Jak Majka nie mogła zasnąć

Posłuchaj całej bajki.

Był piękny letni, a właściwie letni poranek i Majka z Maksiem jeszcze spali. A przynajmniej tak się wydawało. Pierzyna Maksia unosiła się i opadała, a od czasu do czasu dochodziły spod niej dziwne dźwięki, podobne do tych, które słychać, gdy dziadzio Piotrek tnie coś swoją piłą ręczną. Dziadek twierdzi, że silnik powinny mieć: auto, pociąg i łódź, ale nie piła lub rower. Natomiast pierzynka Majki ani drgnęła. Gdy nasz wesoły duszek – Kaszko spoglądał na nich przez okno, pomyślał, że śpią jak… jak… i nagle zauważył.

„Majko“ – zawołał cichutko Kaszko.

„Tak?“ – wymamrotała przez zęby półprzytomna Majka.

„Nie śpisz?“ – spytał Kaszko, przysiadając na skraju łóżka.

„Śpię“ – odpowiedziała nieprzekonująco Majka.

„Majko, ale ja przecież widzę“ – szepnął Kaszko, żeby nie obudzić Maksia i cicho zawołał: „Pokaż się“.

Majka odwróciła się, a Kaszko o mało nie przysiadł na ogonie. Bum, huknęło coś koło łóżka i było wiadomo, że naprawdę upadło.

„Majko, co ci jest?“ – zapytał z niepokojem Kaszko, gdy spojrzał na Majkę.

Majka miała zupełnie czerwone oczy i takie dziwne włoski, i..., i..., i wyglądała tak dziwnie, jakby...

„Już trzecią noc nie mogę spać“ – wyznała w końcu Majka.

„Dlaczego?“ – zapytał Kaszko, gotów natychmiast jej pomóc.

„Nie wiem“ – odpowiedziała Majka drżącym głosem.

„Majko, nie płacz, to przejdzie“ – pocieszał ją łagodnym głosem Kaszko.

„Próbowałam już wszystkiego“ – załkała Majka i usiadła na łóżku.

„Uuaaaaaa, Dzień dobry, Majko i Kaszko“ – rozległo się z sąsiedniego łóżka.

„Dzień dobry, braciszku!“ – powiedział nieco naburmuszony Kaszko.

Dopiero co obudzony Maksio spojrzał na Kaszka i spytał lekko zaspanym głosem:

„Coś zrobiłem?“

„Tak opiekujesz się swoją siostrą?“ – Kaszko pogłaskał Majkę po głowie.

„Ale ja przecież dopiero wczoraj w nocy wróciłem po dwóch tygodniach z obozu!“ – nie rozumiał pretensji Maksio.

„Aha“ – rzucił mu usprawiedliwiające spojrzenie Kaszko, a Maksio dopiero wtedy zauważył zmęczoną Majkę.

„Majko, co ci jest?“ – zapytał siostrę.

„Nie może zasnąć, więc musimy jej pomóc“ – stanowczo oświadczył Kaszko.

„Ale jak?“ – spytał Maksio i wyskoczył na równe nogi z łóżka.

„Próbowałam już wszystkiego“ – zaszczebiotała Majka.

„Wszystkiego na pewno nie!“ – powiedział zdecydowanie Kaszko i dodał: „Macie dziesięć minut na to, żeby się ubrać i wziąć coś do przekąszenia“.

„A dokąd się wybieramy?“ – dopytywali się niecierpliwie Maksio i Majka. To znaczy, Maksio pytał słowami, a Majka swoimi zmęczonymi oczami.

„Wybieramy się na Zemplin“ – oznajmił Kaszko i już był gotów do drogi.

„Gdzie?“ – zapytała zmęczona Majka.

„Prawie nad morze“ – powtórzył powoli Kaszko.

„Aha, to dobrze“ – odparły dzieci i pobiegły ubrać się oraz spakować jakieś jedzenie. Po kilku minutach już były gotowe. W tym czasie Kaszko coś mamrotał w pokoiku i nucił sobie jakieś piosenki albo coś innego.

„Kaszko, jesteśmy gotowi!“ – zameldowały umyte, spakowane i ubrane dzieci.

„Jeszcze nie“ – rzekł, nagle zatrzymując się duszek.

„Zapomniałeś, jak się lata?“ – zaskoczony Maksio spojrzał na duszka.

„Nie, ale zapomniałem o pewnych czarach“ – Kaszko stanął w drzwiach jak wryty.

„Czarach na zasypianie?“ – z rozpaczą w głosie zapytał Majka i ugięły się pod nią nogi.

„Nie znam takich“ – odpowiedział Kaszko i spojrzał przepraszająco na Majkę.

„To jakie zaklęcie zapomniałeś?“ – zaciekawił się również Maksio.

„Czary na budzenie?“ – ze zgrozą w oczach wyszeptała Majka.

„My je znamy“ – odpowiedział Maksio z taką pewnością w głosie, że Kaszko się zdziwił.

„Naprawdę?“ – nie mógł się nadziwić Kaszko i zastanawiał się, kiedy i gdzie mogli znaleźć Księgę Czarów Krainy Figle-Migle.

„Mhm“ – przytaknęła Majka, która była w takim stanie, że nawet nie potrafiła kłamać.

„No to mówcie!“ – poprosił przyjaciół Kaszko.

Dzieci zaczęły terkotać jak budziki na mamy nocnym stoliku koło łóżka, ich budziki w zegarkach i komórkach, i… a na koniec wrzasnęły.

„Dooooość!“ – prosił Kaszko, zatykając sobie rękami delikatne uszy i wytłumaczył: „Ja szukam zaklęcia na Beniaminka“.

„Na kogo?“ – dzieci zwęszyły przygodę i nawet Majka trochę się ożywiła.

„Podejdźcie do mnie, zaraz zobaczycie“ – zarządził gotów do drogi Kaszko.

Dzieci podeszły do Kaszka, który przytulił je do siebie i już lecieli. Lecieli, bo nie mieli czasu. Gdyby to nie było takie pilne, mogli do tego miasteczka dojechać wygodnie pociągiem lub autobusem. W kilka sekund znaleźli się w dziwnym miejscu.

„Co to za miasto?“ – zapytał ostrożnie Maksio, otrzepując kurz ze spodni, bo przy lądowaniu upadł na lewe kolano.

„Tam jest zamek“ – ziewnęła Majka i resztką sił podniosła rękę, żeby wskazać na wysokie wzgórze.

Kaszko pobiegł w stronę jakiejś dziwnej graniastej wieży.

„Co to za zamek?“ – niecierpliwie pytał Maksio, doganiając Kaszka.

„To Zamek Winiański “ – oznajmił Kaszko sucho jak przewodnik, który był tu już tysiąc razy.

„Aha, a co my tu robimy?“ – zapytała Majka już bez ziewania.

„My tu szukamy mojego dalekiego kuzyna Beniaminka“ – oznajmił Kaszko, idąc dalej.

„On na pewno zna jakąś doskonałą kołysankę i mi ją zaśpiewa “ – Majka zamknęła oczy i wyobraziła sobie, jak duch śpiewa jej kołysankę na uszko.

„Beniaminek to największy śpioch pośród duchów“ – roześmiał się Kaszko.

„Och!“ – trochę naburmuszyła się Majka.

„Dlatego wszyscy nazywamy go Beniaminkem, choć ma już sześćset pięćdziesiąt trzy lata“ – nie przestawał się śmiać Kaszko, jakby usłyszał doskonały dowcip.

„Ile?!“ – z niedowierzaniem krzyknął Maksio.

„Sześćset pięćdziesiąt trzy!“ – powtórzył Kaszko.

„No więc?“ – zapytała Majka, która wyobraziła sobie wszystko to, co już musiał widzieć i przeżyć.

„Ale przespał z tego... no, jakieś czterysta pięćdziesiąt lat“ – powiedział po chwili zastanowienia Kaszko.

„Czyli ma tylko... jakieś“ – teraz Majka się zastanawiała...

„Jakieś sto lat“ – pomógł siostrze Maksio.

„A to na ducha jest baaardzo mało“ – wyjaśnił Kaszko.

„Wierzę“ – odparł z przekonaniem Maksio.

„Tu na Zamku Winiańskim ma swoją sypialnię“ – rzekł, puszczając oko do dzieci, Kaszko.

„Gdzie?“ – zapytała Majka, która natychmiast zaczęła się rozglądać.

„Gdzieś w piwnicy“ – odpowiedział Kaszko, również się rozglądając.

„A dlaczego?“ – spytał Maksio, bo nie rozumiał, jak ktoś może sobie urządzić sypialnię w piwnicy.

„No, bo ten zamek stoi tu jakieś 700 lat“ – zaczął Kaszko.

„Aha“ – odpowiedział Maksio, podziwiając ruiny.

„I pewnie nie wiecie, ale przed mniej więcej 800 laty wdarli się do Figli-Migli tacy wojownicy, którzy wszystko spalili i spustoszyli“ – kontynuował wykład Kaszko.

„Naprawdę?“ – Majce zaokrągliły się oczy.

„Tak, wtedy też ówczesny król rzekł, że musi zbudować więcej zamków, lecz już nie drewnianych jak przedtem, ale murowanych“ – ciągnął Kaszko, poklepując najbliższy kamień.

„Do tego czasu zamki były drewniane?“ – spytał Maksio i wyobraził sobie, jak wyglądałyby ruiny drewnianego zamku.

„Oczywiście, ale kiedy okazało się, jak łatwo jest je zdobyć, zaczęto budować zamki z kamienia takie, jak ten Winiańsky“ – mówił Kaszko i cały czas szukał czegoś na ziemi pod kamieniami.

„Aha“ – pomyślał Maksio i dodał: „Wciąż jednak nie wiemy, dlaczego Benio sypia w piwnicy“.

„No, pewnie dlatego, że gdy tylko zbudowano ten zamek, to rozgorzały kolejne walki i zamek spłonął“ – odpowiedział Kaszko i rozłożył ręce.

„Musiało tak być, takie są losy zamków na całym świecie“ – stwierdziła beznamiętnie Majka, a potem wyjęła kartkę i farby, żeby namalować zamek.

„No, ale potem go odbudowano“ – rzucił od niechcenia Kaszko.

„Nie wygląda na odbudowany“ – powiedział ironicznie Maksio.

„Zgadzam się, ale i tak jest piękny, to doskonałe miejsce na piknik, wycieczkę, spotkanie, odpoczynek i oczywiście na nocleg pod gołym niebem“ – dodała Majka wciąż malując.

„Lecz w Figlach-Miglach przed prawie trzystu laty wybuchło powstanie“ – powiedział Kaszko.

„Słowackie narodowe!“ – wykrzyknął Maksio, bo przypomniał sobie, czego uczono go w szkole.

„Nie, to było powstanie stanowe, a jednym z jego przywódców był nasz znajomy Franciszek II Rakoczy.“ – poprawił go duch.“

„Jasne, ten, który uciekł do Turcji“ – popisała się wiedzą Majka.

„A ponieważ ten zamek należał do jego przyjaciół, cesarz go nie lubił" – ciągnął Kaszko.

"I oto jest."

"I jak dobrze się domyślacie, kazał go zburzyć“ – ciągnął Kaszko.

„A te piwnice, których szukamy?“ – spytała Majka i z zadowoleniem skończyła malować pierwszy obrazek.

„Zostały zbudowane jeszcze wcześniej i są tam do dziś“ – odpowiedział Kaszko, próbując przypomnieć sobie, jak się do nich dostać.

A następnie szukał czegoś na ziemi i zaczął cicho szeptać: „Jest tam dobra temperatura, więc przechowywano w nich różne rzeczy“.

„Czego szukasz?“ – zapytał z ciekawością Maksio.

„Tego!“ – odpowiedział Kaszko z błyskiem w oku.

„A co to jest?“ – nie rozumiały dzieci.

„Klucze“ – Kaszko wskazał na pęk kluczy.

„Jakie klucze?“ – Majka z Maksiem wciąż nie rozumieli, o co chodzi Kaszkowi.

„To są klucze od tego zamku, kilka z nich znaleźli archeolodzy i oddali do muzeum, ale te zostały tu w ziemi i dzięki nim dostaniemy się do Beniaminka“ – wyjaśnił Kaszko.

„Jak to?“ – zapytał Maksio i zaczął pakować farby Majki.

„Musimy znaleźć stare kafle“ – powiedział Kaszko, rozglądając się po ścianach.

„Tu jakieś są!“ – krzyknęła Majka.

„O nie właśnie nam chodzi“ – ucieszył się Kaszko i pogłaskał Majkę po głowie.

„I co dalej?“ – zapytał Maksio, patrząc na kafle, w których nie widział nic szczególnego.

„Moment“ – powiedział Kaszko i zaczął je układać jak puzzle, mamrocząc przy tym:

„Obraz do obrazu, obraz do obrazu, otwórz się bramo od razu“.

I nagle, stało się. Koło tej graniastej wieży, do której zmierzali i która jest najwyższa na Zamku Winiańskim, otworzyła się ziemia, a dzieci wleciały z Kaszkiem do środka. Na łóżku pod ziemią spał jakiś duch.

Kaszko wziął kolejny kafel i wymamrotał:

„Obraz do obrazu, obraz do obrazu, obudź się od razu!“

„Uuuuuuaaaaaauuuuu“ – duch Beniaminek otworzył oczy i gdy tylko zobaczył Kaszka, Majkę i Maksia szeroko się uśmiechnął.

„Kaszkooo!“ – zawołał.

„Benio!“ – wykrzyknął Kaszko i padli sobie w ramiona.

„Co ty tu robisz?“ – spytał duch Beniamin i ziewnął tak, że mógłby połknąć ze trzydzieści much.

„Potrzebujemy pomocy“ – natychmiast oświadczył Kaszko.

„No jasne! Czy zawsze, kiedy odrobinkę się zdrzemnę, ktoś zaraz musi potrzebować pomocy?“ – spytał Benio i jeszcze raz ziewnął.

„Ale my…“ – nie dokończył Maksio.

„A dlaczego jesteście tak dziwnie ubrani?“ – zapytał Benio, spoglądając na gości.

„Jak to dziwnie?“ – spytała nieco urażona Majka.

„No, tak dziwnie“ – nie potrafił wytłumaczyć Benio.

Dopiero wtedy zauważyli, że Benio ma na sobie szaty, jakie dziś naszą tylko aktorzy w teatrze, gdy grają w jakiejś historycznej sztuce.

„Chyba spałem nieco dłużej“ – zastanowił się Benio.

„Majka nie może zasnąć“ – zaczął wyjaśniać Kaszko.

„W tym jestem najlepszym specjalistą na świecie!“ – wyciągnął się jak spaghetti Benio.

„To świetnie, bo ja już nie wiem, co mam robić“ – Majce rozbłysły oczy.

„Na spanie najlepszy jest ruch“ – zaczął radzić Benio.

„To znaczy, że mam się obracać podczas snu?“ – niedowierzając spytała Majka.

„Ależ nie! Chodźcie!“ – wykrzyknął Beniaminek i zerwał się z łóżka jak rakieta podczas startu z ziemi.

„A dokąd idziemy?“ – spytał Kaszko i chwycił dzieci za ręce.

„Tu bliziutko na dziedziniec zamkowy“ – wskazał w górę w stronę światła Beniaminek.

Wyszli z piwnicy, a kiedy spojrzeli w dół, omal oczy im nie wypadły z orbit.

„Przepięknie“ – wyszeptała Majka.

„Ale super!” – potwierdził Maksio.

„Z tego zamku jest piękny widok na nasze figlo-miglskie morze, czyli zalew Zemplínska šírava i najważniejsze „nadmorskie” miasteczko – Michalovce“ – chwalił się Benio.

„Przecudnie, ale jak mi to pomoże zasnąć?“ – nie rozumiała Majka.

„Gdy chce się zasnąć, trzeba zrobić kilka rzeczy“ – spokojnie wyjaśniał mistrz spania.

„Czyli?“ – zapytała Majka, która chciała zapisać jego rady.

„Miłe rzeczy, żeby uspokoić się i zacząć powoli oddychać“ – mrugnął Benio i zaczął oddychać jak jogin.

Stali tam tak i oddychali, i oddychali, podziwiając piękny widok. Maksiowi już zaczęły się zamykać oczy, Kaszko zaczynał pochrapywać, ale na Majkę to nie działało.

„Nic?“ – Benio cicho spytał Majki.

„Nic“ – smutno wyszeptała dziewczynka.

„No to musimy pójść do winnicy“ – mrugnął Benio do Kaszka.

Kaszko i Maksio już się dobudzili.

„Beniu, ale to jeszcze dzieci i nie mogą pić alkoholu, a wiesz, że my duchy nie chcemy, żeby nawet dorośli go pili“ – powiedział przecierając oczy Kaszko.

„Wiem, ale nie wiem, w czym problem“ – powiedział Benio, spoglądając bezradnie na pozostałą trójkę, która patrzyła na niego, jak na przestępcę.

„Powiedziałeś, że chcesz nas zabrać do winnicy“ – przypomniała mu Majka.

„Tu pod naszym zamkiem jest jedna z najpiękniejszych winnic“ – wyjaśnił.

„Na pewno” – przytaknął głową Maksio.

„Jasne, ma ponad 200 lat i robią tu znakomity moszcz“ – przypomniał sobie Kaszko“.

„A co, to jest?“ – przestała się dąsać Majka.

„To jest nasenny super napój z winogron“ – ożywił się Benio, a Kaszkowi aż popłynęła ślinka.

Benio jeszcze nie zdążył skończyć, a już byli pod zamkiem i kosztowali świetnego winogronowego napoju.

„No i co?“ – rozkoszował się Benio.

„Dobre, ale wciąż nic“ – powiedziała cicho i nieco lękliwie Majka.

„Mieliśmy już piękne widoki, zdrowy napój, a teraz czas na ruch“ – uśmiechnął się pod nosem Benio i chwycił wszystkich za ręce z okrzykiem: „Lecimyyyy!“

Przelecieli kawałeczek i już byli nad przepięknym jeziorem, w którym ludzie kąpali się i jeździli na skuterach wodnych. Na plażach wokół jeziora opalano się, a w wielu miejscach pieczono też smakołyki na ogniskach lub grillach.

„Pieczona kiełbaska ma mi pomóc na spanie?“ – niedowierzająco zapytała Majka, choć bardzo jej się tu podobało.

„Może by ci i pomogła, ale nie tuż przed zaśnięciem“ – szybko odpowiedział Kaszko.

„To, co tu robimy?” – spytał skołowany Maksio.

„Ruch, ruch!“ – wykrzykiwał Benio, ale nikt nie wiedział, co chce przez to powiedzieć.

„Ahaaaa!“ – krzyknął Kaszko i zaczął zakładać kąpielówki, dzieci też zrozumiały.

I już po chwili szaleli w wodzie jak młode pingwiny wypuszczone po kilku latach na wolność.

„A to, co?“ – zapytała Majka i wybałuszyła swoje piękne oczka. Maksio otworzył buzię i nie mógł jej zamknąć.

„Żaglówki“ – pokazał Benio na łódki z żaglami, udając przy tym King-Konga.

„To jest ten ruch, Majko, który cię tak zmęczy, że zaśniesz zanim jeszcze dolecisz do domu“ – zrozumiał Kaszko.

„Żeglarstwa nie można uprawiać byle gdzie. To jest jedno z niewielu miejsc w Figlach-Miglach, gdzie można to robić“ – powoli tłumaczył Benio i wciągał równocześnie żagiel na jakiś kij.

„Chcę spróbować!“ – z niecierpliwością zawołała Majka.

I już za chwilkę Majka z Maksiem uczyli się pod okiem instruktora żeglować po Jeziorze Winiańskim, a ten nie mógł się nadziwić, że tak dobrze im idzie. Nie wiedział przecież, że na żaglówce koło Maksia siedział i dął w żagle Kaszko, a Majce pomagał Benio.

Szaleli tak przez kilka godzin, a kiedy wreszcie Majka z Maksiem dobili do brzegu, oba duchy spojrzały na Majkę.

„Nic“ – wzruszyła ramionami Majka, a oczy miała jeszcze szerzej otwarte.

„Pozostaje nam już tylko jedna możliwość“ – rzekł tajemniczo Beniaminek.

„Jaka?“ – zerwał się na równe nogi Maksio, gotów zrobić dla siostry wszystko.

„Musimy znaleźć czarodziejską roślinę, której zapach błyskawicznie łagodzi stres“ – powiedział Benio i stuknął Maksia w czoło.

„A taka istnieje?“ – spytał poważnie Kaszko.

„Istnieje, dlatego nasi, a także wasi ludzcy przodkowie, robili z niej poduszki i wkładali do szaf, wieszali na ścianach, wkładali między ubrania, a przede wszystkim dawali tam, gdzie potrzebowali spokoju, snu lub odpoczynku“ – wyjaśnił Benio.

„Wciąż nie wiem, o jaką roślinę chodzi“ – Kaszko myślał tak intensywnie, że aż mu para szła z głowy jak z lokomotywy.

„To roślina, która pomaga w gojeniu wszystkich ran…“ – dalej podpowiadał Benio.

„Babka!“ – wykrzyknęła Majka.

„Nie!“ – Benio zaśmiał się z ich wysiłków.

„Więc…“ – zastanawiał się Maksio...

„A kiedy komuś wypadają włosy, to spowalnia ich wypadanie“ – podpowiadał Benio.

„No tak, to musi być cudowne ziele“ – szepnął Maksio.

„I oczywiście pomaga na sen. To roślinka, którą ludzie na całym świecie dodają do olejków nasennych, poduszek i do...“

„Nie trzymaj nas już dłużej w napięciu!“ – wychrypiał Kaszko.

„Lawenda!“ – triumfalnie wykrzyknął Benio.

„Super!“ – rozpromienił się Kaszko.

„Ale nie wiem, czy możemy ją tu nad Jeziorem Winiańskim znaleźć“ – ostudził ich radość Benio.

„Niedaleko stąd na pewno ją znajdziemy“ – zaskoczył go Kaszko.

„Jak to niedaleko?“ – nie rozumiał Benio.

„Kiedy spałeś, to pewni sympatyczni ludzie założyli tu plantację lawendy“ – oznajmił Kaszko.

„W Figlach-Miglach?“ – Benio otworzył oczy tak, jakby nie spał ze 30 lat.

„Tu, za rogiem“ – powiedział Kaszko i uśmiechnął się do Majki.

„Świetnie“ – westchnęła Majka.

„To największa plantacja lawendy w Figlach-Miglach i sąsiednich krainach, a znajdziemy są w Trnavie“ – tłumaczył Kaszko.

„Ale przecież Trnava nie leży w Figlach-Miglach“ – powiedziała zawiedziona i trochę rozgniewana Majka.

„Trnava jest w krainie Abybyło“ – dodał Maksio.

„Ale jest też Trnava koło Laborca“ – Benio dał dzieciom lekcję geografii.

„No to, chodźmy!“ – zawołała Majka.

Doszli do pięknej plantacji, na której właśnie kwitła lawenda, wszędzie unosił się cudowny zapach i latały w powietrzu pszczółki. Maksiowi zaczęła cieknąć ślinka po brodzie, bo wyobraził sobie smak lawendowego miodu. Benio zrobił trzy oddechy i natychmiast zasnął, a Kaszko rozejrzał się wokół siebie i wskazał ręką na gospodarstwo.

Dzieci spojrzały i zobaczyły koło gospodarstwa dwoje sympatycznych ludzi. To oni je prowadzili, oczywiście nie sami. Ich uśmiechy były dokładnie takie same jak zapach lawendy – cudowne. Dzieci od razu zapytały, czy mają coś na spanie. Naturalnie mieli. Lawendowi ludzie zaprosili dzieci do domu i tam im pokazali lawendowe krople, olejek, syrop lawendowy, krem oraz lawendowe poduszeczki. Dzieci wzięły wszystko i poszły przejść się po plantacji, by rozkoszować się widokiem i zapachem jednego z najpiękniejszych kwiatów na świecie, a potem szybko poleciały do domu.

W domu zapaliły sobie lawendową świeczkę, dały Majce pod głowę lawendową poduszeczkę i zanim Kaszko skończył parzyć lawendową herbatkę, już spały. Kaszko sam siadł sobie z herbatką na sznurze na pranie na balkonie i siorbał, siorbał, a potem zasnął jak nietoperz.

Nie chce się wam czytać? Włączcie nagranie.

Spoznajte čarovné miesta z príbehu

Bajeczne nowości

Chcecie być zawsze na bieżąco i wiedzieć o każdej akcji w waszej okolicy lub otrzymać aktualny pomysł na świetną wycieczkę? Zostawcie nam swój e-mail, a nic istotnego ze świata Haravara wam nie umknie.
Košice Región Turizmus,
Bačíkova 7,
040 01 Košice, Slovakia
Tłumaczenia strony internetowej na język polski, angielski i węgierski zostały zrealizowane dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Turystyki i Sportu Republiki Słowackiej.
cross