

Był piękny letni, a właściwie letni poranek i Majka z Maksiem jeszcze spali. A przynajmniej tak się wydawało. Pierzyna Maksia unosiła się i opadała, a od czasu do czasu dochodziły spod niej dziwne dźwięki, podobne do tych, które słychać, gdy dziadzio Piotrek tnie coś swoją piłą ręczną. Dziadek twierdzi, że silnik powinny mieć: auto, pociąg i łódź, ale nie piła lub rower. Natomiast pierzynka Majki ani drgnęła. Gdy nasz wesoły duszek – Kaszko spoglądał na nich przez okno, pomyślał, że śpią jak… jak… i nagle zauważył.
„Majko“ – zawołał cichutko Kaszko.
„Tak?“ – wymamrotała przez zęby półprzytomna Majka.
„Nie śpisz?“ – spytał Kaszko, przysiadając na skraju łóżka.
„Śpię“ – odpowiedziała nieprzekonująco Majka.
„Majko, ale ja przecież widzę“ – szepnął Kaszko, żeby nie obudzić Maksia i cicho zawołał: „Pokaż się“.
Majka odwróciła się, a Kaszko o mało nie przysiadł na ogonie. Bum, huknęło coś koło łóżka i było wiadomo, że naprawdę upadło.
„Majko, co ci jest?“ – zapytał z niepokojem Kaszko, gdy spojrzał na Majkę.
Majka miała zupełnie czerwone oczy i takie dziwne włoski, i..., i..., i wyglądała tak dziwnie, jakby...
„Już trzecią noc nie mogę spać“ – wyznała w końcu Majka.
„Dlaczego?“ – zapytał Kaszko, gotów natychmiast jej pomóc.
„Nie wiem“ – odpowiedziała Majka drżącym głosem.
„Majko, nie płacz, to przejdzie“ – pocieszał ją łagodnym głosem Kaszko.
„Próbowałam już wszystkiego“ – załkała Majka i usiadła na łóżku.
„Uuaaaaaa, Dzień dobry, Majko i Kaszko“ – rozległo się z sąsiedniego łóżka.
„Dzień dobry, braciszku!“ – powiedział nieco naburmuszony Kaszko.
Dopiero co obudzony Maksio spojrzał na Kaszka i spytał lekko zaspanym głosem:
„Coś zrobiłem?“
„Tak opiekujesz się swoją siostrą?“ – Kaszko pogłaskał Majkę po głowie.
„Ale ja przecież dopiero wczoraj w nocy wróciłem po dwóch tygodniach z obozu!“ – nie rozumiał pretensji Maksio.
„Aha“ – rzucił mu usprawiedliwiające spojrzenie Kaszko, a Maksio dopiero wtedy zauważył zmęczoną Majkę.
„Majko, co ci jest?“ – zapytał siostrę.
„Nie może zasnąć, więc musimy jej pomóc“ – stanowczo oświadczył Kaszko.
„Ale jak?“ – spytał Maksio i wyskoczył na równe nogi z łóżka.
„Próbowałam już wszystkiego“ – zaszczebiotała Majka.
„Wszystkiego na pewno nie!“ – powiedział zdecydowanie Kaszko i dodał: „Macie dziesięć minut na to, żeby się ubrać i wziąć coś do przekąszenia“.
„A dokąd się wybieramy?“ – dopytywali się niecierpliwie Maksio i Majka. To znaczy, Maksio pytał słowami, a Majka swoimi zmęczonymi oczami.
„Wybieramy się na Zemplin“ – oznajmił Kaszko i już był gotów do drogi.
„Gdzie?“ – zapytała zmęczona Majka.
„Prawie nad morze“ – powtórzył powoli Kaszko.
„Aha, to dobrze“ – odparły dzieci i pobiegły ubrać się oraz spakować jakieś jedzenie. Po kilku minutach już były gotowe. W tym czasie Kaszko coś mamrotał w pokoiku i nucił sobie jakieś piosenki albo coś innego.
„Kaszko, jesteśmy gotowi!“ – zameldowały umyte, spakowane i ubrane dzieci.
„Jeszcze nie“ – rzekł, nagle zatrzymując się duszek.
„Zapomniałeś, jak się lata?“ – zaskoczony Maksio spojrzał na duszka.
„Nie, ale zapomniałem o pewnych czarach“ – Kaszko stanął w drzwiach jak wryty.
„Czarach na zasypianie?“ – z rozpaczą w głosie zapytał Majka i ugięły się pod nią nogi.
„Nie znam takich“ – odpowiedział Kaszko i spojrzał przepraszająco na Majkę.
„To jakie zaklęcie zapomniałeś?“ – zaciekawił się również Maksio.
„Czary na budzenie?“ – ze zgrozą w oczach wyszeptała Majka.
„My je znamy“ – odpowiedział Maksio z taką pewnością w głosie, że Kaszko się zdziwił.
„Naprawdę?“ – nie mógł się nadziwić Kaszko i zastanawiał się, kiedy i gdzie mogli znaleźć Księgę Czarów Krainy Figle-Migle.
„Mhm“ – przytaknęła Majka, która była w takim stanie, że nawet nie potrafiła kłamać.
„No to mówcie!“ – poprosił przyjaciół Kaszko.
Dzieci zaczęły terkotać jak budziki na mamy nocnym stoliku koło łóżka, ich budziki w zegarkach i komórkach, i… a na koniec wrzasnęły.
„Dooooość!“ – prosił Kaszko, zatykając sobie rękami delikatne uszy i wytłumaczył: „Ja szukam zaklęcia na Beniaminka“.
„Na kogo?“ – dzieci zwęszyły przygodę i nawet Majka trochę się ożywiła.
„Podejdźcie do mnie, zaraz zobaczycie“ – zarządził gotów do drogi Kaszko.
Dzieci podeszły do Kaszka, który przytulił je do siebie i już lecieli. Lecieli, bo nie mieli czasu. Gdyby to nie było takie pilne, mogli do tego miasteczka dojechać wygodnie pociągiem lub autobusem. W kilka sekund znaleźli się w dziwnym miejscu.
„Co to za miasto?“ – zapytał ostrożnie Maksio, otrzepując kurz ze spodni, bo przy lądowaniu upadł na lewe kolano.
„Tam jest zamek“ – ziewnęła Majka i resztką sił podniosła rękę, żeby wskazać na wysokie wzgórze.
Kaszko pobiegł w stronę jakiejś dziwnej graniastej wieży.
„Co to za zamek?“ – niecierpliwie pytał Maksio, doganiając Kaszka.
„To Zamek Winiański “ – oznajmił Kaszko sucho jak przewodnik, który był tu już tysiąc razy.
„Aha, a co my tu robimy?“ – zapytała Majka już bez ziewania.
„My tu szukamy mojego dalekiego kuzyna Beniaminka“ – oznajmił Kaszko, idąc dalej.
„On na pewno zna jakąś doskonałą kołysankę i mi ją zaśpiewa “ – Majka zamknęła oczy i wyobraziła sobie, jak duch śpiewa jej kołysankę na uszko.
„Beniaminek to największy śpioch pośród duchów“ – roześmiał się Kaszko.
„Och!“ – trochę naburmuszyła się Majka.
„Dlatego wszyscy nazywamy go Beniaminkem, choć ma już sześćset pięćdziesiąt trzy lata“ – nie przestawał się śmiać Kaszko, jakby usłyszał doskonały dowcip.
„Ile?!“ – z niedowierzaniem krzyknął Maksio.
„Sześćset pięćdziesiąt trzy!“ – powtórzył Kaszko.
„No więc?“ – zapytała Majka, która wyobraziła sobie wszystko to, co już musiał widzieć i przeżyć.
„Ale przespał z tego... no, jakieś czterysta pięćdziesiąt lat“ – powiedział po chwili zastanowienia Kaszko.
„Czyli ma tylko... jakieś“ – teraz Majka się zastanawiała...
„Jakieś sto lat“ – pomógł siostrze Maksio.
„A to na ducha jest baaardzo mało“ – wyjaśnił Kaszko.
„Wierzę“ – odparł z przekonaniem Maksio.
„Tu na Zamku Winiańskim ma swoją sypialnię“ – rzekł, puszczając oko do dzieci, Kaszko.
„Gdzie?“ – zapytała Majka, która natychmiast zaczęła się rozglądać.
„Gdzieś w piwnicy“ – odpowiedział Kaszko, również się rozglądając.
„A dlaczego?“ – spytał Maksio, bo nie rozumiał, jak ktoś może sobie urządzić sypialnię w piwnicy.
„No, bo ten zamek stoi tu jakieś 700 lat“ – zaczął Kaszko.
„Aha“ – odpowiedział Maksio, podziwiając ruiny.
„I pewnie nie wiecie, ale przed mniej więcej 800 laty wdarli się do Figli-Migli tacy wojownicy, którzy wszystko spalili i spustoszyli“ – kontynuował wykład Kaszko.
„Naprawdę?“ – Majce zaokrągliły się oczy.
„Tak, wtedy też ówczesny król rzekł, że musi zbudować więcej zamków, lecz już nie drewnianych jak przedtem, ale murowanych“ – ciągnął Kaszko, poklepując najbliższy kamień.
„Do tego czasu zamki były drewniane?“ – spytał Maksio i wyobraził sobie, jak wyglądałyby ruiny drewnianego zamku.
„Oczywiście, ale kiedy okazało się, jak łatwo jest je zdobyć, zaczęto budować zamki z kamienia takie, jak ten Winiańsky“ – mówił Kaszko i cały czas szukał czegoś na ziemi pod kamieniami.
„Aha“ – pomyślał Maksio i dodał: „Wciąż jednak nie wiemy, dlaczego Benio sypia w piwnicy“.
„No, pewnie dlatego, że gdy tylko zbudowano ten zamek, to rozgorzały kolejne walki i zamek spłonął“ – odpowiedział Kaszko i rozłożył ręce.
„Musiało tak być, takie są losy zamków na całym świecie“ – stwierdziła beznamiętnie Majka, a potem wyjęła kartkę i farby, żeby namalować zamek.
„No, ale potem go odbudowano“ – rzucił od niechcenia Kaszko.
„Nie wygląda na odbudowany“ – powiedział ironicznie Maksio.
„Zgadzam się, ale i tak jest piękny, to doskonałe miejsce na piknik, wycieczkę, spotkanie, odpoczynek i oczywiście na nocleg pod gołym niebem“ – dodała Majka wciąż malując.
„Lecz w Figlach-Miglach przed prawie trzystu laty wybuchło powstanie“ – powiedział Kaszko.
„Słowackie narodowe!“ – wykrzyknął Maksio, bo przypomniał sobie, czego uczono go w szkole.
„Nie, to było powstanie stanowe, a jednym z jego przywódców był nasz znajomy Franciszek II Rakoczy.“ – poprawił go duch.“
„Jasne, ten, który uciekł do Turcji“ – popisała się wiedzą Majka.
„A ponieważ ten zamek należał do jego przyjaciół, cesarz go nie lubił" – ciągnął Kaszko.
"I oto jest."
"I jak dobrze się domyślacie, kazał go zburzyć“ – ciągnął Kaszko.
„A te piwnice, których szukamy?“ – spytała Majka i z zadowoleniem skończyła malować pierwszy obrazek.
„Zostały zbudowane jeszcze wcześniej i są tam do dziś“ – odpowiedział Kaszko, próbując przypomnieć sobie, jak się do nich dostać.
A następnie szukał czegoś na ziemi i zaczął cicho szeptać: „Jest tam dobra temperatura, więc przechowywano w nich różne rzeczy“.
„Czego szukasz?“ – zapytał z ciekawością Maksio.
„Tego!“ – odpowiedział Kaszko z błyskiem w oku.
„A co to jest?“ – nie rozumiały dzieci.
„Klucze“ – Kaszko wskazał na pęk kluczy.
„Jakie klucze?“ – Majka z Maksiem wciąż nie rozumieli, o co chodzi Kaszkowi.
„To są klucze od tego zamku, kilka z nich znaleźli archeolodzy i oddali do muzeum, ale te zostały tu w ziemi i dzięki nim dostaniemy się do Beniaminka“ – wyjaśnił Kaszko.
„Jak to?“ – zapytał Maksio i zaczął pakować farby Majki.
„Musimy znaleźć stare kafle“ – powiedział Kaszko, rozglądając się po ścianach.
„Tu jakieś są!“ – krzyknęła Majka.
„O nie właśnie nam chodzi“ – ucieszył się Kaszko i pogłaskał Majkę po głowie.
„I co dalej?“ – zapytał Maksio, patrząc na kafle, w których nie widział nic szczególnego.
„Moment“ – powiedział Kaszko i zaczął je układać jak puzzle, mamrocząc przy tym:
„Obraz do obrazu, obraz do obrazu, otwórz się bramo od razu“.
I nagle, stało się. Koło tej graniastej wieży, do której zmierzali i która jest najwyższa na Zamku Winiańskim, otworzyła się ziemia, a dzieci wleciały z Kaszkiem do środka. Na łóżku pod ziemią spał jakiś duch.
Kaszko wziął kolejny kafel i wymamrotał:
„Obraz do obrazu, obraz do obrazu, obudź się od razu!“
„Uuuuuuaaaaaauuuuu“ – duch Beniaminek otworzył oczy i gdy tylko zobaczył Kaszka, Majkę i Maksia szeroko się uśmiechnął.
„Kaszkooo!“ – zawołał.
„Benio!“ – wykrzyknął Kaszko i padli sobie w ramiona.
„Co ty tu robisz?“ – spytał duch Beniamin i ziewnął tak, że mógłby połknąć ze trzydzieści much.
„Potrzebujemy pomocy“ – natychmiast oświadczył Kaszko.
„No jasne! Czy zawsze, kiedy odrobinkę się zdrzemnę, ktoś zaraz musi potrzebować pomocy?“ – spytał Benio i jeszcze raz ziewnął.
„Ale my…“ – nie dokończył Maksio.
„A dlaczego jesteście tak dziwnie ubrani?“ – zapytał Benio, spoglądając na gości.
„Jak to dziwnie?“ – spytała nieco urażona Majka.
„No, tak dziwnie“ – nie potrafił wytłumaczyć Benio.
Dopiero wtedy zauważyli, że Benio ma na sobie szaty, jakie dziś naszą tylko aktorzy w teatrze, gdy grają w jakiejś historycznej sztuce.
„Chyba spałem nieco dłużej“ – zastanowił się Benio.
„Majka nie może zasnąć“ – zaczął wyjaśniać Kaszko.
„W tym jestem najlepszym specjalistą na świecie!“ – wyciągnął się jak spaghetti Benio.
„To świetnie, bo ja już nie wiem, co mam robić“ – Majce rozbłysły oczy.
„Na spanie najlepszy jest ruch“ – zaczął radzić Benio.
„To znaczy, że mam się obracać podczas snu?“ – niedowierzając spytała Majka.
„Ależ nie! Chodźcie!“ – wykrzyknął Beniaminek i zerwał się z łóżka jak rakieta podczas startu z ziemi.
„A dokąd idziemy?“ – spytał Kaszko i chwycił dzieci za ręce.
„Tu bliziutko na dziedziniec zamkowy“ – wskazał w górę w stronę światła Beniaminek.
Wyszli z piwnicy, a kiedy spojrzeli w dół, omal oczy im nie wypadły z orbit.
„Przepięknie“ – wyszeptała Majka.
„Ale super!” – potwierdził Maksio.
„Z tego zamku jest piękny widok na nasze figlo-miglskie morze, czyli zalew Zemplínska šírava i najważniejsze „nadmorskie” miasteczko – Michalovce“ – chwalił się Benio.
„Przecudnie, ale jak mi to pomoże zasnąć?“ – nie rozumiała Majka.
„Gdy chce się zasnąć, trzeba zrobić kilka rzeczy“ – spokojnie wyjaśniał mistrz spania.
„Czyli?“ – zapytała Majka, która chciała zapisać jego rady.
„Miłe rzeczy, żeby uspokoić się i zacząć powoli oddychać“ – mrugnął Benio i zaczął oddychać jak jogin.
Stali tam tak i oddychali, i oddychali, podziwiając piękny widok. Maksiowi już zaczęły się zamykać oczy, Kaszko zaczynał pochrapywać, ale na Majkę to nie działało.
„Nic?“ – Benio cicho spytał Majki.
„Nic“ – smutno wyszeptała dziewczynka.
„No to musimy pójść do winnicy“ – mrugnął Benio do Kaszka.
Kaszko i Maksio już się dobudzili.
„Beniu, ale to jeszcze dzieci i nie mogą pić alkoholu, a wiesz, że my duchy nie chcemy, żeby nawet dorośli go pili“ – powiedział przecierając oczy Kaszko.
„Wiem, ale nie wiem, w czym problem“ – powiedział Benio, spoglądając bezradnie na pozostałą trójkę, która patrzyła na niego, jak na przestępcę.
„Powiedziałeś, że chcesz nas zabrać do winnicy“ – przypomniała mu Majka.
„Tu pod naszym zamkiem jest jedna z najpiękniejszych winnic“ – wyjaśnił.
„Na pewno” – przytaknął głową Maksio.
„Jasne, ma ponad 200 lat i robią tu znakomity moszcz“ – przypomniał sobie Kaszko“.
„A co, to jest?“ – przestała się dąsać Majka.
„To jest nasenny super napój z winogron“ – ożywił się Benio, a Kaszkowi aż popłynęła ślinka.
Benio jeszcze nie zdążył skończyć, a już byli pod zamkiem i kosztowali świetnego winogronowego napoju.
„No i co?“ – rozkoszował się Benio.
„Dobre, ale wciąż nic“ – powiedziała cicho i nieco lękliwie Majka.
„Mieliśmy już piękne widoki, zdrowy napój, a teraz czas na ruch“ – uśmiechnął się pod nosem Benio i chwycił wszystkich za ręce z okrzykiem: „Lecimyyyy!“
Przelecieli kawałeczek i już byli nad przepięknym jeziorem, w którym ludzie kąpali się i jeździli na skuterach wodnych. Na plażach wokół jeziora opalano się, a w wielu miejscach pieczono też smakołyki na ogniskach lub grillach.
„Pieczona kiełbaska ma mi pomóc na spanie?“ – niedowierzająco zapytała Majka, choć bardzo jej się tu podobało.
„Może by ci i pomogła, ale nie tuż przed zaśnięciem“ – szybko odpowiedział Kaszko.
„To, co tu robimy?” – spytał skołowany Maksio.
„Ruch, ruch!“ – wykrzykiwał Benio, ale nikt nie wiedział, co chce przez to powiedzieć.
„Ahaaaa!“ – krzyknął Kaszko i zaczął zakładać kąpielówki, dzieci też zrozumiały.
I już po chwili szaleli w wodzie jak młode pingwiny wypuszczone po kilku latach na wolność.
„A to, co?“ – zapytała Majka i wybałuszyła swoje piękne oczka. Maksio otworzył buzię i nie mógł jej zamknąć.
„Żaglówki“ – pokazał Benio na łódki z żaglami, udając przy tym King-Konga.
„To jest ten ruch, Majko, który cię tak zmęczy, że zaśniesz zanim jeszcze dolecisz do domu“ – zrozumiał Kaszko.
„Żeglarstwa nie można uprawiać byle gdzie. To jest jedno z niewielu miejsc w Figlach-Miglach, gdzie można to robić“ – powoli tłumaczył Benio i wciągał równocześnie żagiel na jakiś kij.
„Chcę spróbować!“ – z niecierpliwością zawołała Majka.
I już za chwilkę Majka z Maksiem uczyli się pod okiem instruktora żeglować po Jeziorze Winiańskim, a ten nie mógł się nadziwić, że tak dobrze im idzie. Nie wiedział przecież, że na żaglówce koło Maksia siedział i dął w żagle Kaszko, a Majce pomagał Benio.
Szaleli tak przez kilka godzin, a kiedy wreszcie Majka z Maksiem dobili do brzegu, oba duchy spojrzały na Majkę.
„Nic“ – wzruszyła ramionami Majka, a oczy miała jeszcze szerzej otwarte.
„Pozostaje nam już tylko jedna możliwość“ – rzekł tajemniczo Beniaminek.
„Jaka?“ – zerwał się na równe nogi Maksio, gotów zrobić dla siostry wszystko.
„Musimy znaleźć czarodziejską roślinę, której zapach błyskawicznie łagodzi stres“ – powiedział Benio i stuknął Maksia w czoło.
„A taka istnieje?“ – spytał poważnie Kaszko.
„Istnieje, dlatego nasi, a także wasi ludzcy przodkowie, robili z niej poduszki i wkładali do szaf, wieszali na ścianach, wkładali między ubrania, a przede wszystkim dawali tam, gdzie potrzebowali spokoju, snu lub odpoczynku“ – wyjaśnił Benio.
„Wciąż nie wiem, o jaką roślinę chodzi“ – Kaszko myślał tak intensywnie, że aż mu para szła z głowy jak z lokomotywy.
„To roślina, która pomaga w gojeniu wszystkich ran…“ – dalej podpowiadał Benio.
„Babka!“ – wykrzyknęła Majka.
„Nie!“ – Benio zaśmiał się z ich wysiłków.
„Więc…“ – zastanawiał się Maksio...
„A kiedy komuś wypadają włosy, to spowalnia ich wypadanie“ – podpowiadał Benio.
„No tak, to musi być cudowne ziele“ – szepnął Maksio.
„I oczywiście pomaga na sen. To roślinka, którą ludzie na całym świecie dodają do olejków nasennych, poduszek i do...“
„Nie trzymaj nas już dłużej w napięciu!“ – wychrypiał Kaszko.
„Lawenda!“ – triumfalnie wykrzyknął Benio.
„Super!“ – rozpromienił się Kaszko.
„Ale nie wiem, czy możemy ją tu nad Jeziorem Winiańskim znaleźć“ – ostudził ich radość Benio.
„Niedaleko stąd na pewno ją znajdziemy“ – zaskoczył go Kaszko.
„Jak to niedaleko?“ – nie rozumiał Benio.
„Kiedy spałeś, to pewni sympatyczni ludzie założyli tu plantację lawendy“ – oznajmił Kaszko.
„W Figlach-Miglach?“ – Benio otworzył oczy tak, jakby nie spał ze 30 lat.
„Tu, za rogiem“ – powiedział Kaszko i uśmiechnął się do Majki.
„Świetnie“ – westchnęła Majka.
„To największa plantacja lawendy w Figlach-Miglach i sąsiednich krainach, a znajdziemy są w Trnavie“ – tłumaczył Kaszko.
„Ale przecież Trnava nie leży w Figlach-Miglach“ – powiedziała zawiedziona i trochę rozgniewana Majka.
„Trnava jest w krainie Abybyło“ – dodał Maksio.
„Ale jest też Trnava koło Laborca“ – Benio dał dzieciom lekcję geografii.
„No to, chodźmy!“ – zawołała Majka.
Doszli do pięknej plantacji, na której właśnie kwitła lawenda, wszędzie unosił się cudowny zapach i latały w powietrzu pszczółki. Maksiowi zaczęła cieknąć ślinka po brodzie, bo wyobraził sobie smak lawendowego miodu. Benio zrobił trzy oddechy i natychmiast zasnął, a Kaszko rozejrzał się wokół siebie i wskazał ręką na gospodarstwo.
Dzieci spojrzały i zobaczyły koło gospodarstwa dwoje sympatycznych ludzi. To oni je prowadzili, oczywiście nie sami. Ich uśmiechy były dokładnie takie same jak zapach lawendy – cudowne. Dzieci od razu zapytały, czy mają coś na spanie. Naturalnie mieli. Lawendowi ludzie zaprosili dzieci do domu i tam im pokazali lawendowe krople, olejek, syrop lawendowy, krem oraz lawendowe poduszeczki. Dzieci wzięły wszystko i poszły przejść się po plantacji, by rozkoszować się widokiem i zapachem jednego z najpiękniejszych kwiatów na świecie, a potem szybko poleciały do domu.
W domu zapaliły sobie lawendową świeczkę, dały Majce pod głowę lawendową poduszeczkę i zanim Kaszko skończył parzyć lawendową herbatkę, już spały. Kaszko sam siadł sobie z herbatką na sznurze na pranie na balkonie i siorbał, siorbał, a potem zasnął jak nietoperz.



