Jak Majka z Maksiem uczyli się malować

Posłuchaj całej bajki.

To był zwykły zimowy poranek. Słoneczko dopiero powoli wyzierało spoza gór, bloków i domów oraz katedry św. Elżbiety w Koszycach – stolicy krainy Figle-Migle. Właśnie na wieżyczki katedry patrzyli Maksio i Majka. Za oknem leżał na ziemi śnieg, widać było ślady ludzi, którzy przeszli po nim niedawno. Dzieci siedziały i zastanawiały się, co robić.

„A może byśmy namalowali te piękne widoki?“ – zaproponowała Majka, wciąż patrząc i porównując, który widok na krainę Figle-Migle jest najładniejszy.

„Myślisz, że umielibyśmy?“ – spytał Maksio.

„Oczywiście!“ – uspokoiła go Majka.

„Ale ja bym chciała, żeby na moim śniegu były też koniki i...,“ – nie zdążyła dokończyć, bo przerwał jej Maksio, ironicznie mówiąc:

„I królewna! W takiej sukni z przyczepką“.

„No przepraszam! Dlaczego moje królewny miałyby mieć przyczepki jak jakiś traktor?“ – rozgniewała się Majka.

„Majko, przyczepki mają traktory i królewny“ – starał się ją udobruchać Maksio.

„Może gdzieś w swoich zamkach, bo przy sukniach mają treny?“ – pouczyła go Majka, która wciąż coś rysowała na swojej kartce.

„Tak nazywa się ten długi kawałek materiału, który rozwiewa się na wietrze, gdy królewny jeżdżą na koniach lub ciągnie się za nimi, gdy idą do ślubu“ – tłumaczyła bratu Majka z wypiekami na twarzy.

„Czyli to jest przyczepka“ – nie dawał za wygraną Maksio.

„No to chcę też przyczepkę“ – powiedziała ugodowo Majka i oboje pochylili się nad kartkami, wzięli w ręce pędzle i farby.

„Całkiem dobrze ci idzie“ – stwierdził Maksio, zerkając przez ramię Majce.

„Tobie też“ – odpowiedziała Majka.

„Majko...,“ – zagadnął Maksio, który przestał szkicować.

Majka jednak nawet nie zauważyła, że brat już nie rysował ani nie malował.

„Mam pomysł“ – powiedział Maksio, patrząc na figlo-miglski krajobraz.

„Słucham“ – powiedziała Majka, nie przestając szkicować.

„A może pomalowalibyśmy nasz pokój?“ – rzucił Maksio.

„Wiesz przecież, że bez zgody rodziców nie możemy“ – powiedziała Majka, stukając Maksia w czoło, bo pomyślała, że wypadło mu z głowy wszystko, co powinien pamiętać.

„Wiem o tym, ale pamiętasz, co wczoraj wieczorem powiedziała nam mama?“ – spytał chłopiec.

„Ta ściana, dzieci, jest wasza“ – przypomniała Majka i rozbłysły jej oczy.

„Tu możecie sobie malować jak chcecie i kiedy chcecie“ – dodał Maksio i już obojgu zaświeciły się oczy.

„A inne ściany zostaną czyste“ – dokończyli oboje.

„No i co ty na to?“ – nie przestawał prowokować Maksio, któremu zaczęły dziwnie drżeć kąciki ust.

„Powinniśmy skorzystać z tej propozycji“ – stwierdziła Majka, po czym odłożyła ołówki i spojrzała na ścianę.

„Ale... czy ty już kiedyś malowałaś ścianę?“ – zapytał Maksio.

„Jeszcze nie. Przecież wiesz, że ścian, a zwłaszcza w mieszkaniu lub budynku nie maluje się ot tak sobie“ – odpowiedziała dziewczynka.

„Sądzę, że to chyba będzie tak samo, jakbyśmy malowali na papierze“ – powiedział Maksio, gładząc ręką czystą ścianę.

Maksio wziął swoje akwarele i zaczął nimi malować na ścianie.

„Przestań!“ – krzyknęła Majka.

„Co się dzieje?“ – przestraszył się Maksio.

„Spójrz na to!“ – powiedziała Majka.

Maksio spojrzał na ścianę i o mało się nie rozpłakał.

„To się mamie nie spodoba“ – wyszeptał.

„Mama wprawdzie powiedziała nam, że możemy tam malować wszystko“ – powiedziała Majka.

„To prawda“ – uspokoił się trochę Maksio.

„Ale to nawet mnie się nie podoba“ – powiedziała buńczucznie do brata Majka i dodała: „Powinniśmy, gdzieś sprawdzić, jak maluje się ściany“.

Kiedy tak rozmyślali, za ich plecami niespodziewanie odezwał się głos:

„Sztuka nowoczesna, hmmmmmm“.

Dzieci obróciły się i zobaczyły, że na zaśnieżonym parapecie siedział ich kolega – duch Kaszko.

„To miał być konik“ – wyszeptał ze wstydem Maksio.

„A na nim królewna i...,“ – dodała smutno Majka, patrząc na zlewające się kolory.

„Jasne. A czemu tak malowaliście?“ – spytał Kaszko.

„A jak mieliśmy malować?“ – zapytały dzieci.

„Na ścianę najlepiej nadają się freski“ – odparł duch.

„Tego na pewno nigdy bym nie zrobiła“ – oświadczyła Majka.

„Co masz przeciwko?“ – zapytał Kaszko.

„Nigdy żadnej ściany nie malowałabym żadnym zwierzątkiem“ – zdecydowanie powiedziała Majka.

„Cooo?“ – zdziwił się Kaszko.

„Nawet fretkami“ – twardo obstawała przy swoim Majka.

„Chodzi o freski“ – wyjaśnił Kaszko.

„A co to jest?“ – zapytały dzieci.

„Fresk to takie malowidło, jakie można zobaczyć na ścianach starych kościołów“ – tłumaczył Kaszko.

„Jasne, widzieliśmy...“ – powiedziały dzieci.

„Ale maluje się je wprost na ścianach, prawda?“ – zauważyła Majka.

„Freski powstają tak, że najpierw nakłada się wilgotny tynk“ – opowiadał Kaszko.

„Co?“ – zdumiał się Maksio.

„No to, co tworzy powierzchnię ściany“ – powiedział duch.

„Jasne – tynk“ – kiwnęły głowami dzieci.

„A kiedy jest wilgotny, to specjalnymi farbami na nim się maluje“ – dalej tłumaczył im Kaszko.

„A czemu musi być mokry?“ – zapytała Majka, bo Maksio wstydził się przyznać, że tego nie wie.

„Bo ta farba wsiąka w tynk“ – odpowiedział Kaszko i stuknął w ścianę z rozpływającą się farbą.

„Jak w gąbkę“ – powiedziała Majka, bo już zrozumiała.

„I zostanie tam na dłużej“ – potwierdził Kaszko.

„Przede wszystkim nie rozleje się na ścianie“ – westchnął Maksio.

„Właśnie tak, drodzy przyjaciele“ – potwierdził Kaszko.

„Ale gdzie możemy się nauczyć malować takie freski?“ – zapytała Majka, bezradnie rozkładając ręce.

„No przecież na Gemerze“ – odpowiedział Kaszko.

„Gdzie?“ – dzieci nadstawiły uszu.

„Na Gemerze“ – powoli powtórzył Kaszko.

„A co to jest?“ – dalej dopytywały się dzieci.

„To jest część krainy Figle-Migle“ – zaczął wykład Kaszko.

„Aha“ – przytaknęły dzieci.

„Koło miasteczka Rožňava…“ – Kaszko starał się przybliżyć dzieciom miejsce, gdzie znajduje się Gemer,

„Wiemy, gdzie jest Rožňava!“ – wykrzyknęły ucieszone dzieci, zachwycone, że zbliżają się ich lekcje malowania fresków.

„Jest tam kilka starych kościółków, z których większość jest w zimie zamknięta i wtedy działa tam tajna wyższa szkoła sztuk umysłowych i duchowych“ – oznajmił Kaszko.

„Naprawdę?“ – zdumiała się Majka.

„Chcecie tam zajrzeć?“ – niby mimochodem rzucił Kaszko, który doskonale wiedział, jaka będzie reakcja.

„Oczywiście!“ – zawołały zachwycone dzieci.

„Wybierzcie sobie kościółek, który się wam najbardziej podoba i możecie tam dołączyć do moich kolegów-uczniów“ – polecił im Kaszko.

Maksio z Majką wsiedli do autobusu, który zawiózł ich do miejscowości zaznaczonej przez Kaszkę na mapie jako pierwsza. Nazywała się Koceľovce.

Koceľovce.

Po przybyciu do tej wsi dzieci weszły na mały pagórek, na którym stał śliczny kościółek. Po drodze Kaszko im opowiadał, że wszystkie te kościółki stoją tu już od ponad 600 lat, a niektóre od ponad 700. I freski, które w nich są, mają tyle samo lat.

„I wciąż tam są?“ – dopytywała się Majka.

„Wciąż, choć niektóre zniszczone“ – powiedział ze smutkiem Kaszko.

„Kto mógł zniszczyć takie piękne malowidła?“ – zdziwiły się dzieci.

„Był taki czas, nie tylko w Figlach-Miglach, ale w całej Europie, kiedy kościoły dostały się w ręce ludzi, którzy stwierdzili, że nie powinno być w nich malowideł“ – wyjaśnił Kaszko.

„Naprawdę?“ – spytała Majka, która nie mogła sobie wyobrazić kościoła bez żadnych malowideł.

„Zaczęli je zamalowywać lub niszczyć“ – ciągnął dalej Kaszko.

„Nigdy bym tego nie zrobiła!“ – stwierdziła stanowczo Majka.

„Wchodzimy do środka!“ – zarządził Kaszko.

„A mamy klucz?“ – zapytały dzieci.

„My nie, ale moja przyjaciółka Wiktoria ma!“ – oświadczył Kaszko, a następnie coś wymamrotał i pojawiła się przy nim dziewczyna-duch ubrana niczym z bajki.

„Kaszko!“ – ucieszyła się i objęła go Wiktoria.

„Wiktoria!“ – krzyknął Kaszko.

„W końcu postanowiłeś nauczyć się malować?“ – zapytała dziewczyna.

„Ja nie, ale moi przyjaciele owszem“ – odpowiedział Kaszko, wskazując na Maksia i Majkę.

„Ludzkie dzieci?“ – dziwiła się Wiktoria, bo nie miała pojęcia, że Maksio i Majka ją widzą.

„Oni nas widzą“ – szepnął jej Kaszko i dziewczyna wytrzeszczyła oczy.

„Wiesz, że to jest szkoła wyłącznie dla duchów“ – przypomniała Wiktoria.

„Wiem, ale oni są bardzo dobrzy“ – uśmiechając się odpowiedział Kaszko.

Majka z Maksiem zrobili oczy proszącego psa i Wiktoria zaszczękała ogromnym kluczem w drzwiach kościółka. Przed dziećmi otworzyła się mała, lecz przepiękna galeria.

„Co to jest?“ – spytał Maksio.

„Witajcie w kościółku w Koceľovcach“ – zaszczebiotała Wiktoria.

Pod freskami w kościółku siedziało sporo duchów i uczyło się malować. Wiktoria wskazała na ściany i powiedziała:

„Te freski przyjechali tu namalować włoscy mistrzowie“.

„Aż z Włoch?“ – nie wierzyła własnym uszom Majka.

„Kiedyś Rožňava i cała ta okolica były bardzo bogate“ – wtrącił się Kaszko.

„A dlaczego już nie są?“ – zapytała z zainteresowaniem Majka.

„Wydobywano tu rudy żelaza, srebra i złota“ – wyjaśnił Kaszko.

„No i…“ – dopytywała Majka, która wraz z bratem podziwiała freski.

„A ponieważ to, co wydobyto, eksportowano do całej Europy, to tutejsi mieszkańcy mogli sobie pozwolić na zapraszanie najlepszych mistrzów“ – ciągnął dalej Kaszko.

„A freski najpierw tworzono w starożytnej Grecji, a potem w Rzymie, czyli we Włoszech“ – dodała Wiktoria.

„A teraz uczymy tego nasze małe duchy“ – powiedziała wskazując na duchów-uczniów.

„A do czego jest im to potrzebne?“ – zapytali zdziwieni Maksio z Majką.

„Żeby podszeptywali restauratorom, jak mają odrestaurowywać freski“ – wyjaśniła Wiktoria.

„Ahaaa!“ – krzyknął Kaszko uradowany, że dowiedział się czegoś nowego.

Maksio z Majką chodzili po kościółku. Podziwiali przepiękne sklepienie, które wyglądało baśniowo i malowidła, czyli freski, na ścianach, które sprawiały wrażenie, że za chwilę ożyją.

„Ale piękne“ – wyszeptała Majka.

„Przepiękne“ – przytaknął Maksio.

„Podoba się wam tu?“ – zapytała po chwili Wiktoria.

„Podoba... A kim są ci restauratorzy?“ – zapytała ją Majka, która przypomniała sobie, że tego słowa nie rozumie.

„Chodźcie, zabiorę was w pewne miejsce, gdzie możecie zobaczyć ich pracę“ – powiedziała Wiktoria.

„Gdzie?“ – zapytały dzieci, którym żal było opuszczać ten prześliczny kościółek – galerię.

„Do Plešivca“ – powiedziała Wiktoria, otworzyła drzwi kościółka i poszybowała w górę.

Kaszko postanowił, że nie będą czekać na autobus, lecz użyje swoich czarodziejskich roślin i polecą. W ten sposób dzieci już po paru sekundach znalazły się małym miasteczku zwanym Plešivec. Stały przed kościółkiem bardzo podobnym do tego w Koceľovcach.

„Wiecie, z zewnątrz te kościółki wyglądają podobnie, bo budowano je w tym samym czasie, musiały mieć jedną nawę...“ – powiedział Kaszko.

„Nawę?“ – Majka z Maksiem spojrzeli na siebie, bo nie znali tego słowa.

„No, to jest ta część kościoła, w której są ławki i gromadzą się ludzie“ – wyjaśnił im Kaszko.

„Aha, czyli to jest nawa“ – zrozumiały dzieci.

„W niektórych dużych kościołach bywają trzy nawy“ – dodał duszek.

„Hmm“ – uśmiechnął się Maksio, wyobrażając sobie taki kościół.

Weszli do kościółka, który znowu im otworzyła Wiktoria – naczelna klucznica gemerskich gotyckich kościółków dla młodych duchów-artystów, jak dowiedziały się dzieci podczas lotu.

„Ale przecież tu ktoś zniszczył te freski!“ – wykrzyknęła Majka.

„Tu je ktoś naprawił“ – poprawiła ją Wiktoria.

„Ale przecież nie są naprawione, lecz zniszczone“ – wtrącił się Kaszko.

„Te freski ktoś zniszczył przed wieloma laty“ – wyjaśniła Wiktoria.

„A czemu ich całych nie naprawicie?“ – dopytywał się Maksio.

„Przecież są już prawie całe naprawione“ – powiedziała Wiktoria gładząc ręką ściany, bo jej delikatna rączka nie mogła uszkodzić tych malowideł, czyli fresków.

„Widzę przecież, że niektóre postacie nie są całe“ – grzecznie zwróciła uwagę Majka.

„Bo restaurator nie wie, jak wyglądały. Nie może domalować całej postaci, jeśli nie wie, jak wyglądała, w co była ubrana i…“ – tłumaczyła Wiktoria.

„Aha, czyli naprawia tylko to, co widać?“ – zapytały dzieci.

„I to, co jest oczywiste“ – uzupełniła Wiktoria.

„Hmm, to ma sens“ – pomyślał Maksio.

„Czasami korzysta z zachowanych fotografii lub szkiców fresków, ale rzadko tak się zdarza“ – wyjaśniała Wiktoria, a Kaszko w tym czasie latał po kościółku i studiował freski na sklepieniu.

Kaszko i Wiktoria pokazali dzieciom, jak restaurowano freski w Plešivcu, a Wiktoria zaprosiła je do największej pracowni malarskiej, czyli kościółka w Ochtinej.

Jeszcze nie zdążyła tego do końca powiedzieć, a już lecieli. Gdy tylko znaleźli się przy przepięknym kościółku w małej wiosce Ochtiná, weszli do niego i usiedli między malarzami–duchami.

„Wybierzcie sobie postać i postarajcie się ją namalować na swojej kartce. Potem nauczę was, jak ją namalować na ścianie“ – szeptem powiedziała Wiktoria, by nie przeszkadzać innym artystom w pracy.

Maksio z Majką nie mogli się zdecydować. Otaczały ich malowidła, które przedstawiały historię Wielkiej Nocy. Oczywiście nie było na nich śmigusa-dyngusa, lecz Ogród Oliwny, Pocałunek Judasza i Droga krzyżowa. I chociaż była zima, dzieci już zaczęły się cieszyć, że nadejdzie Wielkanoc.

Wtedy to zobaczyły.

„A to co?“ – oboje naraz otworzyli usta.

„Co?“ – zapytała Wiktoria.

„Ta trójgłowa postać“ – odpowiedzieli, wskazując fresk, na którym była postać z trzema twarzami na jednej głowie.

„To jeden z najpiękniejszych fresków w krainie Figle-Migle“ – rozmarzyła się Wiktoria.

„Ale co to jest?“ – dopytywali się wpatrzeni w malowidło Majka i Maksio.

„Jak myślicie?“ – egzaminował ich Kaszko.

„Trójgłowiec pospolity?“ – zaryzykował Maksio.

„Jakiś mały smok?“ – odpowiedziała Majka, widząc, że Wiktoria i Kaszko kręcą głowami.

„Albo…“ – zaczął Maksio, ale nic innego niż inne trójgłowce nie przychodziło mu do głowy.

„To jest tak zwana Trójca Święta“ – powiedziała Wiktoria.

„Czyli?“ – dopytywała zaciekawiona Majka.

„To jedna z tajemnic, których nie umiemy wyjaśnić nawet my – duchy. Wiemy jednak, że to jest głowa Boga Ojca, ta zapewne Syna, a ta…“ – objaśniała spokojnie Wiktoria.

„O matko!“ – wykrzyknęła Majka.

„…a ta....“ – Wiktoria chciała dokończyć.

„Córki?“ – starał się zapunktować Maksio.

„Ducha“ – dokończyła Wiktoria.

„Aha“ – przytaknęły dzieci.

Dla Majki i Maksia stało się jasne, że będą malować potrójną głowę, konie i dziwne postacie z mieczami oraz książkami.

„Chciałabym wiedzieć, dlaczego ktoś tak to namalował i dlaczego potem ktoś to zniszczył“ –powiedziała Majka, bo ta myśl nie dawała jej spokoju.

„Kiedyś dawno ludzie nie umieli czytać“ – zaczęła tłumaczyć Wiktoria i dodała: „Nawet gdyby przed sześciuset laty zwykli ludzie umieliby czytać, to nie mieliby co“.

„Jak to?“ – nie rozumiał Maksio.

„Książki pisano ręcznie i było ich na świecie bardzo mało. Na przykład tych najbardziej znanych było tylko kilkadziesiąt sztuk“ – wyjaśnił Kaszko.

„To dopiero!“ – krzyknęła Majka, która wyobraziła sobie świat bez książek.

„I dlatego ludzie opowiadali sobie historie“ – ciągnął Kaszko, a dzieci w tym czasie malowały i szkicowały dziwne ochtińskie postacie na kartkach.

„Ażeby mogli sobie te historie przypomnieć“ – kontynuował Kaszko.

„To rysowali sobie opowieści jak komiksy“ – dodała Wiktoria i pochwaliła rysunki dzieci. „Myślę, że możemy zacząć uczyć się malować na ścianie“ – stwierdziła.

„Nauczymy się malować freski!“ – ucieszyli się Majka i Maksio.

Wiktoria tylko uśmiechnęła się i wspólnie z innymi duchami nauczyła Majkę i Maksia, jak przygotowuje się wilgotny tynk, jak zrobić farby, jak je mieszać i jak malować na świeżym tynku.

Gdy tak malowali nagle z jednego malowidła wypadło jabłko.

„Co to było?“ – zaniepokoiła się Wiktoria.

„Ożywają“ – szepnęła trochę wystraszona Majka.

I wtedy stało się to, czego nikt się nie spodziewał. Te piękne malowidła nad gotyckimi oknami ożyły – zaczęły z nich wylatywać orły i byk. Ze ściany spadł stół, na którym jedzono Ostatnią Wieczerzę, w dodatku z chlebem i jakimś kieliszkiem. Postacie wokół też powoli ożywały.

„Co mamy robić?!“ – krzyczeli uczniowie, a Majka patrzyła na swój pędzel.

„Zanurzyłaś pędzel w tej farbie?“ – szybko zapytała Wiktoria.

„Chyba tak? O co chodzi?“ – odpowiedziała Majka, która nie miała pojęcia, że coś zepsuła.

„To jest magiczna farba, której używamy tylko wtedy, kiedy uczymy się anatomii, żeby wiedzieć, jak wyglądają konie lub ludzie w ruchu“ – powiedziała Wiktoria.

„Więc na chwilę je ożywiacie?“ – powiedział przerażony Maksio, który obserwował, jak powoli ożywają postacie w kościółku.

„No właśnie“ – potwierdziła Wiktoria.

„A jak je odożywimy?“ – dopytywał się Kaszko.

„Musimy użyć tego… ale nie wiem!“ – zawahała się Wiktoria.

„Co się stało?“ – wyczuł problem Kaszko.

„Miałam tu magiczny proszek do odożywiania malowideł“ – powiedziała Wiktoria.

„I nie ma go tu?“ – zapytała Majka, która zaczęła się bać.

„Nie szkodzi – tu na górze jest pewna magiczna jaskinia“ – powiedziała Wiktoria, pokazując przez okienko pobliski szczyt.

„Magiczna?“ – spytał szeptem Maksio.

„Jest w niej aragonit“ – odparła Wiktoria.

„Co w niej jest?“ – zapytały dzieci.

„Chodźcie, nie ma czasu“ – oznajmił Kaszko, kiedy zobaczył, że ze ściany spadł kolejny stół, a postaciom już cieknie ślinka na jedzenie.

Wiktoria i Kaszko poprowadzili dzieci w kierunku jaskini. Kiedy Maksio z Majką weszli do środka tajemnym wejściem, stanęli jak wryci. Nad nimi wisiały jakieś przecudne srebrne gałązki.

„To jest aragonit. Takich jaskiń jest na świecie tylko kilka“ – powiedziała Wiktoria, która razem z Kaszkiem szukała czegoś na ziemi.

„Jak to kilka?“ – zapytała Majka z nieskrywaną ciekawością.

„Można je policzyć na placach dwóch rąk, a jedna jest właśnie tutaj“ – wyjaśniła Wiktoria.

„A czego tu szukamy?“ – dopytywał Maksio.

Wiktoria schyliła się, bo zobaczyła na ziemi jakiś dziwny proszek.

„To piasek aragonitowy. Ma magiczną moc, ale trzeba go rozmieszać z tą wodą“ – powiedziała Wiktoria i zamoczyła piasek w potoku.

Gdy tylko to zrobiła, polecieli z powrotem do kościółka w Ochtinej, gdzie już biegały konie, a postać z trzema twarzami miała grymasy na każdej z nich.

Wiktoria rozsypała piasek w powietrzu i coś sobie szeptali z Kaszkiem.

Wszystkie postacie wróciły na swoje miejsca w malowidłach, a Maksio z Majką mogli razem z uczniami dalej malować.

Wieczorem przed zaśnięciem Maksio z Majką szeptali sobie, że w zimie wybiorą się na wycieczkę do tych kościółków, żeby je tylko pooglądać, a w lecie zabiorą tam mamę i tatę i pójdą też do Ochtińskiej Jaskini Aragonitowej.

„Ależ to będzie wycieczka!“ – ucieszyli się oboje.

„A jutro zacznę malować freski na naszej ścianie“ – postanowił Maksio.

W nocy śnił się im ich pokój i żałowali, że mogą ozdobić freskami tylko jedną ścianę.

Nie chce się wam czytać? Włączcie nagranie.

Spoznajte čarovné miesta z príbehu

Bajeczne nowości

Chcecie być zawsze na bieżąco i wiedzieć o każdej akcji w waszej okolicy lub otrzymać aktualny pomysł na świetną wycieczkę? Zostawcie nam swój e-mail, a nic istotnego ze świata Haravara wam nie umknie.
Košice Región Turizmus,
Bačíkova 7,
040 01 Košice, Slovakia
Tłumaczenia strony internetowej na język polski, angielski i węgierski zostały zrealizowane dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Turystyki i Sportu Republiki Słowackiej.
cross