

Za oknem już poczerwieniało, wyzłociło się, liście zaczynały opadać i trzęsły się igły na drzewach. Nie wiecie czemu? A nie zauważyliście, że kiedy zbliża się zima, to igły na drzewach się trzęsą? Dzieje się tak dlatego, że zbliża się Boże Narodzenie, a kiedy zbliża się Boże Narodzenie, drzewka trzęsą igłami, by zauważyły je zwierzęta, które też chcą mieć swoje święta. One też ozdabiają drzewka, tylko my tego nie widzimy.
Maksio z Majką siedzieli w swoim pokoju.. Dokładniej to Maksio leżał na podłodzie i kopał w nią nogami, a, Majka kruszyła jakieś listki i coś z nimi robiła.
„Nie przeszkadzam?“ – odezwał się głos zza okna.
„Kaszkooo!“ – wykrzyknęli oboje.
„A co wy tu, przyjaciele, robicie?“ – zapytał Kaszko, rozglądając się dookoła.
„Nie widzisz?“ – zapytali Maksio i Majka i rozpostarli ręce jak Chrystus nad Rio de Janeiro.
„Widzę, że ty, Maksiu, udajesz żabę, a Majka ci przygotowuje pożywną liściastą żabią strawę“ – odpowiedział duszek.
„Kaszko, pamiętasz, jak przez całą zeszłą jesień kichaliśmy?“ – powiedział Maksio i zaraz potem zrobił dwa skłony.
„Tego nie da się zapomnieć. Przecież przez trzy dni nie słyszałem od was ani słowa“ – odpowiedział, drapiąc się po uszach Kaszko.
„Nie słyszałeś? – zdziwiła się Majka, która cały czas przygotowywała liście ziół na herbatkę.
„Nie słyszałem ani słówka, bo wciąż kichaliście i kaszleliście, robiąc taki hałas, że aż...“ – odparł Kaszko.
„No właśnie, a teraz chcemy temu zapobiec“ – odpowiedziały dzieci, mieszając listki i czytając coś z książki z przepisami oraz gotując wodę na herbatę.
„Dzięki temu, że będziecie udawać żaby?“ – zdumiał się Kaszko.
„Nie, ale dzięki temu, że będziemy ćwiczyć, dbać o swoje ciało i hartować się“ – odpowiedział Maksio i natychmiast zrobił trzy skłony, cztery tupnięcia i pięć podskoków.
„Hartować się gorącą herbatką?“ – zaśmiał się duch Kaszko.
„To dopiero początek“ – powiedziała Majka, zalewając herbatkę i mierząc czas parzenia.
„No nie wiem... my duchy nie musimy się hartować, ale znam pewnego ducha, który zna się na hartowaniu“ – od niechcenia rzucił Kaszko.
„Kto to jest?“ – zapytał Maksio i obejrzał się, bo Majka właśnie wyciągała zioła z naparu.
„Beniamin“ – oświadczył Kaszko.
„Beniamin?“ – zapytały dzieci.
„Mhm“ – mruknął Kaszko.
„A kto to jest?“ – dopytywały dzieci, siorbiąc herbatkę.
„To mój daleki krewny, ale przede wszystkim strażnik rajskich tajemnic“ – oznajmił duszek.
„Rajskich tajemnic?“ – zapytała Majka i oczy się jej zaiskrzyły.
„W Figlach-Miglach jest pewne miejsce, które już od kilku stuleci, a nawet tysiącleci jest rajem dla tych, którzy się hartują, a zatem jest to raj tajemnic…“ zaczął wyjaśniać Kaszko, ale przerwała mu Majka, która już sobie wyobrażała wielkie uzdrowisko. Wytrzeszczyła oczy i z niedowierzaniem zapytała: „Naprawdę?“
„Naprawdę?“ – zdumiała się Majka.
„Najpierw było tam morze. I to morze było dosyć zimne“ – ciągnął dalej Kaszko.
„Morzeeeeeeeeeeeeeeeee?“ – zdziwiła się Majka.
„Przed kilkudziesięcioma milionami lat wszędzie w Figlach-Miglach było morze“ – wyjaśnił Kaszko.
„Uczyliśmy się o tym. Mówi prawdę“ – potwierdził Maksio.
„Oznacza to, że nasi pływający przodkowi żyli w tym morzu, a w czwartorzędzie trochę się tu ochłodziło. Ochłodziło się też w naszym raju, więc łowcy mamutów byli pionierami hartowania“ – dodał duszek.
„I zostawili nam tu w rajskiej jaskini tu rysunki, jak się hartować!“ – zgadywała Majka i cieszyła się, że będzie odszyfrowywać stare malowidła.
„Możliwe, ale na razie nic o nich nie wiemy“ – odparł Kaszko.
„Czyli?“ – zapytała Majka.
„Co prawda później zaczęły powstawać tu domy, wsie i miasta, ale raj to raj“ – oznajmił Kaszko.
„Czyli wciąż jest tam dziewicza przyroda“ – zrozumiała Majka.
„I wiele miejsc do hartowania się“ – dodał Kaszko.
„A co z Beniaminem? Gdzie jest“ – zapytał Maksio.
„Pilnuje dla wszystkich hartujących się pewnej tajemnej rośliny ukrytej w raju“ – szepnął tajemniczo Kaszko.
„Czyli?“ – zapytały dzieci
„Zwojownika pospolitego“ – odparł duch.
„A to, co znowu?“ – spytał Maksio.
„To bardzo stara roślina, która rośnie w jaskini ukrytej w Geravach – figlo-milskim raju i tam jej pilnuje Beniamin“ – wyjaśnił Kaszko.
„Zwojownik – nie słyszałam“ – stwierdziła Majka, która szukała tej nazwy w swojej mądrej encyklopedycznej główce.
„To pewnie dlatego, że jest to tajna roślina“ – powiedział Kaszko i stuknął ją w czoło.
Maksio z Majką spojrzeli na siebie niepewnie, bo mieli wątpliwości czy zwojownik istnieje.
„A jakie działanie ma ten zwojownik?“ – spytał Maksio.
„Tego nie wiem,“ – wzruszył ramionami Kaszko, a potem uśmiechnął się, wskazał otwarte drzwi i dodał: „ale na pewno Beniamin nam to powie“.
„Czyli idziemy do raju!“ – wykrzyknęły razem dzieci.
„Tylko, czy naprawdę chcecie się nauczyć hartować?“ – studził ich emocje Kaszko.
„Jasne, że chcemy!“ – odparli Majka i Maksio.
Zaledwie to powiedzieli, a Kaszko spokojnie usiadł na parapecie, bo jako duch może sobie na to pozwolić, zaś Maksio z Majką zaczęli pakować się i przygotowywać do drogi. Potem poszli na dworzec autobusowy i pojechali do miejscowości o nazwie... Dedinky. Naprawdę po słowacku znaczy to małe wioski.
„Jesteśmy w raju“ – odetchnął z ulgą Kaszko, gdy wysiedli z autobusu.
„Tu rzeczywiście jest pięknie“ – zachwycali się Maksio z Majką, głęboko oddychając świeżym powietrzem.
„A jeszcze nie wiecie, co was czeka“ – uśmiechnął się Kaszko.
„Co?“ – zdumiał się Maksio.
„To!“ – wykrzyknął Kaszko.
„Drewniana chałupa?“ – zawiedzione dzieci spojrzały na starą chatę, bo spodziewały się przecież kąpieli hartujących.
„Ale to nie jest drewniana chałupa!“ – ocknął się z zamyślenia Kaszko.
„To jest drewniana chałupa... tylko trochę większa“ – stwierdził Maksio, który oglądał chałupę i starał się w niej dopatrzyć czegoś wyjątkowego.
„Spójrz, co wychodzi z tej drewnianej chałupy“ – powiedział Kaszko i wskazał na górę.
„Kolejka linowa!“ – wykrzyknęły zaskoczone dzieci, bo takiej kolejki jeszcze nie widziały.
„I to nie jest zwykła kolejka“ – dodał duszek.
„Lecz niezwykła!“ – krzyknęli Maksio z Majką, bo zwęszyli przygodę.
„Zapamiętajcie – to kolejka z Dediniek na Geravy” – pouczał ich Kaszko.
„Czy to się czyta przez żet?“ – zapytała Majka, bo uczy się francuskiego.
„Nie, to są Geravy“ – odparł Kaszko. Geravy.“
„Czyli przez gie” – upewniła się Majka Geravy.“
„No właśnie!“ – potwierdził Kaszko.
„I co tam będziemy robić?“ – dopytywał się Maksio.
„Tam właśnie mieszka Beniamin“ – oznajmił Kaszko.
„Strażnik tajemnicy...“ – wyszeptały dzieci.
„To idziecie?“ – zapytał Kaszko, ale od razu zauważył, że dzieci jakoś dziwnie podejrzliwie spoglądają na kolejkę.
Ale Kaško zrazu videl, že obaja súrodenci sa nejak divne – priam zadivene – pozerajú na lanovku.
„Co tam?“ – spytał Kaszko, chcąc dowiedzieć się, czego wypatrują.
„To kolejka tylko na jedną osobę!“ – wykrzyknęli oboje.
„To jedyna kolejka krzesełkowa z pojedynczymi siedzeniami u nas w Figlach-Miglach – druga taka jest daleko za naszą granicą“ – oznajmił Kaszko.
„Dobrze, dobrze“ – powiedziała, otwierając szerzej oczy Majka i spytała:
„Ale czemu jest jednoosobowa?“
„A czy słyszałaś kiedyś, żeby ktoś wybierał się do raju na grupową wycieczkę?“ – wesoło rzekł Kaszko.
„No nie“ – przyznała Majka.
„A ty, Maksiu?“ – spytał duszek.
„Ja też nie“ – oświadczył Maksio.
„Do raju chodzi się pojedynczo“ – tłumaczył duszek.
„To tam na górze jest ten raj?“ – zapytały dzieci, patrząc w kierunku, gdzie kolejka wznosiła się w górę.
„Raj zwany Geravy...“ – oznajmił Kaszko.
„No to, chodźmy!“ – wykrzyknęły dzieci.
Podeszły do kolejki, kupiły bilety i usiadły na krzesełkach. Pierwszy jechał Maksio – rozglądał się wokół siebie i patrzył w dół na piękne lasy oraz jakiś zbiornik wodny. Czuł się jak ptak.
Majka najpierw trochę się bała, ale kiedy zobaczyła, że obok niej leci Kaszko, bo on przecież nie musi jeździć kolejką, przestała się bać i też zaczęła podziwiać rajskie widoki.
Wysiedli na górze i nie mogli się napatrzeć. Przecudne szczyty, skały wyglądające, niczym wyciosane przez dziwnego rzeźbiarza, lasy i biegające po nich zwierzęta. Zobaczyli nawet, że ktoś zaczął tu hodować emu – naprawdę czuli się jak w raju.
Kiedy dzieci podziwiały uroki tego miejsca, Kaszko wystukiwał jakąś melodię na kamieniach wystających ze skały naprzeciwko hotelu, który zbudowano dla tych, którzy nie chcą opuszczać raju.
„Nie mogę teraz znaleźć, ale stawiam swoje walory duchowe na to, że było to gdzieś tutaj“ – powiedział Kaszko, nie przestając stukać.
„Ale co?“ – nie rozumiały dzieci.
„Miejsce, z którego przywołuje się Beniamina“ – odparł duszek.
Stukasz
„Beneeeek!“ – wykrzyknął uradowany Kaszko.
„Kaszko?“ – zdziwił się Beniamin, który faktycznie wyglądał jak strażnik skarbu. Ubrany był w długi płaszcz, a na głowie miał kapelusz z szerokim rondem.
„Nie widziałem cię... chyba ponad 250 lat“ – stwierdził Beniamin
„289“ – uściślił Kaszko.
„Co was tu sprowadza?“ – zapytał Beniamin, pokazując Kaszkowi, jaką melodię powinien wystukiwać na skałach.
„To są moi przyjaciele“ – oznajmił Kaszko.
„Małe duszki?“ – spytał Benek, spoglądając na Majkę i Maksia.
„Nie, ludzkie dzieci“ – szepnął mu do cha Kaszko, a Benio omal nie usiadł z wrażenia.
„I one nas widzą?“ – zapytał Benek.
„Jest ich na świecie mało, ale ja znalazłem w Figlach-Miglach dwoje dzieci naraz, które widzą duchy“ – pochwalił się Kaszko.
„No to świetnie. A czego potrzebują twoi przyjaciele?“ – spytał Benek.
„Zwojownika pospolitego“ – odparł Kaszko.
„Ooooo... no to nie wiem, nie wiem...“ – zaczął się wzbraniać Benek.
„Ależ wiesz, wiesz“ – przymilał się Kaszko.
„Nie wiem, nie wiem“ – powtórzył Benek.
„Ja wiem, że wiesz, gdzie jest“ – powiedział Kaszko i spojrzał mu z powagą w oczy.
„Wiem... ale nie mogę go dać ludziom“ – odparł strażnik.
„Nawet tym, którzy nas widzą?“ – próbował skruszyć jego opór Kaszko.
„Takim... chyba mogę“ – zaczął zastanawiać się Benek.
„No i po kłopocie“ – odetchnęli z ulgą Majka i Maksio.
„Zatem chodźcie!“ – z rezygnacją w głosie powiedział Benek.
Beniamin zaprowadził ich w głąb lasu do pewnej pięknej skały, na której można by uczyć się geologii przez kilka lat, bo tak wyraźnie widać warstwy kamieni i to, jak ziemia pod nimi pracowała przez całe wieki.
Beniamin zaczął stukać w skałę... i nic.
„Hmmm, dawno już tego nie robiłem… Moda na hartowanie jest wśród ludzi, ale nie wśród duchów“ – powiedział Benek, pocierając czoło i wyciągając z kieszeni płaszcza różne instrumenty do stukania.
„Mogę pomóc?“ – nieśmiało zapytał Maksio. Wyciągnął swoje pałeczki perkusyjne i razem z Beniaminem zaczęli wystukiwać melodię.
Nagle skała przed nimi otworzyła się, to znaczy zrobiło się w niej okienko, a Beniaminowi zaczęła się wydłużać ręka, która zniknęła gdzieś w czeluściach jaskini.
„Aaaaaaaaaa, tu jest!“ – spokojne oznajmił Benek przyjaciołom, którzy w milczeniu patrzyli na jego wydłużoną rękę i wstrzymywali oddech.
Po chwili już trzymał w niej jakiś dziwny fioletowy kwiat z czarnymi paskami, który wyglądał jakby miał na sobie dres piłkarski.
„To on?“ – powiedział Kaszko, oglądając kwiat, a Majka z Maksiem wciąż w tym czasie rozmyślali nad tym, co można by taką ręką zrobić.
„Oto zwojownik!” – triumfalnie oznajmił Benek.
„A dlaczego nazywa się zwojownik?“ – odważyła się wreszcie zapytać Majka.
„Bo gdy go zażyjesz, w twoim mózgu powstanie nowy zwój“ – wyjaśnił Benek, który zauważył, że dzieci trochę się przestraszyły, więc szybko dodał:
„Tak się dzieje zawsze, gdy się czegoś nowego nauczymy“.
„Albo dowiemy“ – uzupełnił Kaszko.
„A teraz zrobi się wam rajski hartowniczy zwój!“ – powiedziały chórem duchy.
„Hmmmm… czyli?“ – zainteresował się Maksio.
„Wasze oczy zaczną dostrzegać wszystkie możliwości hartowania, jakie istnieją“ – wyjaśnił Benek.
„No to spróbujmy!“ – oświadczył Maksio i schrupał jeden kwiatek.
Majka natychmiast zrobiła to samo.
Trochę pomrugali oczami i zaczęli rozglądać się dookoła.
„Zauważyliście wodę tam na dole?“ – powiedział nowouzwojony Maksio.
„Tę wodę! To przecież jest Palcmanská Maša!“ – krzyknął Beniamin.
„A to duże brązowe obok… to był jej niedźwiedź?“ – zażartowała Majka. Maksio i Kaszko też się roześmiali. Tylko Benek się nie śmiał, bo nie znał bajki o Maszy i niedźwiedziu.
„Tam na pewno by się świetnie hartowało“ – rozmarzył się Maksio.
„Pewnie masz rację!“ – przytaknął Benek, a potem dodał „W Palcmanskiej Mašy jest najzimniejsza woda nie tylko w Figlach-Miglach, ale we wszystkich tutejszych krainach. To także najwyżej położy zbiornik wodny na całym figlo-miglskim świecie“.
„No to nie wiem, na co tu jeszcze czekamy“ – oznajmił Maksio.
„Idziemy?“ – zachęcała Majka.
Po niedługim czasie dotarli do Palcmanskiej Mašy. Majka jeszcze nie miała chęci na kąpiel, bo woda była rzeczywiście zimna.
„Znacie Kráľovą hoľę?“ – odezwał się po chwili Benek.
„Tę górę w krainie Galimatiasowo?“ – zapytał Kaszko.
„No właśnie“ – przytaknął Benek i powiedział: „Stamtąd właśnie wypływa rzeczka Hnilec, która płynie wprost do Mašy“.
„Aha! To dlatego ta woda jest taka zimna!“ – wykrzyknęła ucieszona Majka, która dopiero co zanurzyła w Mašy palec u nogi.
Maksio założył kąpielówki i zaczął hartować się zgodnie z zaleceniami.
Majka wybrała inny sposób. Wsiadła z Kaszkiem do łódki, którą tu wypożyczyli, i zaczęła wiosłować na świeżym powietrzu.
„To jest trening!“ – krzyczał Maksio, pływając.
Beniamin stał na brzegu, śmiał się i wołał: „Jeśli wam się podoba, to przyjedźcie też w zimie!“
„A woda nie będzie za zimna?“ – zawahał się Maksio.
„Będzie, bo będzie zamarznięta! Ale możecie tu pojeździć na łyżwach“ – odpowiedział Benek.
„Naprawdę?“ – zapytały dzieci, wyobrażając sobie, jak jeżdżą na łyżwach po tej pięknej wodzie otoczonej drzewami.
„No“ – potwierdził Benek, po czym wzbił się do góry, usiadł na jednej z gałęzi i zaczął pogwizdywać jakąś starą melodię.
„W takim razie na pewno przyjedziemy!“ – odkrzyknęły dzieci.
„A teraz powinniśmy się zagrzać“ – oznajmił Beniamin, kiedy dzieci wyszły z wody.
„Zrobimy sobie grilla?“ – dzieci dyskretnie dały do zrozumienia, że trochę zgłodniały po hartowaniu.
„Pójdziemy na spacerek“ – roześmiali się Kaszko i Beniamin.
„Tu, po tych cudnych lasach“ – dodał Beniamin uszczęśliwiony, że wreszcie ktoś go wyciągnął w miejsca doskonałe do hartowania.
„A może poszlibyśmy trochę dalej, aż do Stratenskej píly?“ – zaproponował Kaszko.
„Wiedziałem, że za tę przyjemność będziemy musieli zapłacić“ – zaśmiał się pod nosem Maksio.
„Ale ja nigdy nie piłowałam drewna!“ – przestraszyła się Majka, która wyobraziła sobie, jak ciągnie wielką piłę.
„Ale tam już nie piłuje się drewna“ – uspokoił ją Benek.
„A co tam się piłuje? Dla rusałki Amalki…“ – powiedziała Majka, przypominając sobie wszystkie horrory i przerażające baśnie.
„Kiedyś był tam tartak i dlatego to miejsce tak się nazywa. Teraz to piękny spacer nad wodą ścieżkami wiodącymi przez lasy. Powietrze jest tam świeże, a przede wszystkim... jest tam jedno z najskuteczniejszych lekarstw na świecie“ – powiedział tajemniczo Benek.
„Jakie?“ – Maksio z Majką zaczęli rozglądać się wokół siebie, czy nie zobaczą jakiejś tajemniczej postaci.
„Ciekaw jestem, co nam pokaże zwojownik“ – powiedział Benek, trzymając ich jeszcze przez moment w napięciu.
Powolutku ruszyli do Stratenskej píly. Majka nie mogła się napatrzeć na przepiękne drzewa, mchy i leśne ścieżki. Maksio nie mógł się nawdychać, a Kaszko nie mógł się nalatać.
„W takim powietrzu, to zupełnie inne latanie“ – stwierdził Kaszko.
„To wiecie już jakie jest najskuteczniejsze lekarstwo?“ – spytał Beniamin.
Wszyscy stanęli. Dzieci zaczęły intensywnie używać swoich nowych zwojów mózgowych i…
„Cisza…“ – wyszeptały.
„Wszyscy tu przyjeżdżają po ciszę“ – uśmiechnął się Benek.
„Cisza, powietrze, ruch, czysta woda... hmmm, raj“ – odparły dzieci.
„Przecież jesteśmy w raju“ – szepnął im do ucha Kaszko i wzbił się gdzieś pod niebo.
Maksio z Majką byli tak zmęczeni, że cichutko zasnęli pod drzewem. Kaszko wziął na ręce Maksia, a Beniamin Majkę i zanieśli ich do domu. Dzieci nie obudziły się nawet wtedy, gdy lecieli nad lotniskiem.
W domu położyły się do łóżeczek, a w oczach miały ten specyficzny, „mądraliński” błysk. Miały przecież o jeden zwój mózgowy więcej.



