im Kaszko.
„Jak na rowerze?“ – zapytały dzieci.
„No, prawie“ – odpowiedział duszek.
Nacisnęli pedały i drezyna naprawdę ruszyła. Jechała jak pociąg po torach.
„To super zabawa“ – krzyczały dzieci, ale nagle się zatrzymały.
„Co to było?“ – zapytali Maksio z Majką.
„Indiańskie bębny“ – odparł Kaszko.
„Indianie?“ – zdziwiły się dzieci.
„Mieszkańcy krainy Figle-Migle przychodzą na Alpinkę odpocząć, ale także pobawić się w indiańskim tipi, które tam stoi, i poczuć się jak prawdziwi Indianie“ – wyjaśnił im Kaszko.
„Ekstra! Idziemy“ – krzyknęli Majka z Maksiem.
„Moment, tam pójdziecie później, teraz musimy iść tam“ – rozkazał Kaszko.
Dzieci spojrzały tęsknie w kierunku tipi i zobaczyły wielki plac zabaw pełen zjeżdżalni i przeplotni, nad którymi między drzewami były rozpięte liny.
„A to, co jest?“ – nie rozumiały dzieci.
„Tarzania“ – odparł Kaszko.
„Co?“ – zdumiał się Maksio.
„Park linowy“ – odpowiedział Kaszko, wskazując na kilku chłopaków, którzy z dużą wprawą chodzili po linach między drzewami.
„To też jest wasza zabawa?“ – spytał Maksio.
„Najpierw sprawdźcie, czy nie macie lęku wysokości“ – doradził przyjaciołom duszek.
„Czemu?“ – spytali oboje.
„Bo my duchy najczęściej bawimy się tak, że latamy. No to hop!“ – zawołał Kaszko.
Dzieci poszły na górkę z linami, ale oczywiście po drodze zatrzymały się na przeplotniach, w piaskownicy, na lody i herbatkę, a potem przez godzinę huśtały się na linach rozciągniętych między drzewami.
„Nie bójcie się, pod wami są siatki, więc nic wam się nie stanie. Sprawdźcie tylko, czy już nie macie lęku wysokości“ – przypomniał Kaszko.
Majka z Maksiem wspinali się i chodzili po linach jak sam Tarzan.
„Jesteśmy gotowi, Kaszko!“ – zawołały dzieci.
„To chodźcie! Wracamy autobusem do Koszyc“ – zakomenderował Kaszko.
„Są tam teraz jakieś gry?“ – zapytał Maksio.
„Nie, one oczywiście są na Alpince i na Jahodnej“ – odpowiedział Maksio.
„To, czemu jedziemy do Koszyc?“ – zapytały dzieci.
„Żebyście mogli polatać!“ – odparł Kaszko.
Maksio z Majką spojrzeli na siebie, bo nie rozumieli, o co chodzi Kaszkowi, ale byli pewni, że to będzie kolejna przygoda.
Po chwilce już stali przed bramą, za którą były wielkie szklarnie.
„A to co?“ – nie rozumiał Majka.
„To jest, bardzo proszę, ogród botaniczny“ – oznajmił Kaszko.
„Aż tu czuję zapach kwiatów “ – powiedziała Majka.
„To nie jest zwykły ogród botaniczny“ – oświadczył Kaszko.
„Bo jest nadzwyczajny?“ – zapytała dziewczynka.
„Tak, jest nadzwyczajny, bo należy do naukowców i studentów…“ – wyjaśnił Kaszko...“
„A wpuszczą nas tu?“ – spytała, przerywając mu, Majka.
„Należy do naukowców i studentów uniwersytetu, ale oni organizują tu wiele imprez dla dzieci i całych rodzin“ – dokończył Kaszko.
„Na przykład?“ – zaciekawił się Maksio.
„Koncerty i wystawy, a także obserwacje wylęgania się wielkich kolorowych motyli“ – opowiadał dalej Kaszko.
„Jak to się stało, że nie słyszeliśmy o tym miejscu?“ – dziwiła się Majka, a kiedy weszli do środka, to otworzyła szeroko oczy i buzię. W ogóle nie wiedziała, gdzie się znalazła. Jeziorko, zwierzątka, ławeczki, wszędzie kwiaty i zadbane ścieżki, w szklarniach palmy, bananowce, drzewka cytrynowe i przeróżne kaktusy...
„Zostańmy tu!“ – powiedziała przy jeziorku z rybkami zachwycona Majka.
„Najpierw idziemy do herbarium“ – zdecydował Kaszko.
„Gdzie?“ – spytały dzieci.
„Oprócz tych kwiatków, szklarni i jeziorka jest tu biblioteka, w której są książki przyrodnicze oraz zielnik“ – wyjaśnił Kaszko.
„Dowiemy się, jak tu zasuszają rośliny?“ – dopytywał Maksio.
„Mają tu stary zielnik, w którym poszukamy pewnej roślinki“ – oznajmił Kaszko.
„A nie znaleźlibyśmy jej wśród innych w ogrodzie botanicznym?“ – tym razem zapytała Majka.
„Mają tu około 1 500 gatunków roślin. Chcesz szukać?“ – zapytał ją Kaszko, wskazując na otaczające ich przepiękne rośliny.
„Chyba nie“ – przyznała Majka.
„A poza tym – ta roślinka nie może tu rosnąć“ – dodał Kaszko.
„Dlaczego?“ – spytały dzieci.
„Bo po jej zażyciu się lata i gdyby tu sobie po prostu rosła, to naukowcy, by ją odkryli i ludzie lataliby zawsze, gdyby mieli na to ochotę“ – spokojnie wytłumaczył Kaszko.
„Ekstraaa!“ – ucieszyły się dzieci.
„To nie jest ekstra“ – zrugał je Kaszko.
„Dlaczego?“ – spytały dzieci.
„Bo to by naruszyło porządek świata“ – poważnie odparł Kaszko.
„Chyba msz rację“ – przyznały dzieci.
Kaszko wleciał do jakiegoś pomieszczenia, a za nim wbiegli Maksio z Majką i zaczęli kartkować stary zielnik.
„Tu jest!“ – Kaszko potrząsnął rośliną, z której posypał się proszek, bo ta roślina – unaszacz pospolity – po zerwaniu wytwarza magiczny proszek. Dzieci wrzuciły troszkę proszku do butelki z wodą, wstrząsnęły nią, jakby rozpuszczały oranżadę w proszku i już mogły latać.
Potem wszyscy do wieczora podziwiali zwierzęta i rośliny w pięknym ogrodzie botanicznym, czytali książki i rysowali. Wieczorem Kaszko zabrał ich na Festiwal Zabaw i Gier Duchów. Gdyby Majka i Maksio nie zasnęli, to zobaczyliby najbardziej szalone gry i zabawy: duchy bawiące się w berka i wlatujące przez okna wagonu kolejki dziecięcej, konkursy we wlatywaniu na Jahodną tam i z powrotem, ale... Ale ponieważ zasnęli, to duchy zaniosły ich do domu.
Kiedy rano się obudzili, mieli na szyjach medale za najsłodszy sen na Festiwalu Zabaw i Gier Duchów.
A Maksio dodatkowo dostał nagrodę za najcichsze chrapanie.



