Kaszko i lecznicza jaskinia

Posłuchaj całej bajki.

Z         

a oknem jeszcze było ciemno, słońce nie spieszyło się, by wstać, po niebie powoli, jakby od niechcenia, przesuwały się chmury. Maksio i Majka słuchali pięknej melancholijnej muzyki, która pasowała do tej pogody, aż tu nagle...

Trzask, buch, krach, pac, prask…

„Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaau“ – ozwało się nie wiadomo skąd.

„Co to było?“ – przestraszyła się Majka i rozejrzała po pokoju, szukając, kto tak strasznie krzyknął.

„Nie wiem, ale szybko się schowajmy“ – powiedział Maksio, chwycił Majkę za rękę i wciągnął za szafę.

„Słyszysz coś?“ – po chwili nieśmiało dziewczynka zapytała brata.

„Nie“ – wyszeptał Maksio.

„Dom się zawalił?“ – zapytała powoli Majka, a oczy zaokrągliły się jej ze strachu.

„Ależ nie!“ – uspokajał Maksio siostrę.

„Skąd wiesz?“ – zapytała Majka i delikatnie stuknęła pantoflami w podłogę, żeby sprawdzić, czy jeszcze się trzyma.

„Bo siedzimy za szafą“ – odpowiedział Maksio i stuknął się w czoło.

„To prawda“ – uspokoiła się Majka.

„No widzisz“! – jeszcze wciąż ściszonym głosem odpowiedział Maksio i powoli podniósł wzrok, by przekonać się, co też tak trzasnęło.

„To, co się stało?“ – znowu zapytała Majka.

„Nie wiem… pssst“ – Maksio położył palec na ustach i nasłuchiwał.

„Co się dzieje?“ – zapytała i obejrzała się przestraszona Majka.

„Słyszysz?“ – cichutko zapytał Maksio.

„Ktoś ciężko oddycha, kicha i chrypi“ – starała się rozpoznać wszystkie dźwięki Majka.

„Brzmi, jakby był tu ktoś chory“ – zauważył Maksio i ośmielił się wyjrzeć.

„To ja“ – zabrzmiało gdzieś z podłogi.

„Słyszałaś to?“ – Maksio już ośmielił się rozejrzeć po całym pokoju.

„To było cichuteńkie“ – powiedział Majka i na tyle zebrała się na odwagę, że wyjrzała jednym okiem.

„I chrypiące“ – dodał Maksio, który wciąż szukał tego nieznanego stwora.

„Ale brzmiało tak, jakby ktoś coś powiedział...“ – starała się przypomnieć sobie cichuteńkie słowa Majka.

„To ja – Kaszko“ – zabrzmiało już ciut głośniej.

Dzieci wybiegły zza szafy i zobaczyły swojego przyjaciela – ducha Kaszka, który leżał na podłodze. Maksio natychmiast pochylił się nad nim, a Majka była tak zaskoczona, że nie mogła się ruszyć. Kaszko zazwyczaj polatywał sobie po pokoju, a nie leżał na podłodze.

„Kaszko, co ci się stało?“ – przerwał chrypienie, milczenie i sapanie Maksio.

„Chyba jestem chory“ – syknął Kaszko jakby miał w gardle parowóz bez pary.

„My cię szybko wyleczymy“ – krzyknęła wciąż jeszcze zaskoczona Majka i pobiegła do kuchni.

„Znalazłam!“ – krzyknęła i paru sekundach już wlewała Kaszkowi do ust miodek i jakieś lekarstwo, a także nastawiła wodę na herbatę.

„Przyjaciele, to mi nie pomoże“ – żałośnie powiedział się Kaszko i usiadł na swoim ogonku.

„Skąd wiesz?“ – surowo zapytała Majka, która chciała mu podać kolejną łyżeczkę miodu i mięty oraz czegoś fioletowego.

„No, bo my duchy nie chorujemy na to, na co wy chorujecie“ – Kaszko starał się wyjaśnić Majce swój opór.

„A na co?“ – zapytała dziewczynka.

„No my chorujemy…“ – Kaszko chciał coś powiedzieć, ale Majce rozbłysły oczy i podsunęła mu swoją małą kozetkę.

„Dziękuję, jestem wdzięczny, że...“ – wyszeptał Kaszko.

„Połóż się tu na kozetce i opowiedz mi coś o swoim dzieciństwie“ – powiedziała Majka, a potem oboje z Maksiem usiedli obok Kaszka z zeszytami i piórami w rękach.

„Dlaczego miałbym ci opowiadać coś o swoim dzieciństwie?“ – nie rozumiał Kaszko.

„Widziałam taki film o lekarzu, który leczył choroby duszy w ten sposób, że ktoś kładł się na kozetce, opowiadał o swoim dzieciństwie i…“ – powiedziała Majka.

„Ale ja nie mam chorej duszy“ – niemal obrażony odrzekł Kaszko, a ogon zaczął mu się jakoś dziwnie trząść, jakby chciał odlecieć, ale nie miał na to siły.

„Ale jesteś duchem…“ – nie dawała za wygraną Majka.

„I dlatego mam choroby duchów, a nie duszy“ – starał się, jak najbardziej zrozumiale wyjaśnić Kaszko.

„Aha, a jak się leczy takie choroby?“ – zapytały dzieci i znowu chwyciły w ręce zeszyty i pióra, by zanotować odpowiedź.

„Wiecie, my duchy wprawdzie chętnie latamy, ale kiedy dopadnie nas jakaś choroba, to musimy leczyć się pod ziemią“ – powiedział Kaszko i stuknął ogonkiem w podłogę.

„Czyli mamy zagrzebać cię pod ziemią?!“ – nie wierzyła własnym uszom Majka.

„Jak ziemniaki?“ – zapytał Maksio, który chciał się włączyć do rozmowy, ale nie bardzo mu się udało.

„Ależ nie, przestańcie, bo zaczynam się bać!“ – poprosił dzieci Kaszko.

„To, co mamy zrobić?“ – zapytali Majka i Maksio.

„Potrzebuję speleoterapii“ – bez wahania oznajmił Kaszko.

„A gdzie ją można kupić?“ – dzieci wstały z podłogi gotowe, by niezwłocznie kupić to, o czym nigdy wcześniej nie słyszały.

„Nie wiecie, co to jest?“ – nie mógł uwierzyć Kaszko.

„Nie!“ – odpowiedzieli chórem Maksio i Majka.

„To leczenie się w jaskini“ – wyjaśnił Kaszko.

„W jaskini?“ – spojrzeli na siebie najlepsi przyjaciele Kaszka, bo nie wierzyli własnym uszom i myśleli, że ma halucynacje.

„W jaskiniach jest doskonała temperatura, są w nich różne minerały i powietrze, i… jednym słowem, my duchy z Figli-Migli leczymy się w pewnej nadającej się do tego jaskini już od kilku tysięcy lat“ – wyjaśnił Kaszko, lecz Maksio i Majka nadal z niedowierzaniem kręcili głowami.

„A gdzie to jest?” - Maxík pierwszy oprzytomniał.

„W Jaskini Gombaseckiej“ – uściślił duch.

„Ale ty nie możesz latać“ – zauważył Maksio.

„No nie mogę“ – przyznał Kaszko, patrząc na swoje niemal bezwładne ciało.

„To jak się tam dostaniemy?“ – nieśmiało zapytała Majka.

„Pociągiem do Rožňavy i autobusem do Gombaseku“ – Kaszko wyciągnął swoją chorą rękę i pokazał im na mapie, gdzie to jest.

„Wchodzę w to!“ – powiedziała Majka i wstała z podłogi, a potem odłożyła pióro i psychoterapeutyczny notatnik.

Dzieci spakowały się z szybkością światła, wzięły na barana ducha Kaszka, który jak na prawdziwego ducha przystało, waży zaledwie 16 gramów i oczywiście jest niewidzialny dla wszystkich, oprócz – rzecz jasna – Majki i Maksia. Podróżowali dokładnie tak, jak im powiedział Kaszko i dotarli do jakiegoś niezwykle pięknego miejsca.

„Kaszko, ale to nie wygląda jak jaskinia, ale jak jakiś super park zabaw dla dzieci“ – powiedziała Majka, rozglądając się wokoło szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. Nie mogła pojąć, jak to się stało, że jeszcze nigdy nie przyjechali się tu pobawić.

„No, bo przecież to jest Gombasecký areál, do którego przyjeżdżają przede wszystkim rodziny z dziećmi“ – odpowiedział Kaszko.

„A skąd to wiesz?“ – zapytały dzieci.

„Byłem tu niedawno odwiedzić Kleofasa“ – bez namysłu odpowiedział Kaszko.

„Kogo?“ – niemal równocześnie zapytały dzieci.

„Mojego kumpla ducha, który też tu się leczył“ – wyjaśnił duszek.

„Ale gdzie jest ta jaskinia?“ – spytał, szukając dziury w ziemi Maksio.

„Tu na tej górce! Musimy tylko okrążyć to śliczne jeziorko, przejść koło tych drewnianych wiat biwakowych i...“ – jednym tchem wyrzucił z siebie Kaszko.

„Czego?“ – spytała Majka, przerywając jego słowotok.

„Tu przychodzą rodziny, żeby piec kiełbaski i miło spędzać czas“ – wyjaśnił Kaszko.

„Aha!“ – zrozumieli Majka i Maksio.

„A potem koło tych rzeźb i już będziemy na miejscu“ – dokończył opis marszruty Kaszko.

„Ale chyba już jest zamknięte“ – markotnie rzekł Maksio i zaczął martwić się o Kaszka, który był coraz słabszy.

„No i właśnie o tom nam chodzi“ – odpowiedział Kaszko i mrugnął jednym okiem, bo tylko na tyle miał sił.

„Tak?“ – zdziwiły się dzieci.

„No, bo my duchy leczymy się trochę niżej w korytarzach, których wy – ludzie nie zwiedzacie“ – wyznał duszek.

„Jak to?“ – spytała Majka nieco urażona, że figlo-miglskie duchy znów mają jakiś przywilej.

„Żadna jaskinia nie jest cała dostępna dla turystów“ – zaczął tłumaczyć Kaszko.

„Jasne“ – przytaknęły dzieci i dodały: „bo są tam miejsca, przez które by nie przeszli“.

„Albo są pod wodą“ – zauważył Kaszko.

„Albo są bardzo ciasne“ – uzupełnił Maksio.

„Albo niebezpieczne“ – dorzuciła Majka, a oczy się jej aż zaiskrzyły.

„I w jednym z takich korytarzy my się leczymy, ale uwaga, dzisiaj spotkamy kogoś, kogo jeszcze nie spotkaliście, a nawet nie słyszeliście, że żyje w Figlach-Miglach“ – powiedział Kaszko i na chwilę zamilkł, jakby przypomniał sobie coś bardzo ważnego.

„Kogo?“ – dopytywały się dzieci.

„Poczekajcie, zobaczycie“ – odparł Kaszko.

Kaszko wyjął z kieszeni jakąś piszczałkę, zagrał na niej melodię i po krótkiej chwili pojawiły się obok nich dwa nowe duchy. Okazało się, że byli to opiekunowie jaskini. Trochę kręcili nosami na to, że do jaskini mają wejść także Maksio i Majka, ale kiedy Kaszko za nich zaręczył, a dzieci udowodniły, że są naprawdę wyjątkowe, bo widzą duchy, pozwolili im wsiąść na jakieś wózki, przypominające te szpitalne, ale pozbawione kółek i wyruszyli.

To znaczy, polecieli wprost pod ziemię.

„Stooooooooooooooooooooooooooop“ – nagle ostatkiem sił krzyknął Kaszko i wszyscy się zatrzymali.

„Zapomnieliśmy o tym“ – powiedział Kaszko, wskazując na ścianę i dzieci.

„A co to jest?“ – zapytał Maksio, kiedy Kaszko podał mu jakąś paczuszkę.

„Magiczna roślina, dzięki której będziecie mogli przenikać przez ściany“ – oznajmił duszek.

Maksio z Majką żuli roślinę i wyobrażali sobie, co by było, gdyby ich Kaszko nie zatrzymał. Pewnie naprawdę musieliby leczyć się w tej jaskini.

Po krótkiej chwili już lecieli do podziemi. Przelecieli przez piękne korytarze i komnaty Jaskini Gombaseckej. Dowiedzieli się, że jest tu nawet pewien stalaktyt czy stalagmit albo jakiś inny stala coś tam, którego pogłaskanie przynosi szczęście, a w innych jaskiniach takich nie ma.

„Kaszko?“ – zapytała Majka.

„Tak?“ – resztką sił odpowiedział Kaszko.

 „A ludzie tu się nie leczą?“ – zapytała dziewczynka.

„Myślisz o leczeniu tą naszą metodą?“ – słabym głosem spytał Kaszko.

„No“ – odparła Majka.

„Leczyli się, ale teraz robi to niewielu“ – uśmiechnął się Kaszko, bo najwyraźniej to, że ludzie już rzadziej leczą się w jaskiniach, odpowiada duchom krainy Figle-Migle.

„A dlaczego?“ – dociekała Majka.

„Nie wiem“ – przyznał Kaszko i dodał: „a przy tym Jaskinia Gombasecka była pierwszą jaskinią wykorzystywaną do speleoterapii nie tylko w Figlach-Miglach, ale także w ościennych krainach“.

„Świetnie“ – rozmarzonym głosem powiedziała Majka, która już się cieszyła na te jaskiniowe przygody.

„Przed kilku laty nawet wpisano tę jaskinię na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego“ – przypomniał sobie jeszcze Kaszko.

„A to dlaczego?“ – spytał Maksio

„Bo to piękna jaskinia i są w niej skarby, których nie znajdziesz nigdzie na świecie“ – odpowiedział, uśmiechając się pod nosem Kaszko.

„Jakie?“ – zapytały zaciekawione dzieci.

„To, co nas leczy“ – oznajmił Kaszko z jeszcze bardziej tajemniczym uśmiechem i wydawało się, że już zaczyna zdrowieć.

„A co to jest?“ – dalej dopytywały się dzieci.

„To!“ – wykrzyknął Kaszko.

Majka z Maksiem rozejrzeli się dookoła i nie mogli uwierzyć własnym oczom.

„Czyli? Co to jest?“ – zapytali.

„To są makarony krasowe“ – odpowiedział Kaszko, najmądrzej jak potrafił.

„Co?“ – zapytały kompletnie zdezorientowane dzieci.

„To są takie cienkie specjalne rureczki“ – starał się wyjaśnić niewytłumaczalne zjawisko Kaszko.

„Jak słomki?“ – spytał Maksio.

„Dokładnie tak, ale są z pewnego minerału i…“ – zaczął naukowy wykład duszek

„A jak was leczą?“ – zapytał niecierpliwie Maksio, bo nie mógł sobie wyobrazić, jak to, co sterczy ze ściany niczym cieniutkie słomki lub małe nacieki, może leczyć.

„No…“

Nie dokończył Kaszko, bo wtedy spoza pewnej wielkiej skały wynurzył się olbrzym i powoli się do nich zbliżał.

„Dzień dobry, panie Kaszko“ – powiedział tak głębokim głosem, jakim potrafią mówić tylko recytujący coś aktorzy, a Majka o mało nie umarła ze strachu.

„Cześć, Krasoniu!“ – grzecznie przywitał go Kaszko.

„Krasoń?“ – Majka nie wierzyła własnym uszom.

„To nie dlatego, że jest pełen krasy, ale dlatego, że jest olbrzymem Słowackiego Krasu, w którym właśnie jesteśmy“ – szepnął Majce do ucha Kaszko tak, by Krasoń nie usłyszał.

„Aha, no to wszystko jasne, choć olbrzyma tu pod ziemią się nie spodziewałam“ – wyznała Majka i zaczęła normalnie oddychać, a strach znikł z jej oczu.

„Wyobraź sobie, co by się stało, gdyby pojawił się nad ziemią“ – zaśmiał się Kaszko.

„Wolę sobie tego nie wyobrażać“ – odezwał się w końcu Maksio, który do tej pory siedział na pupie z otwartymi oczami i ustami.

„Możemy?“ – zapytał Krasoń.

„Oczywiście“ – powiedział Kaszko i szeroko rozpostarł ramiona.

Krasoń chwycił Kaszka jedną ręką, podniósł go do jednego z makaronów i wyburczał:

„W części Jaskini Gombaseckiej, do której wchodzą ludzie, są takie makarony długie na trzy metry“.

„Jejku!“ – Majka i Maksio nie znaleźli innej odpowiedzi.

„Ale te tutaj mają nawet sześć metrów, widzicie?“ – pokazał ręką dookoła Krasoń, a dzieci dopiero teraz uświadomiły sobie, w jak pięknym miejscu się znalazły, jakie baśniowe kształty je otaczają.

„Niektóre z nich są specjalne“ – zaśmiał się Kaszko, który był już w wyraźnie lepszym humorze.

„Specjalne?“ – zapytały dzieci, nie wiedząc czego się spodziewać.

I wtedy zobaczyły, jak Krasoń przyłożył Kaszka do jednego makaronu, z którego duszek normalnie zaczął coś pić przez tę rurkę, jakby ziemia była szklanką soku, a to była słomka.

„Matka Natura ma wiele tajemnic, liczne z nich kryją się właśnie w wodzie i pod ziemią, a to jest jedna z nich“ – mrugnął do nich Krasoń.

„Ale numer!“ – Maksio i Majka nie wierzyli własnym oczom.

„Lepiej panu, panie Kaszko?“ – zapytał uprzejmie Krasoń.

„Już odzyskuję siły“ – odpowiedział Kaszko.

„Matka Ziemia wie, co jest panu potrzebne“ – powiedział olbrzym i leciutko poklepał Kaszka po ramieniu.

„No to powoli mogę zbierać się do odlotu“ – oznajmił Kaszko i już chciał wypowiedzieć jakieś zaklęcie...

„Ha-ha-ha!“ – roześmiał się olbrzym Krasoń tak głośno, że pewnie usłyszeliby go wszyscy zwiedzający jaskinię, gdyby w niej byli.

„Powiedziałem coś śmiesznego?“ – spytał Kaszko, bo nie rozumiał skąd ta salwa śmiechu.

„Pana leczenie dopiero się zaczyna“ – szepnął mu do ucha Krasoń.

„Ale my do wieczora musimy wrócić do domu“ – przypomniała Majka.

„Nie bójcie się, teraz przejdziemy do innej części, do pewnej komnaty, którą w dzień zwiedzają ludzie i podziwiają małe makarony, myśląc, że to tylko małe nacieki“ – uśmiechnął się ubawiony ludzką niewiedzą Krasoń.

„A nie są?“ – zapytał z rezerwą Maksio.

Krasoń tylko się uśmiechnął, znowu wziął Kaszka na ręce, posadził go na wózku i pchał ta szybko, że Majka z Maksiem nie nadążali za nim nawet biegiem.

Nagle wózek zatrzymał się, a właściwie zatrzymał go jakiś sznur czy lina, a kiedy Maksio i Majka spojrzeli na koniec tej liny, byli kompletnie zaskoczeni.

„Co nigdy jeszcze nie widzieliście krasnoludków?“ – wykrzyknął wesoły krasnoludek w niebieskich spodniach na szelkach i w dziwnej czapce na głowie.

„Tylko w bajkach“ – nic więcej nie mogła z siebie wydusić zszokowana Majka, a Maksio tylko stał i patrzył.

„Aha, nowicjusze!“ – klasnął rękami w kolana krasnoludek.

„To są ludzie“ – przedstawił nowicjuszy Kaszko.

„Zaraz, zaraz..., a co robią tu, w naszej części jaskini?“ – spytał krasnoludek i spojrzał nieufnie oraz podejrzliwie na dzieci.

„No…” – próbował wyjaśnić Kaszko.

„I jak to możliwe, że nas widzą?“ – zdumiały się wszystkie krasnoludki w jaskini, które dotychczas w ogóle nie zwracały uwagi na Maksia i Majkę, bo myślały, że ich nie widzą.

„Po prostu to potrafią“ – stanowczym głosem powiedział Kaszko.

„Są wyjątkowi?“ – zapytał jeden z krasnoludków i spojrzał na Maksia oraz Majkę.

„Są“ – potwierdził Kaszko i objął przyjaciół.

„No to, proszę bardzo“ – pokazał gdzieś w dal krasnoludek.

Maksio, Majka, Kaszko i dwa krasnoludki weszli do komnaty, do której wy też możecie wejść, jeśli wybierzecie się do Jaskini Gombaseckiej, i zauważyli na ścianach mnóstwo małych nacieków, małych rurek, a za nimi z 15 krasnoludków.

„Pssst“ – usłyszeli dźwięk, a w rękach krasnoludków pojawiły się małe młoteczki, bo każdy szanujący się krasnoludek musi mieć młoteczek, którymi zaczęły na tych naciekach wystukiwać piękną melodię.

„Nie wiem, jak to robią, że nie rozbijają tymi młoteczkami nacieków“ – wyszeptała Majka.

„Te młoteczki krasnoludki robią ze specjalnego kryształu zwanego koriolankiem“ – powiedział Kaszko i pokazał dzieciom jeden z kamieni w skale.

„Jakiego?“ – zapytał Maksio.

„Koriolanka“ – powtórzył Kaszko.

„Ale taki kryształ nie istnieje“ – uśmiechnął się Maksio, który sporo wiedział o kamieniach.

„Hmmm, wy takiego nie znacie, ale – jak widzisz – istnieje“ – powiedział Kaszko i zaczął się kołysać w rytm wybijanej młoteczkami melodii.

Wszyscy umilkli i pozwalali, by muzyka ich leczyła.

Nagle spostrzegli, że jest zupełnie cicho. Krasnoludki już skończyły grać.

Dzieci i Kaszko powoli otworzyli oczy.

„Panie Kaszko i jego szanowni przyjaciele, sądzę, że teraz powinniśmy zrobić ostatnią rzecz” – powiedział jeden z krasnoludków z takim figlarnym uśmieszkiem, jaki miewają w bajkach.

„Czyli?“ – spytał Kaszko.

„Porządnie się zanurzyć“ – odparł krasnoludek.

„Nieeeeeeeeeeeeeeeeee!“ – krzyknęła Majka.

„Coś się stało, panienko?“ – zaskoczony jeden z krasnoludków zapytał Majkę.

„Ja tylko się zmartwiłam, że nie mam stroju kąpielowego i nie mogę się zanurzyć w wodzie“ – szybko powiedziała Majka.

„Zanurzyć się w sobie“ – uspokoił ją krasnoludek.

„W sobie?“ – tego nie rozumiał nawet Kaszko.

„Mamy tu specjalnie na to przeznaczone miejsce“ – powiedział krasnoludek, gdy powoli wyszli z jaskini i wskazał jakieś miejsce poniżej w dolinie.

„Stary klasztor z folwarkiem, wieżą i…” – opisał miejsce dalszej kuracji krasnoludek.

„Jasne, już lecę…“ – powiedział Kaszko i rozpostarł ramiona.

„Ale pan jeszcze nie może latać!“ – powstrzymał go krasnoludek.

„To jak się tam dostaniemy?“ – spytał Kaszko.

„Chodźcie“ – powiedział krasnoludek i westchnął nad niewiedzą kuracjusza.

Krasnoludki wyprowadziły przyjaciół z jaskini i pokazały jakąś wieżę.

„Mamy skoczyć?“ – spytała przestraszona Majka.

Krasnoludki tylko zaśmiały się i zniknęły.

Maksio uważnie przyjrzał się tej wieży i wykrzyknął:

„Przecież tam jest tyrolka!“

„Co jest?“ – spytał Kaszko, bo teraz on nic nie rozumiał.

„To kolejka linowa“ – odpowiedział Maksio i pokazał na liny, które biegły z wieży gdzieś w dół.

„Jak to kolejka linowa?“ – dopytywała się Majka, łapczywie łapiąc powietrze.

„Tu się wpinasz, a ona zwozi cię gdzieś po tej linie“ – tłumaczył Maksio, który wyraźnie cieszył się na przejażdżkę.

„Nie gdzieś, ale o ile widzę, wprost do starego klasztoru“ – wtrącił Kaszko.

Majka z Maksiem wnieśli 16-gramowego Kaszka na wieżę, wpięli i spuścili w dół.

„Tyrolka to fantastyczna rzecz!“ – wykrzyknął Maksio.

„Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee“ – krzyknął do nich Kaszko, gdy zjechali po linie. Takiej kolejki nie ma w całej okolicy, dowiezie nas aż do starego klasztoru.

Kiedy zjechali, zobaczyli jakieś dziwne okno i znakomicie zakonserwowane ruiny klasztoru.

„Czy wy, duchy, przychodzicie tu medytować?“ – zapytała Majka.

„Medytować też“ – odpowiedział Kaszko, który wreszcie był w znajomym miejscu, i dodał „ale mamy tu taką rzecz“.

„Jaką?“ – zapytali Maksio i Majka, spodziewając się kolejnej niespodzianki.

„Spójrzcie na tę ścianę“ – powiedział Kaszko i wskazał ręką jedną ze ścian.

„Ręka“ – powiedziały równocześnie dzieci, bo faktycznie na ścianie widać było piękną dużą rękę, która pewnie zachowała się z większego malowidła.

„Co ona robi?“ – niepewnie zapytała Majka.

„Wygląda, jakby cię głaskała“ – powiedział Maksio, przyglądając się ręce..

„Uważaj na siebie – to magiczna ręka, pod którą my, duchy, możemy zamknąć oczy, o niczym nie myśleć i nic się nam nie stanie“ – wyjaśnił Kaszko.

„Ta magiczna ręka nad wami czuwa?“ – zapytała Majka.

„Właśnie!” – odpowiedział Kaszko i usiadał pod tajemniczą ręką, która zachowała się na ścianie jednego z wciąż istniejących murów. Zamknął oczy i leczył się.

„A my co?“ – spojrzały na siebie nawzajem dzieci.

„Patrz!“ – powiedział Maksio, coś wskazując.

Tuż obok był mały pałacyk z kawiarenką i jakimś oknem, które nie było wmurowane w ścianę, lecz stało na ziemi.

„Co to za okno?“ – zapytała Majka.

„Kaszko nam pewnie nie powie, więc się przekonajmy“ – powiedział Maksio i ruszył w stronę okna.

„Ekstra, pewnie czarodziejskie“ – zaszczebiotała Majka, podchodząc do okna.

„Ktoś wymyślił takie okno historii, kiedy przez nie spojrzycie na klasztor, to zobaczycie, jak dawniej wyglądał” – wyjaśnił Kaszko.

„To fantastyczne!“ – zachwyciła się Majka.

Maksio z Majką zamówili herbatę i pyszny sok, spojrzeli przez okno, wstąpili jeszcze do klasztoru, by obejrzeć małą wystawę przedmiotów znalezionych tu podczas renowacji.

„Musimy zabrać tutaj mamę i tatę“ – powiedziała Majka.

„Przynajmniej na cały dzień“ – dodał Maksio.

„Jasne, wybawimy się tu za wszystkie czasy“ – stwierdziła Majka.

„A jeszcze nie byliśmy na wieży widokowej“ – powiedział Maksio, który odkrył kolejną ciekawostkę.

„Ani w tych częściach jaskini, które zwiedzają ludzie“ – przypomniała Majka.

Gdy tak patrzyli na stojące okno, zasnęli i nawet nie zauważyli kiedy wyleczony i zrelaksowany Kaszko zaniósł ich do łóżeczek w domu.

Nie chce się wam czytać? Włączcie nagranie.

Spoznajte čarovné miesta z príbehu

Bajeczne nowości

Chcecie być zawsze na bieżąco i wiedzieć o każdej akcji w waszej okolicy lub otrzymać aktualny pomysł na świetną wycieczkę? Zostawcie nam swój e-mail, a nic istotnego ze świata Haravara wam nie umknie.
Košice Región Turizmus,
Bačíkova 7,
040 01 Košice, Slovakia
Tłumaczenia strony internetowej na język polski, angielski i węgierski zostały zrealizowane dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Turystyki i Sportu Republiki Słowackiej.
cross