
B ol krásny jesenný deň a Kaško už hodnú chvíľu sedel na parapetnej doske a bál sa. Ale nie, nebál sa výšok, veď vy viete, že Kaško je duch krajiny Haravara a ako vieme, duchovia sa výšok neboja. Teda niektorí áno, lebo boli aj takí duchovia, ako napríklad duch Maro, ktorý sa teda výšok bál a keďže nemohol lietať, tak sa z neho stal duch všetkých vlakov v krajine Haravara- ale o ňom niekedy inokedy.
Kaszko bał się o Maksia, którego obserwował zza szyby. Maksio już ponad godzinę krążył po pokoju, co chwilę przysiadał na łóżku, potem wstawał i coś mamrocząc znowu zaczynał chodzić tam i z powrotem, a teraz stanął na głowie i w tej pozycji dalej mamrotał.
Kaszko nie mógł już na to patrzeć i wleciał przez okno do środka, jak to mają w zwyczaju normalne duchy.

„Maksiu“ – nieśmiało odezwał się Kaszko.
„Jejkuuuuu“ – krzyknął Maksio i upadł na podłogę, szczęśliwie lądując wprost na pupie.
„Wybacz“ – powiedział trochę zawstydzony Kaszko.
„Kaszko, co tu robisz?“ – zapytał zaskoczony Maksio.
„Boję się“ – wypalił Kaszko.
„Tak“? – zdziwił się chłopiec.
„Tak“ – odrzekł duszek.
„I dlatego chcesz, żebym ja też się bał?“ – powiedział z pretensją Maksio, wstając z podłogi i przeciągając się, by trochę rozprostować kości.
„Nie, boję się o ciebie“ – odpowiedział Kaszko.
„O mnie?“ – spytał zdumiony Maksio.
„No!“ – potwierdził Kaszko.
„Dlaczego miałbyś się o mnie bać?“ – spytał Maksio i nie rozumiejąc obaw przyjaciela, pokręcił głową, a zaraz potem zrobił kilka ćwiczeń i znów zaczął chodzić dookoła pokoju.
„Obserwuję cię już od jakiegoś czasu i widzę, że zachowujesz się nieco dziwnie“ – powiedział Kaszko, siadając na kozetce, jak na psychoterapeutę przystało.
„To aż tak widać?“ – spytał chłopiec.
„Oczywiście!“ – odrzekł duszek.
„Jestem u kresu“ – wyznał Maksio, po czym otworzył okno i wziął głęboki oddech.
„Co się dzieje?“ – zapytał z troską Kaszko.
„Majka!“ – rzucił Maksio.
„Co z nią?“ – zapytał zaniepokojony Kaszko.
„Jutro ma urodziny!“ – wykrzyknął Maksio.
„Coooo?!“ – Kaszko aż podskoczył, to znaczy podleciał jakieś trzy metry do góry i gdyby nie był duchem, to z pewnością uderzyłby głową w sufit.
„Ma urodziny, a ja nie mam dla niej żadnego prezentu“ – zwierzył się Maksio.
„No to chodźmy do sklepu i kupmy coś” – zaproponował Kaszko i natychmiast zaczął szykować się do wylotu.
„Umówiliśmy się z Majką, że nie będziemy sobie kupować prezentów na urodziny, ale będziemy przygotowywać niespodzianki“ – rzekł smutno Maksio.
„Och, to wspaniale!“ – Kaszkowi aż zaświeciły się oczy.
„Byłoby wspaniale, gdybym miał jakiś pomysł“ – stwierdził markotnie Maksio.
„A nie masz?“ – spytał zdziwiony Kaszko, spoglądając na Maksia.
„Nie, nie mam i dlatego kręcę się po pokoju jak pies goniący własny ogon“ – odwarknął Maksio i znowu zaczął dreptać.
„Już rozumiem“ – pomyślał Kaszko.
„Sam nie wiem, chyba w końcu pójdę do sklepu, żeby jej cokolwiek dać na urodziny“ – powiedział zrozpaczony Maksio i zaczął szukać pieniędzy w szufladzie.
„Nie będzie tak źle!“ – raźnie odrzekł Kaszko.
„To znaczy?“ – spytał Maksio, grzebiąc dalej w szufladzie.
„Obiecałeś Majce niespodziankę?“ – spytał Kaszko.
„Obiecałem“ – smutno potwierdził Maksio i przestał przeszukiwać szufladę.
„Więc będzie ją miała“ – zdecydowanym tonem oznajmił Kaszko.
„Ale nie mam żadnego pomysłu“ – raz jeszcze wyżalił się Maksio.
„Co Majka lubi?“ – zapytał duszek.
„Lubi królewny“ – bez wahania odpowiedział Maksio.
„To dajmy jej szaty królewny“ – dumnie oświadczył Kaszko.
„A skąd je weźmiemy?“ – ostudził jego zapał Maksio.
„Albo przygotujmy dla niej królewską ucztę na jakimś zamku lub w pałacu“ – rozmarzył się Kaszko.
„To brzmi nieźle!“ – ucieszył się Maksio.
„W krainie Figle-Migle jest wiele pięknych zamków i pałaców“ – odpowiedział Kaszko, przeglądając w głowie mapę zamków.
„A niektóre z nich mają piękne ogrody!“ – dodał Maksio.
„Wprost stworzone na piknik!“ – wykrzyknął Kaszko z rozpłomienionymi oczami.
„Ale musielibyśmy przygotować sporo rzeczy i byliśmy już razem na pikniku“ – powiedział Maksio i znowu stanął na głowie.
„To prawda“ – przyznał Kaszko, który z nerwów zaczął huśtać się na żyrandolu.
„Albo kupmy jej czapkę z żelaznym daszkiem“ – wpadł na pomysł Maksio.
„A po co?“ – ostrożnie zapytał Kaszko, któremu wydało się, że Maksio wpadł na ten pomysł, bo zaszkodziło mu stanie na głowie.
„Po to, że Majka teraz często patrzy w niebo, interesuje się kosmosem i nieraz już potknęła się, a żelazo ciągnęłoby ją w dół i musiałaby patrzeć pod nogi“ – roześmiał się Maksio.
„Niezły pomysł“ – stwierdził Kaszko i sfrunął z żyrandola wprost na swój ulubiony parapet.
„Kaszko?“ – Maksio z zaskoczeniem spojrzał na przyjaciela.
„Tak?“ – odrzekł duszek.
„Wiesz, że był tylko żart“ – przestając się uśmiechać, powiedział Maksio, który już zauważył na twarzy Kaszka znany mu uśmieszek…
„Nie!“ – odparł Kaszko.
„Dobrze znam ten uśmiech“ – stwierdził Maksio.
„Chodź!“ – dziarsko powiedział Kaszko i Maksio nawet nie zdążył się zastanowić, a już lecieli i wylądowali w jakimś dziwnym miejscu.
„Cóż to jest?“ – rozejrzał się wokół Maksio.
„To, mój drogi przyjacielu, jest Muzeum Lotnictwa“ – z zagadkowym uśmiechem oznajmił Kaszko.
„Co?“ – zdumiał się Maksio.
„To Muzeum Lotnictwa w Koszycach, jedno z najciekawszych muzeów w krainie Figle-Migle“ – wyjaśnił Kaszko.
„Aha, a co tu robimy?“ – spytał Maksio, bo wciąż nie rozumiał, ale z zaciekawieniem zerkał na różne samoloty.
„No, kiedy powiedziałeś o tej czapce...“ – zaczął Kaszko.
„Chyba nie chcesz dać Majce jakiejś pilotki?“ – przerwał mu Maksio.
„Ależ nie!“ – obruszył się Kaszko.
„Ani jakiegoś śmigła?“ – dociekał Maksio, przyglądając się stojącym tam helikopterom i starym samolotom.
„To jej niepotrzebne“ – mruknął zamyślony Kaszko.
„To prawda, mama zawsze jej mówi, że biega, jakby miała śmigło w…“ – przyznał Maksio.
„To, co oprócz królewien, lubią dziewczyny?” – teraz Kaszko przerwał Maksiowi.
„Samoloty?“ – nieśmiało zgadywał Maksio, bo choć wydawało mu się to mało prawdopodobne, to w tym miejscu nic innego nie przychodziło mu do głowy.
„No może są i takie, które lubią samoloty“ – Kaszko spojrzał Maksiowi prosto w oczy, bo spodziewał się innej odpowiedzi.
„Śmigła?“ – próbował jeszcze raz Maksio.
„Lubią romantykę!“ – pouczył go Kaszko.
„Aha, a co to jest?“ – spytał Maksio.
„Na przykład, jeśli ktoś zrobi coś zaskakująco pięknego, co krzyczy na cały świat, że cię kocha“ – wyjaśnił na swój sposób Kaszko, czym jest romantyka.
„Te samoloty z pewnością krzyczą wszystko, tylko nie to, że cię kocham“ – powiedział Maksio, patrząc na wielkie koła, ogromne silniki i korpusy samolotów.
„A gdzie teraz często spogląda Majka?“ – nie dawał za wygraną Kaszko.
„No gdzie?“ – spytał Maksio, nie rozumiejąc pytania.
„No przecież w niebo!“ – krzyknął Kaszko i stuknął Maksia palcem w czoło.
„Czyli weźmiemy ją tam?“ – zapytał Maksio, wskazując na niebo.
„Wyobraź sobie, ty antyromantyku, że spojrzy w niebo, a tam będzie napisane: Kochamy Cię Majko, jesteś najwspanialsza!“ – z dumą wyjaśnił Kaszko.
„Jak to napisane?“ – Maksio już nic nie rozumiał.
„Kolorowym dymem“ – spokojnie tłumaczył Kaszko.
„A tak się da?“ – spytał Maksio i spojrzał na niebo.
„Oczywiście!“ – odpowiedział Kaszko, który zaczął przeglądać stojące i czekające samoloty, by znaleźć ten, który napisze na niebie: Majko, kochamy Cię, jesteś najwspanialsza!
„No to zbierzmy się do roboty, bo jeśli to się uda, Majka będzie zachwycona!” – wykrzyknął uszczęśliwiony Maksio i natychmiast próbował wsiąść do jednego z samolotów.
„Co robisz?!“ – wykrzyknął oburzony Kaszko.
„Chcę pisać na niebie“ – oświadczył Maksio, szukając startera i kolorowego dymu.
„Tym?!“ – zganił go duszek.
„Samolot jak samolot“ – odpowiedział Maksio, nie przestając szukać.
„Tym, nie!“ – niemal krzyknął Kaszko.
„To są samoloty bojowe“ – Kaszko poklepał samoloty, na których były zamontowane karabiny maszynowe, wyrzutnie rakietowe i nie wiem, jaka jeszcze broń.
„Jak to bojowe?“ – dopytywał się Maksio, który natychmiast wyskoczył z samolotu i dopiero wtedy zauważył te wszystkie wojskowe oznaczenia.
„To są samoloty, które naprawdę walczyły w różnych wojnach. Tu masz samoloty sprzed stu lat, które walczyły w pierwszej wojnie światowej“ – powiedział Kaszko, który na chwilę zamienił się w przewodnika po muzeum.
„Aha!“ – Maksio szerzej otworzył oczy, bo wyobraził sobie, jak te samoloty latały nad głowami jego praprapradziadków, a może nawet oni sami nimi latali.
„A tu są bombowce i myśliwce, które walczyły w drugiej wojnie światowej“ – powiedział Kaszko, ciągle czegoś wypatrując.
„Ależ one są ogromne!“ – powiedział Maksio i poklepał jeden z bombowców.
„I skuteczne“ – dodał Kaszko, a potem mruknął:
„Hmmm“.
„Nad czym tak się zadumałeś?“ – spytał Maksio.
„Nad tym, jakie to piękne maszyny i jak długo musieli ludzie pracować nad tym, by udało im się wzbić w powietrze i mogli nie tylko spojrzeć na ziemię jak ptaki, ale przekazywać też dobre wiadomości oraz pomoc…“ – odpowiedział z zadumą Kaszko i dodał:
„A potem ktoś zły doszedł do wniosku, że samoloty mogą też przenosić niedobre rzeczy“ – dodał.
„Nawet bomby!“ – powiedział Maksio i obaj się zadumali.
„Hmm, taki już jest ten świat“ – smutno stwierdził duszek.
„Niestety“ – przytaknął Maksio.
„Lećmy tym“ – Maksio poklepał samolot, który mu się spodobał.
„To jest helikopter, tym byśmy wiele na niebie nie namalowali“ – uśmiechnął się Kaszko.
„Ale tu są jakieś samoloty, które dobrze wyglądają“ – powiedział Maksio i wskazał sąsiednią halę pełną samolotów.
„To są prezydenckie samoloty, tymi nie powinniśmy latać“ – odparł Kaszko.
„Tymi latali prezydenci?“ – zapytał Maksio i pomyślał, że nie byłoby źle przelecieć się samolotem jak prezydent.
„Jest tu jeden. Widzisz ten z napisem Słowacja? Nim na pewno latało kilku prezydentów i ważnych osobistości“ – wskazał na wielki biały samolot z napisem Słowacja, który Maksio znał z telewizji, bo wysiadali z niego nie tylko prezydenci, ale także hokeiści i inni sportowcy oraz...
„A innymi nie?“ – nieśmiało spytał Maksio.
„No te inne prezydenci różnych krajów podarowali naszemu prezydentowi, którzy pochodzi z krainy Figle-Migle, ale był prezydentem wszystkich dziecięcych krain na Słowacji“ – wyjaśnił Kaszko.
„Naprawdę?“ – zdumiał się Maksio i zaczął oglądać samoloty oraz czytać na tabliczkach, skąd pochodzą.
„Mhm, a te maszyny, które mu podarowali prezydenci, przekazał muzeum, żeby mogły cieszyć oczy mieszkańców Figli-Migli“ – dokończył swoją opowieść Kaszko.
„Są naprawdę piękne, ale my wciąż nie wiemy, którym samolotem będziemy malować niebie“ – powiedział Maksio, przypominając, po co tu właściwie przyszli.
„Wiemy!“ – wykrzyknął Kaszko.
„Tak?“ – Maksio rozejrzał się wokół siebie, próbując odgadnąć, którym samolotem chce Kaszko malować na niebie.
„Jasne!“ – odpowiedział duszek.
„Którym?“ – dopytywał się Maksio.
„Tym!“ – zdecydowanie oznajmił Kaszko i wskazał samolot, który miał z przodu jakieś dziwne śmigła i wyglądał jak jakiś, no jakiś…, jak jakiś chrząszcz.
„Ale to jest mały samolot i ma takie płaskie skrzydła, i…“ – Maksio starał się zrozumieć, dlaczego Kaszko wybrał właśnie ten samolot.
„To samolot, który był używany między innymi do posypywania...“ – wyjaśnił Kaszko.
„Na przykład oblodzonych dróg?“ – spytał Maksio, bo wyobraził sobie, jak samolot posypuje z nieba drogi solą.
„Pewnie, kiedy drogi były oblodzone, to samolot latał nad nimi i posypywał auta solą“ – powiedział z przekąsem Kaszko i postukał się w czoło.
„A potem zeżarł je rdzewiarz samochodziarz“ – dodał ironicznie Maksio.
„Kto? Rdzewiarz samochodziarz?“ – dopytywał Kaszko.
„No, to jest taki potwór, który zjada posolone samochody“ – powiedział Maksio, który próbował obrócić w żart swój pomysł o posypywaniu drogi solą z samolotu.
„Sam jesteś rdzewiarz samochodziarz!“ – roześmiał się Kaszko i dodał: „Ten samolot opryskiwał pola, kiedy jakaś zaraza niszczyła rośliny“.
„A teraz?“ – spytał Maksio.
„A teraz tam, gdzie wsypywano środki do opryskiwania...“ – zaczął tłumaczyć Kaszko.
„Damy farbę!“ – Maksio aż podskoczył z radości, bo zrozumiał, jak będą pisać na niebie.
„No nazwijmy to farbą...“ – zgodził się Kaszko.
„No to bierzmy się do roboty! – ze zniecierpliwieniem krzyknął Maksio i natychmiast chciał wsiąść do samolotu, by wystartować.
„Ja się biorę“ – oznajmił Kaszko i poleciał w odwrotnym kierunku, niż stał samolot.
„Ależ, Kaszko“ – Maksio nie rozumiał, co robi jego przyjaciel duszek.
„Co?“ – Kaszko stanął w locie.
„Samolot do pisania jest tam“ – zwrócił mu uwagę Maksio i wskazał wybrany przez Kaszka samolot.
„A tu są przyrządy, które musimy włączyć“ – rzekł Kaszko, pokazując coś w drugim pomieszczeniu.
„Jakie znowu przyrządy?“ – wytrzeszczył oczy ze zdziwienia Maksio i pomyślał, że tego napisu na niebie chyba nigdy nie zrobią.
„W tamtej wieży, przyjacielu, są stare przyrządy niezbędne każdemu pilotowi“ – powiedział Kaszko i wskazał wieżę w pobliżu lotniska Koszyce.
„Czyli co jest w tej wieży?“ – zaciekawił się Maksio.
„Są tam najczulsze przyrządy przewidujące pogodę, które potrafią też przewidzieć, jakie będą chmury i...“ – tłumaczył duszek.
„Ale tego można dowiedzieć się też z prognozy pogody?“ – przypomniał Kaszkowi Maksio.
„Prognoza pogody mówi o tym, jak będzie na ziemi“ – odparł Kaszko.
„A my lecimy troszkę wyżej, jasne!” – zrozumiał Maksio.
„No właśnie!“ – potwierdził Kaszko.
„To, czemu nie idziemy do tej wieży?“ – spytał Maksio.
„Tam by nas nie wpuszczono, ale na szczęście tu w muzeum jest ekspozycja przyrządów lotniczych, więc wszystko przygotujemy sobie tutaj“ – oznajmił Kaszko, który już sprawdzał, które przyrządy trzeba włączyć.
„I możemy jutro polecieć?“ – spytał Maksio.
„Myślę, że możemy nawet dzisiaj“ – tajemniczo uśmiechnął się Kaszko.
„W takim razie skoczę po Majkę!“ – rozpromienił się Maksio i rzucił się w stronę wyjścia.
„Ani mi się waż! Musimy to zrobić jak należy!“ – powstrzymał przyjaciela. Kaszko i zastąpił mu drogę swoim półprzezroczystym ciałem.
Kaszko zaprowadził Maksia do kolejnej części muzeum, w której były piękne stare samochody.
„Ale ja nie mogę prowadzić!“ – powiedział z żalem Maksio.
„Ale ja mogę!“ – odparł Kaszko.
„Ale jesteśmy przecież w muzeum“ – powiedział smutno Maksio, bo dobrze wiedział, że z muzeum nic nie wolno zabierać.
„Nie zapominaj, że jestem duchem Figli-Migli!” – triumfalnie obwieścił Kaszko.
W tym momencie pojawił się przed nimi duch ubrany w dziwne ogrodniczniki i w starej pilotce na głowie, który wciąż się uśmiechał i trzymał w zębach wykałaczkę.
„Oto mój kuzyn Gwiazdomił“ – powiedział Kaszko i padli sobie z Gwiazdomiłem w objęcia.
„Ogromnie mi miło, jestem Maksio“ – grzecznie przedstawił się chłopiec.
„Znowu przyszedłeś polatać?“ – spytał Gwiazdomił i spojrzał bacznie na kuzyna.
„Owszem, ale nie ot, tak sobie polatać“ – wyznał Kaszko i mrugnął do Gwiazdomiła.
„Jak to, nie ot, tak?“ – zdziwił się kuzyn.
Kaszko zaczął tłumaczyć Gwiazdomiłowi, co przygotowują z Maksiem dla Majki i, że musi napisać na niebie: Kochamy Cię, Majko, jesteś najwspanialsza!
I wtedy się zaczęło.
Gwiazdomił pożyczył Maksiowi stary rower z ekspozycji, Kaszkowi pozwolił prowadzić przepiękne stare auto, jakie można zobaczyć tylko na tych starych uroczych filmach i wyruszyli po Majkę.
Majka była trochę zaskoczona, ale przy Kaszku już przywykła do różnych rzeczy.
Wsiadła do samochodu i pojechali w stronę lotniska Figli-Migli, gdzie znajduje się Muzeum Lotnictwa. Kiedy się do niego zbliżali, właśnie odlatywał samolot z turystami udającymi się na wczasy.
Majka spojrzała w górę i zamarzyła, by polecieć na takie wczasy, a wtedy o mało nie zemdlała z wrażenia.
Po niebie latał samolot i pisał różnymi kolorami:
Majko, kochamy Cię, jesteś najwspanialszą przyjaciółką i siostrą!
Kiedy Majka doszła do siebie, zauważyła, że w samolocie ktoś siedzi, wyjęła z torebki lornetkę i…
„Jasne, Kaszko!“ – schowała lornetkę, uśmiechnęła się od ucha do ucha i zaczęła do niego machać.
Na starym pięknym rowerze podjechał do niej Maksio z ogromnym bukietem kwiatów w ręce.
„To są moje najpiękniejsze urodziny! Jesteś najlepszym bratem na świecie!“ – powiedziała Maksiowi Majka, a potem krzyknęła do Kaszka na niebie: „A ty najlepszym duchem na świecie!“
Gdy Kaszko wylądował, poszli do Muzeum Lotnictwa i słuchali Gwiazdomiła, który im opowiadał niesamowite historie o tych wszystkich samolotach, samochodach i przyrządach, które można oglądać w Muzeum Lotnictwa w stolicy krainy Figle-Migle.



