

Na zewnątrz pięknie świeciło słonko, a Maksio z Majką siedzieli. Majka czytała swoje ulubione książki, a że była molem książkowym, to czasami czytała kilka książek naraz.
Z jednej przeczytała wierszyk, z drugiej jakieś krótkie opowiadanie, ale teraz rozpływała się nad tym, jak pięknie niegdyś ludzie umieli pisać, bo właściwie nie pisali liter, lecz je malowali... a tu nagle trzask!
Majka obejrzała się i zobaczyła, jak Maksio zatrzasnął swój zeszyt o rycerzach.
„Co się stało?“ – zapytała przestraszona Majka, spoglądając na brata.
„Nic się nie stało, tylko tak sobie myślę, że właściwie jestem rycerzem i...“ – odparł chłopiec.
„Jasne, przecież w Kráľovskim Chlmcu dawni królowie krainy Figle-Migle pasowali cię na rycerza“ – potwierdziła Majka.
„No i od wtedy nie maiłem na sobie ani razu żadnej zbroi ani nie dokonałem żadnego rycerskiego czynu“ – powiedział Maksio.
„Ale przecież ty nie masz zbroi“ – zauważyła Majka.
„No właśnie“ – odrzekł, smutniejąc jeszcze bardziej, Maksio.
„Przecież nie jest ci potrzebna“ – starała się pocieszyć brata Majka.
„A wiesz, co przyrzekłem królom Figli-Migli?“ – zapytał siostrę z powagą Maksio.
„Że będziesz bronił Figli-Migli do końca świata“ – powiedziała Majka.
„No właśnie! A jak mam je chronić, jeśli nie mam zbroi?“ – powiedział rycerz Maks, spoglądają przez okno.
„No to musimy ci jakąś znaleźć“ – stwierdziła Majka.
Zaledwie o tym pomyśleli, a już słychać było ciche pukanie w okno.
„Kaszko!“ – krzyknął uradowany Maksio.
„Zjawiasz się, jak na zawołanie“ – powiedziała Majka, otwierając okno.
„Ależ, ależ, jakie powitanie?“ – zaskoczony zanucił Kaszko i rozejrzał się po pokoju, czy coś się nie stało.
„Dobrze, że jesteś, potrzebujemy twojej pomocy“ – ucieszyły się dzieci.
„Hmm... słucham“ – wytężył ucho duszek.
„Właściwie, to nie my potrzebujemy pomocy, ale rycerz krainy Figle-Migle“ – uściśliła Majka.
„A więc będzie to coś ważnego“ – z powagą stwierdził Kaszko i usiadł na łóżku.
„To jest ważne“ – ze smutkiem wyznał Maksio.
„No to słucham“ – powiedział Kaszko, spoglądając rycerzowi Figli-Migli prosto w oczy.
„Potrzebuję zbroję“ – oświadczył Maksio.
„Zbroję?“ – zdziwił się duszek.
„Tak, zbroję!“ – powtórzył Maksio.
„To sobie ją kup w sklepie z zabawkami lub w jakimś sklepie z przebraniami“ – powiedział Kaszko, nie rozumiejąc w czym tkwi problem.
„Ale ja potrzebuję prawdziwą zbroję!“ – oburzył się Maksio.
„Po co?“ – nie rozumiał Kaszko i niepostrzeżenie zerknął za okno, czy przypadkiem nie gromadzą się tam inni rycerze, a on znowu coś przegapił.
„Bo, gdyby odezwali się królowie Figli-Migli, którzy pasowali mnie na rycerza...“ – tłumaczył Maksio.
„To musisz ruszyć Figlom-Miglom na pomoc“ – stuknął się w czoło Kaszko.
„Dostałem miecz, ale nie dostałem zbroi“ – poskarżył się chłopiec.
„To prawda“ – przytaknął Kaszko.
„No widzisz!“ – krzyknął Maksio.
„Jesteś jeszcze chłopcem, więc powinieneś mieć lekką, a równocześnie twardą zbroję, żeby jej nie mógł przebić żaden miecz z Bylebybyło lub Skaderukaskadenohova/ Wielkichmirzeczy, Miszmaszu, Galimatiasu“ – stwierdził duszek.
„Wiesz, gdzie taką można dostać?“ – zapytał Maksio spoglądając na Kaszka.
„Ja nie, ale w starych tajnych księgach Figli-Migli na pewno coś znajdziemy“ – odpowiedział Kaszko.
„Huraaa! Stare księgi i przygoda – to lubię!“ – krzyknęła radośnie Majka i zaczęła się pakować.
„A gdzie ruszamy?“ – dopytywała niecierpliwie.
„Nad Morze Martwe“ – raźnie oznajmił Kaszko i zaczął się zbierać.
„Gdzie?“ – zapytała Majka, która ze zdumienia przestała się pakować i aż przysiadła na łóżku.
„Nad Morze Martwe“ – powtórzył powoli Kaszko.
„Ale to nie jest w Figlach-Miglach, lecz w Izraelu!“ – zdziwił się Maksio.
„A z czego słynie Morze Martwe?“ – zapytał, jak nauczyciel ucznia przy tablicy, Kaszko.
„No z tego, że jest najniższym miejscem na świecie“ – przypomniał sobie Maksio.
„Tak, i z czego jeszcze?“ – dalej pytał duszek.
„Wiem, wiem!“ – Majka zapomniała, że jest w domu i podniosła rękę, niczym w klasie. „Nad Morzem Martwym znaleziono tajne księgi!“ – powiedziała z dumą.
„Pssst – podejdźcie bliżej“ – Kaszko przyciągnął do siebie Maksia i Majkę.
„Słuchamy“ – kiwnęły głowami dzieci.
„My w Figlach-Miglach też mamy najniżej położone miejsce“ – wyszeptał Kaszko.
„I są tam też stare księgi?“ – Majce aż zaświeciły się oczy.
„Każda kraina ma takie miejsce, tylko się o tym nie mówi“ – zdradził dzieciom duszek.
„Dlaczego?“ – spytały dzieci.
„No, dlatego, że ludzie zaczęliby gorączkowo kopać i może przekopaliby się… przecież wiecie – za głęboko“ – wyjaśnił Kaszko.
Maksio z Majką szybko się spakowali i wyruszyli na dworzec. Wsiedli pod pociągu do Čiernej nad Tisą, ale wysiedli na stacji Streda nad Bodrogom.
„Dokąd teraz?“ – spytał Maksio.
„Mamy piękny dzień, więc wybierzemy się na spacer“ – zaproponował Kaszko, który uważał latanie nad idącymi dziećmi za spacer.
„Spacer?“ – zdziwiła się Majka.
„Mhm. A w czasie, gdy będziemy spacerować, ja jeszcze przeczytam tajny alfabet Figli-Migli, którego nie widziałem, więc też nie czytałem od jakichś 352 lat“ – oznajmił Kaszko.
„Och – to nie będziemy ci przeszkadzać“ – powiedziały dzieci.
Maksio z Majką szli zwykłymi drogami i polnymi oraz leśnymi ścieżkami, jak to na prawdziwych wyprawach bywa, a Kaszko latał nad nimi. Pewnie znał całą drogę na pamięć, bo w powietrzu powtarzał litery tajnego alfabetu.
„Stop!“ – krzyknął Kaszko.
„Jesteśmy na miejscu?“ – spytała szeptem Majka.
„Prawie“ – odpowiedział Kaszko.
„Co to z wieś?“ – spytał Maksio.
„To Klin nad Bodrogom“ – odpowiedział Kaszko.
„I to jest najniżej położona wieś?“ – spytała Majka, która już spostrzegła jakiś stary klasztor.
„Ależ nie, ale tu niedaleko jest miejsce położone najniżej nie tylko w Figlach-Miglach, lecz także w sąsiednich krainach“ – wyjaśnił Kaszko.
„No to ruszajmy!“ – zawołał Maksio.
Po krótkiej wędrówce dotarli na miejsce, które w ogóle nie wyglądało jak Morze Martwe. Była to prześliczna łąka z jakimś zagłębieniem na środku.
„To tutaj“ – oznajmił Kaszko.
„Tu są te tajne pisma?“ – zapytała Majka, nie wierząc własnym oczom.
„Zanotujcie to sobie“ – tajemniczo zaśmiał się Kaszko.
„Są chyba spisane na liściach“ – szepnęła Maksiowi Majka.
„Pewnie tak i chyba napisały je mrówki” – odpowiedział Maksio.
Kaszko podszedł do zagłębienia i nagle otoczyły go cztery duchy – rycerze.
„Co tu robisz, duszku?“ – zapytał jeden z nich.
„Ja nie jestem duszek, ale duch Kaszko“ – odpowiedział.
Majka z Maksiem wstrzymali oddech.
„To jest tajne miejsce wszystkich duchów, a ty przyprowadziłeś tu ludzi?“ – powiedzieli groźnie rycerze i wyciągnęli miecze.
„Ale przecież ludzie tu przychodzą!“ – wypalił Maksio.
„Owszem, ale na przechadzki, wycieczki, pikniki!“ – odparł jeden z rycerzy.
Straszne duchy zaczęły wspominać pikniki, które tu się odbywały. Widać było, że wspominają czasy, kiedy jeszcze były rycerzami i mogły chodzić na uczty.
„Przepraszam, ale Kaszko nie jest niczemu winien“ – odezwał się nieśmiało Maksio.
„Kaszko?“ – spytał jeden z duchów.
„To ja – duch krainy Figle-Migle“ – dumnie przedstawił się Kaszko.
„Aha, słyszeliśmy już o tobie... Czy ty nas widzisz?“ – zapytały duchy, spoglądając z niedowierzaniem na Maksia.
„Jestem Maksio lub dla was Maks Pierwszy pasowany na rycerza Figli-Migli przez ich starych królów“ – z dumą oświadczył chłopiec.
„Moment, sprawdzimy to“ – odrzekły duchy.
Jeden z duchów gdzieś poleciał i po chwili wrócił.
„To prawda“ – oznajmił.
„Zatem, czego sobie życzysz, rycerzu Maksie?“ – zapytały duchy i odłożyły miecze.
„Chciałby sobie zrobić rycerską zbroję, która byłaby lekka i wytrzymała“ – powiedział Maksio.
„A mi przyszło do głowy, że moglibyśmy znaleźć jakieś podpowiedzi w starych księgach“ – dopowiedział Kaszko.
„Ale tu nie ma starych rycerskich ksiąg, są w Stonehenge“ – powiedział jeden z duchów.
„Hura, jedziemy do Anglii!“ – wykrzyknęła Majka nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że zdradziła swoją obecność.
„Jestem siostrą rycerza i pasowano mnie na księżniczkę krainy Figle-Migle“ – zaczęła się tłumaczyć.
„Mieszkacie w Figlach-Miglach krótko, więc nie wiecie, że w Figlach-Miglach też mamy swój Stonehenge“ – powiedział drugi duch.
„Nie do wiary...“ – szepnęła Majka.
„Wiem, gdzie to jest“ – również szeptem powiedział Kaszko, podając dzieciom listki latawicznika pospolitego.
„Dziękujemy!“ – wykrzyknął Kaszko i ledwie skończył, a już stali gdzieś koło ruin jakiegoś zamku.
„Niczego wam to nie przypomina?“ – spytał Kaszko.
„Hmm... jasne – kamienne słupy i wolna przestrzeń w środku! To jest ten Stonehenge?“ – dzieci rozglądały się wokół siebie i szukały druidów.
.
„Oto, proszę bardzo, zamek Veľký Kamenec“ – wskazał na piękne ruiny wznoszące się na wzgórzu.
„Ale dlaczego przeniesiono tajne księgi właśnie tu?“ – nie mogła zrozumieć Majka.
„To jasne“ – powiedział Kaszko.
„Tak?“ – dzieci spojrzały na niego.
„Mhm“ – mruknął Kaszko.
„Bo tu wszystko wygląda tak tajemniczo?“ – zgadywał Maksio.
„Nie, ale niegdyś był to naprawdę ważny zamek, a stoi tu już jakieś 700 lat, a może nawet więcej” – odpowiedział Kaszko.
„Rety!“ – dzieci spojrzały z podziwem na mury zamku.
„I ten zamek przed niemal 600 laty zdobył pewien znany wojownik – Ján Jiskra“ – zaczął opowiadać Kaszko.
„Uczyliśmy się o tym na historii“ – powiedziała Majka, która znów podniosła rękę w górę.
„Tak kwaterował tu ze swoim wojskiem i skąd ruszał na podboje po całych Figlach-Miglach, a nawet za ich granice“ – Kaszko ciągnął dalej.
„Czyli tu też byli prawdziwi rycerze“ – ożywił się Maksio.
„Dobrze mówisz – prawdziwi rycerze w prawdziwych zbrojach“ – przytaknął Kaszko.
„A potem przybył na ten zamek jeszcze pewien wojewoda – Ján Hunyady“ – ciągnął wykład Kaszko.
„O nim też się uczyliśmy“ – radośnie wykrzyknęła Majka.
„Właśnie oni dwaj, ponieważ dowodzili walczącymi ze sobą wojskami, podpisali pokój“ – snuł opowieść duszek.
„No właśnie, przecież to historyczne miejsce!“ – stwierdziła Majka.
„Oczywiście! I właśnie dlatego przeniesiono tajne księgi wojskowe tutaj. Tylko gdzie one są?“ – Majka zaczęła się rozglądać, czy nie ma tu czegoś podobnego do grot nad Morzem Martwym.
„Chwila, chwila...“ – pomyślał Kaszko, a myślał tak ciężko, że głowy zaczął mu iść dym i dzieci przestraszyły się, że mózg mu się ugotuje.
„Jasne! W Klinie książki były na najniższym miejscu, więc tak samo będzie tutaj“ – dedukował na głos duszek.
„A jakie to miejsce?“ – zapytał Maksio.
„W środku. Widzisz tę grotę?“ – spytał Kaszko.
„No, tak, ale jakoś mi na grotę nie wygląda“ – palnęła Majka, bo wciąż miała przed oczami stare groty z księgami.
„Ale kiedyś była to grota“ – odpowiedział Kaszko.
„Nie rozumiemy” – powiedziały dzieci, patrząc w miejsce, gdzie rzekomo miała być grota.
„To jest cysterna na wodę dla zamku i księgi na pewno będą tam“ – powiedział Kaszko ruszając w kierunku starej cysterny.
Kaszko zaczął mamrotać różne zaklęcia i magiczne formułki, aż przypomniał sobie pewną starą pieśń rycerską i zaczął ją śpiewać. Dzieci wyciągnęły instrumenty i zaczęły mu akompaniować.
Wtem ziemia pod ich stopami zaczęła się zapadać i nagle znaleźli się w jakiejś grocie pełnej starych dokumentów i ksiąg.
„Oto mój raj“ – wyszeptała Majka.
„A moja nocna zmora“ – powiedział, nie przestając się dziwić Maksio.
Kaszko szukał jakiejś starej księgi o zbrojach rycerskich, Maksio udawał, że też czegoś szuka, a Majka brała w ręce jedną księgę za drugą i podziwiała stare przepiękne litery.
„Tu jest!“ – Kaszko triumfalnie wyciągnął wysoko rękę, w której trzymał księgę z narysowanym na okładce rycerzem na koniu.
„I co tam jest napisane?“ – Maksio z napięcia wstrzymał oddech.
„Moment... no, ale to!“ - Kaszko tak wybałuszył oczy, że o mało mu nie wyskoczyły z orbit.
„Co to?“ – niecierpliwie dopytywał Maksio.
„Tu napisano, że w Figlach-Miglach najlepszą zbroją jest zbroja ze skorupy tutejszego żółwia“ – odpowiedział Kaszko
„Co?“ – nic nie rozumiejąc, wykrzyknęli Maksio i Majka.
„Z figlo-miglańskiego żółwia“ – powtórzył Kaszko.
„Czyli mamy iść do ZOO, złapać tam żółwia i zedrzeć z niego pancerz?“ – z niedowierzaniem spytał Maksio.
„To nie do pomyślenia!“ – krzyknęła poczerwieniała z oburzenia Majka. „Nie będziemy zdzierać pancerza z żadnego żółwia!“ – odpowiedział Kaszko.
„To jak chcesz go zdobyć?“ – zapytał Maksio.
„W Figlach-Miglach jest pewne miejsce, które nazywa się Tajba“ – rzekł duszek.
„I są tam żółwie?“ – zaśmiały się dzieci, stukając się palcami po czołach.
„Jest to jedyne miejsce w Figlach-Miglach, gdzie żyją żółwie na wolności“ – odrzekł Kaszko.
„Chłopaki, rycerz nigdy by nie zdarł pancerza z żółwia!“ – powiedziała ciągle nadąsana Majka.
„Nie chcę tego robić“ – odpowiedział Kaszko.
„To jak go zdobędziemy?“ – nieco zdenerwowany spytał Maksio.
„Przed wieloma tysiącami lat, żył tu przodek żółwia“ – zaczął opowiadać Kaszko.
„Żółw protoplastowy?“ – z wisielczym humorem zażartował Maksio.
„Żółw figlo-miglski“ – uściślił Kaszko.
„Aha“ – przytaknęły dzieci.
„I to był praszczur wszystkich dzisiejszych żółwi błotnych, które żyją w Tajbie“ – kontynuował Kaszko.
„I on tam jeszcze żyje?“ – zapytały dzieci.
„Ależ nie, ale zostawił po sobie pancerz, który czeka...“ Kaszko chwilkę szukał tekstu w księdze, „...napisano tu dosłownie: na rycerza z krainy Figle-Migle, który będzie go potrzebował“ – przeczytał.
„Przecież to ja!“ – krzyknął radośnie Maksio.
„No to chodźmy! Na co czekamy?“ – powiedziała Majka wstając z ziemi.
Całą paczką ponownie wybrali się do Stredy nad Bodrogom, a stamtąd do Tajby.
„Jejku, Kaszko, przecież to mokradła!“ – narzekał Maksio.
„To jest żółw błotny, więc spodziewałeś się, że gdzie żyje?“ – zagadnął Kaszko.
„Ale jak żółwie dostały się na te mokradła?“ – dopytywał Maksio.
„Ta woda, to woda z rzeki Bodrog“ – wyjaśnił Kaszko.
„Ale rzeki tu nie ma!“ – oznajmiły dzieci przeszukując wzrokiem okolicę.
„Jest niedaleko, a to jej martwe koryto“ – odpowiedział Kaszko.
„Ale przecież to już nie jest koryto, ale jakieś jeziorko i mokradła” – zauważyły dzieci. „Gdy płynął tędy Bodrog, nanosił różną glinę, rośliny i osady, a potem zaczęło mocno wiać i po kilku latkach...“ – ciągnął Kaszko.
„Po dwóch?“ – zapytała Majka.
„Raczej po kilku tysiącach lat powstało to jeziorko i te mokradła, więc żółw już nie musiał pływać... i tutaj osiadł“ – opowiadał dalej Kaszko.
.
.
Kaszko z przyjaciółmi podeszli na skraj mokradła, przez które prowadził drewniany chodnik. Kaszko zanurzył rękę w wodzie.
„Wy też zanurzcie ręce!“ – nakazał dzieciom.
„Po co?“ – zerkając na niego niepewnie spytały dzieci, które uważnie obserwowały, czy gdzieś nie wynurzą się ogromne żółwie.
„Zróbcie to i zmąćcie trochę wodę“ – powiedział Kaszko, pokazując im, co mają zrobić.
Po chwilce na powierzchni pojawiło się 1 500 małych żółwi, a na środku wynurzył się jeden olbrzymi, który wyglądał jak pozostałe, ale był o wiele większy.
„Po co mnie wołacie i kto was nauczył przywoływać króla żółwi błotnych?“ – spytał głębokim głosem.
„Jestem duch Kaszko a to jest Majka, którą pasowano na księżniczkę i Maksio pasowany na rycerza przez starych królów Figli-Migli“ – przedstawił wszystkich Kaszko.
„Miło mi. Jestem królem żółwi błotnych“ – łaskawie odrzekł ogromny żółw.
„Rycerz Maksio ma pewną prośbę“ – pokornie zaczął Kaszko.
„Mości Królu, potrzebuję waszej pomocy“ – powiedział Maksio, klękając na mokradle.
„Mów“ – nakazał żółw wyciągając głowę z pancerza tak wysoko, jak tylko się dało.
„Jestem rycerzem krainy Figle-Migle, ale nie mam swojej mocnej zbroi. W starych księgach przeczytaliśmy, że najlżejsze, a zarazem najmocniejsze zbroje na świecie są tu, w Figlach-Miglach“ – powiedział Maksio.
„To prawda. Jest to pancerz naszego żółwiego protoplasty“ – potwierdził król.
„Czy nie byłoby zbytnią śmiałością, gdybym Waszą Królewską Mość poprosił o pożyczenie mi jako rycerzowi Figli-Migli tego pancerza?“ – zapytał Maksio.
Nagle stało się coś dziwnego. Woda zaczęła bulgotać, jakby się gotowała. Na powierzchni pojawił się piękny pancerz.
„Życzenie rycerza Figli-Migli, który jest w potrzebie, jest dla mnie rozkazem. Tak na powiedział kiedyś dawno nasz praszczur“ – odrzekł żółwi król.
„On o mnie słyszał?“ – Maksio nie wierzył własnym uszom. Majka z Kaszkiem aż otworzyli usta ze zdziwienia.
„Wiedział, że kiedyś przyjdzie rycerz z Figli-Migli“ – odparł król.
„Czy to oznacza, że pancerz jest mój?“ – ledwie łapiąc oddech zapytał Maksio i żeby sprawdzić, czy mu się to nie śni, lekko się uszczypnął.
„Jest twój, lecz zniknie, jeżeli nie użyjesz go, gdy kraina Figle-Migle będzie w potrzebie lub będziesz robił złe rzeczy“ – ostrzegł Maksia żółwi król.
„Przyrzekam, że będę w nim tylko bronić krainy Figle-Migle“ – uroczyście przysiągł Maksio.
„Weź sobie pancerz, rycerzu Maksie, a żebyś nie nosił na sobie zwykłego żółwiego pancerza, ale prawdziwą zbroję, udaj się na pobliskie uroczysko, które od dawna ma magiczną moc. Tam znajdziesz ogromny pancerz“ – powiedział król.
„Ogromnego żółwia?“ – niedowierzając zapytała Majka.
„To jest żółwi bunkier, który nam tu zbudowali artyści z Koszyc – stolicy Figli-Migli w miejscu, gdzie dzieją się cuda“ – dodał król.
„A dlaczego właśnie tam?“ – spytał Maksio.
„Bo, gdyby nam coś groziło, możemy się w nim ukryć“ – odpowiedział król i zniknął pod wodą wraz z 1 500 małych żółwi.
Maksio, Majka i Kaszko pomachali królowi i ruszyli w kierunku, który im wskazał.
„Jak mówił król, gdy zanurzał się w wodę?“ – spytał Kaszko.
„Wejdź na nasz bunkier, załóż pancerz i czekaj na pierwszy blask księżyca“ – bezbłędnie powtórzyła Majka.
Była to naprawdę dziwna budowla. Wyglądała jak wychodzący z ziemi olbrzymi żółw. Maksio założył pancerz, stanął na żółwim bunkrze, a Majka ściskała palce, bo nie wiedziała, co się stanie.
Kiedy pierwszy księżycowy blask padł Maksia na pancerz, zamienił się on w prawdziwą zbroję.
Maksio tej nocy znów spał jak kiedyś – jako rycerz – z poważnym spojrzeniem i uśmiechem na twarzy.



