

Majka i Maksio siedzieli w domu. Pół biedy, gdyby tylko siedzieli, ale oni chwilkę siedzieli, nerwowo chodzili, przystawali przy oknie, a potem się kładli. Gdyby ktoś ich widział, powiedziałby, że coś ważnego się dzieje i tak właśnie było.
„Nie wiem, co robić“ – powiedział Maksio i wbił pusty wzrok w okno.
„Ja też nie wiem“ – odpowiedziała Majka gryzmoląc coś na kartce.
„Ale musimy coś wymyślić!“ – stwierdził rozzłoszczony swoją bezradnością Maksio.
„Ale co? Oto jest pytanie!“ – rozmyślała Majka.
„Nie wiem, wciąż nie wiem, bo jeszcze nigdy nie robiłem ani nie kupowałem prezentu żadnemu duchowi na urodziny!“ – krzyknął zrozpaczony Maksio, patrząc gdzieś w dal przez okno.
„No dobrze, ale coś musimy wymyślić, to nasz najlepszy przyjaciel“ – powiedziała Majka i oboje oparli się o okno.
Kaszko, ich przyjaciel duch, miał właśnie dzisiaj urodziny, a oni przygotowywali dla niego różne prezenty: namalowali obrazki, zrobili dla niego koszulkę z napisem i stemplami, kupili mu też nową lupę, żeby nie niszczył sobie wzroku i nazbierali kwiaty… ciągle jednak wydawało się im, że to za mało.
„Chyba, chyba już nic nie wymyślimy“ – zrezygnowany Maksio usiadł na tapczanie.
„Chyba masz rację“ – powiedział Majka i usiadła obok niego, a te wszystkie prezenty, których wciąż wydawało się im mało, położyła przed sobą. Nagle papiery uniosły się w górę i zaczęły latać po pokoju, bo ktoś otworzył okno.
„Nie zamknąłeś okna?!“ – krzyknęła Majka i poderwała się, by chwytać papiery.
„Zamknąłem, jestem…. Kaszkooooo!“ – radośnie zawołał Maksio.
Ucieszony Kaszko wleciał do pokoju.
„Ależ tu macie bałagan, latają wam tu papiery, po podłodze walają się jakieś gliniane figurki, kwiaty i…“ – stwierdził Kaszko.
„Kaszko, to przecież nie jest bałagan“ – powiedział smutno Maksiu i usiadł na tapczanie.
„A co to jest?“ – Kaszko bezradnie rozglądał się dookoła.
„To są prezenty dla ciebie“ – powiedziała Majka i wskazała ręką na rzeczy na podłodze, na oknie oraz unoszące powietrzu.
„Jeeeejku, żartujecie?!“ – wykrzyknął z przejęciem Kaszko.
„Ależ skąd!“ – odpowiedziały równocześnie dzieci.
„W naszym świecie bardzo sobie cenimy prezenty“ – powiedział Kaszko i spojrzał z uznaniem na przyjaciół.
„W jakim naszym świecie?“ – zapytała Majka.
„No, w naszym świecie duchów“ – odpowiedział Kaszko i zaczął przeglądać obrazki.
„Ale to chyba jest też nasz świat, jeśli możemy was widzieć, prawda?“ – spytała Majka i przewróciła oczami.
„Chyba tak“ – uśmiechnął się zawadiacko Kaszko.
„Kaszko, ty coś knujesz!“ – stwierdziła Majka, spoglądając na Kaszka.
„Coś mi przyszło do głowy“ – powiedział Kaszko z błyskiem w oku.
„To brzmi jak zaproszenie na przygodę“ – uśmiechnął się Maksio.
„Przyjaciele, to będzie przygoda waszego życia“ – cicho i tajemniczo szepnął Kaszko.
„Wybierzemy się do krainy Niekrainy i do krainy Ojboli!“ – wykrzyknęła Majka.
„Ależ nie!“ – zaprzeczył Kaszko i pokręcił głową jak sowa Jadwiga.
„A zatem do krainy Zawalidroga“ – zgadywał Maksio.
„Zostaniemy w Figlach-Miglach“ – oznajmił Kaszko.
„Aha, a ta przygoda?“ – trochę zawiedzione zapytały dzieci, bo nie mogły sobie wyobrazić nowej przygody w Figlach-Miglach.
„Chodźcie, przyjaciele!“ – powiedział Kaszko i ruszył w stronę drzwi.
„Ale dokąd?“ – chcieli się dowiedzieć Maksio i Majka.
„Pokażę wam, co musi zrobić każdy duch, kiedy ma urodziny, ale potrzebujemy trochę czasu, żeby się przygotować“ – mrugnął do nich Kaszko.
„Ile?“ – dopytywała się Majka.
„Wsiądźcie do pociągu i wysiądźcie w Spiskiej Nowej Wsi, tam będę na was czekał” – odpowiedział Kaszko.
Majka z Maksiem chwycili swoje już od dawna spakowane plecaki, dopakowali do nich jeszcze buty turystyczne oraz za radą Kaszka stroje kąpielowe, zimowe kurtki, rękawice, szale i czapki z daszkiem, i... no, jednym słowem spakowali się, jakby się przeprowadzali, a nie wybierali na wycieczkę. Trochę byli zaskoczeni, ale Kaszko już ich przyzwyczaił do niespodzianek.
„Ciekawa jestem, gdzie dziś wylądujemy?“ – Majce rozbłysły oczy.
„Ja też!“ – odparł Maksio, który właśnie skończył pakować się i ruszył w stronę drzwi.
Maksio z Majką wsiedli do pociągu i wysiedli w Spiskiej Nowej Wsi. To miasteczko raz do roku ożywiają żywe rzeźby, a przez cały rok działa tam świetny teatr. Kaszko już czekał na nich na dworcu.
„Witajcie, przyjaciele!“ – przywitał ich i sprawdził, czy mają wszystko, co kazał im zabrać.
„To dokąd idziemy?“ – zapytał zaciekawiony Maksio.
„Najpierw zatrzymamy się Suchej Belej“ – oświadczył Kaszko.
„A co tam jest?“ – trochę marudziła Majka.
„Tam jest takie miejsce… no, sami zobaczycie“ – zachęcał ich Kaszko.
Kaszko z dziećmi wsiedli do auta, które prowadził jego kolega – duch Grzegorz. W samochodzie dowiedzieli się, że Grzegorz kiedyś prowadził pierwsze auto, które pojawiło się na Spiszu, że jest jednym z najlepszych kierowców na świecie i szkoda, że jego sztuki prowadzenia samochodu nikt nie może zobaczyć. Dlatego cieszył się, że może popisać się swoimi umiejętnościami przed Majką i Maksiem. Po krótkiej przejażdżce przez wioski i piękne krajobrazy dotarli do dziwnego miejsca.
„Kaszko, to przecież jest autocamping?!“ – zdumiał się Maksio.
„To jest autocamping Podlesok“ – odparł duch.
„Czy to znaczy, że każdy duch musi obchodzić swoje urodziny na campingu?“ – zapytała nieco zaskoczona Majka.
„Nie, nie, to jest nasza baza wypadowa“ – odpowiedział Kaszko i wskazał ręką gdzieś w dal powyżej campingu.
„Jak baza wypadowa?“ – dzieci nie rozumiały, o co mu chodzi.
„My, duchy nie obchodzimy urodzin co roku“ – zaczął tłumaczyć Kaszko.
„Lecz raz na 20 lat“ – dokończył Grzegorz.
„To znaczy, że wy obchodzicie dwudziestolecia“ – zaśmiał się Maksio.
„No, mniej więcej. My obchodzimy urodziny co dwadzieścia lat, ale zanim zacznie się uroczystość, musimy zrobić pewną rzecz, której nie widział żaden śmiertelnik!“ – powiedział Kaszko, a dzieciom zaświeciły się oczy.
Grzegorz tylko uśmiechnął się pod nosem i sprostował: „Jeden widział“.
„Tak, jeden widział, a potem wszystko wygadał waszemu pisarzowi Dobšinskiemu, a ten wyczarował z jego opowieści baśń o dwunastu miesiącach“ – trochę gniewnie wspomniał Kaszko.
„Chcecie powiedzieć, że dwunastu braci-miesięcy istnieje?“ – zapytała Majka ściszonym z przejęcia głosem.
„Pewnie, że istnieją!“ – stwierdził Grzegorz.
„Nie do wiary!“ – krzyknął Maksio i aż usiadł z wrażenia.
„I są tutaj w Figlach-Miglach?“ – nieśmiało zapytała Grzegorza i Kaszka Majka.
„Oczywiście“ – odparł Grzegorz, nachylając się nad Majką i mrugając.
„I są właśnie tam“ – Kaszko wskazał palcem coś dziwnego niedaleko miejsca, w którym byli. Podeszli bliżej, by obejrzeć coś, co wyglądało jak portal do jakiegoś nieznanego świata.
„To nieznany portal?“ – zapytała Majka, wybałuszając oczy.
„To jest znany portal w Suchej Belej“ – odrzekł Kaszko i najwyraźniej przygotowując się do czegoś, zaczął oglądać portal.
„Aha, a z czego słynie?“ – zaczął dopytywać się Maksio.
„Wam śmiertelnikom wskazuje, ilu ludzi jest w Słowackim Raju, w którym właśnie jesteśmy, czy jest w nim już pełno i pokazuje miejsca, do których warto się wybrać, ale przede wszystkim jest to wejście do kanionu Słowackiego Raju“ – wyjaśnił Grzegorz.
„A każdy duch, który ma urodziny, musi odbyć wycieczkę do Słowackiego Raju“ – starała się być dowcipna Majka i zaczęła zmieniać buty.
„Ależ nie, każdy duch musi przeżyć rok w jeden dzień“ – starał się zrozumiale wyjaśnić Grzegorz.
„A tak się da?“ – zapytał Maksio i tak szeroko otworzył oczy ze zdumienia, że mogłoby w nie wlecieć nawet dziesięć much.
„Da, jeśli wie się, jak“ – Kaszko ponownie mrugnął do przyjaciół.
„Hm, a wy pewnie wiecie!“ – domyśliła się Majka.
„Oczywiście, chodźcie z nami” – powiedział Grzegorz.
Grzegorz z Kaszkiem podlecieli do portalu. Kiedy już wszyscy turyści przez niego przeszli i przejrzeli wszystkie informacje, Kaszko zerknął na ziemię pod portalem, a Grzegorz zaczął wystukiwać rękami na ziemi taki rytm, przy którym żywiej bije serce i od razu chce się tańczyć.
„Co wy robicie?“ – nie rozumiała Majka.
„Wy nie wiecie, ale w tym miejscu, w którym teraz stoi portal do Suchej Belej, stał nasz portal duchów“ – wyjaśniał jak profesor Kaszko.
„To znaczy, że zabudowano wasz portal?“ – posmutniała Majka.
„Skądże, to myśmy namówili ludzi, żeby tu zbudowali swój!“ – zaśmiał się Grzegorz.
„Ale dlaczego?“ – zapytał Maksio, bo już nic nie rozumiał.
„Dlatego, że niektóre duchy nie mogły go znaleźć, a teraz szybko go znajdziemy. Patrzcie, już się pokazuje – dodał Kaszko.
I naprawdę ukazał się portal duchów. Nie stał jednak tak, jak ludzki portal w Suchej Belej, ale leżał na ziemi, a pośrodku portalu płonęło ognisko, wokół którego siedziało dziesięć postaci, 5 kobiet i 5 mężczyzn.
„Kim jesteście?“ – wydyszała Majka.
„To dziesięć miesięcy, dwoje z nich właśnie przekazuje sobie władzę, więc ich tu nie ma“ – wyszeptał jej do ucha Grzegorz.
„Ale tam są też kobiety i dziewczęta?“ – wskazała na bajkowe postacie Majka.
„No jasne, przecież wiosenne i zimowe miesiące należą do dziewcząt i kobiet“ – odpowiedział Kaszko, nie rozumiejąc, czemu Majka się dziwi.
„Letnie i jesienne to męskie miesiące“ – spokojnie uzupełnił Grzegorz.
„A czemu?“ – zapytała Majka.
„Bo to dziewczęta dają życie ziemi i dlatego są wiosennymi miesiącami“ – wyjaśnił Kaszko kompletnie zaskoczonej Majce.
„A najgorszą rzeczą na świecie jest to, gdy gniewa się na ciebie twoja mama albo babcia, albo ciocia... no po prostu dziewczyna jak ta… no, Roszpunka czy Anna…, czy która to tam była…, bo potrafi zmrozić świat samym spojrzeniem, dlatego są zimowymi miesiącami“ – tłumaczył zaskoczonej Majce Grzegorz.
Nagle do kręgu wszedł Kaszko. Bracia i siostry miesiące podnieśli ręce i wokół zapanowało lato. Miesiące trzymały ręce w górze, a Kaszko wykrzyknął:
„I mamy latooooo!“
Grzegorz, Majka i Maksio wbiegli do doliny Słowackiego Raju, fikali koziołki, opalali się i pili pyszne lodowe drinki. Jednym słowem bawili się na całego, czyli tak, jak można bawić się latem w Słowackim Raju. Wtem Grzegorz mrugnął do Kaszka, a ten chwycił dzieci i polecieli z powrotem do miesięcy. Tam ponownie przyłączył się do kręgu.
Miesiące opuściły ręce i jeszcze raz je podniosły, potem wstały, a wtedy zmienił się nie tylko krajobraz, ale także pogoda. Wszędzie zapanowała zima, a zimowa zadymka zawiała ich gdzieś... w jakieś miejsce, którego nie znali.
Kaszko spojrzał na dzieci i głośno zawołał: „Szybko zakładajcie ciepłe rzeczy, które macie ze sobą!“
„Kaszko, gdzie jesteśmy?“ – zapytała Majka i założyła spodnie dresowe.
„To jest, przyjaciele, Snow Park Ľadová“ – odpowiedział duch.
„Jesteśmy jeszcze w Figlach-Miglach?“ – upewnił się Maksio.
Grzegorz sprawdził ich zimowe ubrania i powiedział: „Jesteśmy w Figlach-Miglach, w figlo-miglskim raju i to jest to, co musi zrobić każdy duch, kiedy ma urodzinki“.
„Zmarznąć?“ – spytał Maksio, chuchając w ręce, bo zapomniał rękawiczek.
„Trzeba przejechać się tą świetną trasą biegową. Trasę z takimi pięknymi widokami znajdziecie tylko tu!“ – zawołał Grzegorz, najwyraźniej ucieszony z możliwości pobiegania na nartach.
Wszyscy dostali od Grzegorza narty i kijki, więc ruszyli za Kaszkiem. Nie wiem, czy widzieliście ducha na nartach biegowych, pewnie nie. Wyobraźcie sobie zatem ducha, który ma ogon, żeby mógł na nim latać i trzyma ten ogon na jednej narcie, w rękach kijki i biegnie. Wygląda więc raczej jak kogoś z dodatkowymi kijkami na desce surfingowej, ale dzieci bawiły się świetnie. Maksio bawił się dobrze, lecz marzł w ręce bez rękawiczek.
Na szczęście po drodze był szałas, w którym mógł się trochę ogrzać, a Grzegorz w tym czasie poleciał gdzieś po rękawice dla niego.
„Domyślam się, co się stanie“ – wyszeptała Majka.
Kiedy chcieli ruszyć dalej, szybko wstali, jakby szykowali się do lotu i po chwili znów byli koło braci i sióstr miesięcy. Portal przyciągnął ich z powrotem.
Nagle wstały trzy dziewczęta, podniosły ręce, w których trzymały najpiękniejsze kwiaty, jakie kiedykolwiek mogliście widzieć. Ich upojny zapach łechtał nosy Majki i Maksia. Wtem pojawiła się tęcza, a oni znaleźli się gdzieś…
„Oooooo“ – krzyknęli z zachwytem Kaszko i Grzegorz.
„Gdzie jesteśmy? Skądś to znam“ – powiedział Maksio, rozglądając się wokoło.
„To Poráč Park, piękne miejsce na wiosenne przechadzki“ – oznajmił Kaszko, który wzbił się wysoko w powietrze i wyglądał, jakby leciał pierwszy raz.
„Jasne, tu gdzieś graliśmy z tatą w minigolfa i się kąpaliśmy“ – przypomniała sobie Majka.
„Jest tu wszystko to, o czym mówisz i jeszcze o wiele więcej“ – wyszeptał Grzegorz.
„Możecie już zdjąć zimowe rzeczy“ – szepnął z drugiej strony Kaszko.
Dopiero wtedy Majka i Maksio zorientowali się, że ciągle jeszcze mają na sobie zimowe ubrania i że to, co po nich spływa to nie woda z kąpieliska, ale ich własny pot. Szybciutko rozebrali się, założyli kąpielówki i chcieli wskoczyć do wody. Niestety dopiero była wiosna, więc jeszcze nie czas na kąpiele. Na szczęście w Poráč Parku jest basen, w którym przyjaciele się wytaplali, a potem poszaleli na słoneczku!
„Wiosna jest najpiękniejsza na świecie!“ – krzyczały duchy i dzieci. Poszaleli kilka godzin w wodzie, a potem oczywiście zagrali w minigolfa.
Gdy się zmęczyli, usiedli na górce i obserwowali przyrodę, która jest wiosną taka piękna.
„Chciałabym mieć w domu te dziesięć miesięcy“ – rozmarzyła się Majka.
„Po co?“ – zapytał leniwie Kaszko, który odpoczywał po szaleństwach na najbliższym drzewie, gdzie wisiał na gałęzi jak nietoperz.
„Bo, gdyby zachciało mi się przejść po wiosennej łące, to wstałyby dziewczęta i już mogłabym to zrobić. Gdybym chciała zagrać w śnieżki lub pojeździć na łyżwach...“ – rozmarzyła się Majka.
„To wstałyby inne miesiące i mielibyśmy inną porę roku. Taką, jaką byśmy chcieli, moglibyśmy robić wszystko, co byśmy chcieli“ – dodał Maksio.
„Ale świat nie jest po to, żebyśmy robili to, co chcemy, lecz po to, żebyśmy robili to wszystko, co powinniśmy, a wszystko po to, żeby nam wszystkim żyło się tu dobrze“ – powiedział poważnie Kaszko.
Majka z Maksiem zamyślili się, a koło nich znów pojawiła się tęcza i znaleźli się obok miesięcy.
„A teraz jesień“ – szepnął Maksio i oboje z Majką zamknęli oczy, by zaskoczyło ich to, co zobaczą po ich otwarciu.
„Ciekawa jestem, gdzie się znajdziemy“ – nie mogła doczekać się Majka.
Wstali dwaj brodaci mężczyźni, podnieśli ręce, a z włosów wyleciały im liście i trzy ptaki. Wszystko wokół nich spowiła gęsta mgła, a kiedy się podniosła, stali koło dziury w ziemi, nad którą był napis: Rochus.
„No to już po nas“ – ze strachem w oczach cichutko powiedziała Majka.
„Co się dzieje, Majko?“ – zapytał Kaszko.
„To chyba jest grota smoka Rocha“ – odpowiedziała, kuląc się Majka.
„Ależ, nie“ – zaśmiały się duchy: „To jest Muzeum Górnicze i szlak górniczy w Rudňanach“.
„Ale tu je napisane «Rochus» – bronił siostry Maksio.
„Rochus to nazwa sztolni“ – wyjaśnił Grzegorz.
„Czego?“ – nie rozumiała Majka.
„Sztolnia to korytarz, którym górnicy schodzili pod ziemię, by kopać“ – odpowiedział Kaszko i wskazał na wielkie piękne wrota sztolni.
„Aha, czyli przez sztolnię dostawali się pod ziemię“ – zrozumiała Majka.
„Dokładnie tak. Najczęściej sztolnie miały swoje imiona“ – jak zwykle błysnął wiedzą Grzegorz.
„Dosyć pytań, nie mamy za dużo czasu, więc cieszmy się teraz jesienią!“ – wykrzyknął Kaszko.
Zaczęli szaleć. Najpierw weszli do stojącej tam lokomotywy, przeznaczonej do oglądania przez dzieci zwiedzające muzeum. Majka i Maksio byli wszak z duchami, a w dodatku jeden z nich miał urodziny, a więc duchy użyły najlepszych czarów i z lokomotywy zaczęła buchać para. Grzegorz wydawał dźwięki jak lokomotywa w tunelu. Zajrzeli też do drewnianej chaty, gdzie Maksio z Majką dowiedzieli się, jak żyli górnicy i czym się zajmowali.
„Kaszkooooo!“ – zawołała nagle Majka.
„Co się stało?“ – przyleciały do niej duchy i zdyszany brat.
„Tu gdzieś powinno być złoto i srebro. Tu, na tej tablicy jest napisane, że w tutejszych sztolniach wydobywano złoto i srebro“ – oznajmiła Majka zaskoczonemu Maksiowi i dziwnie zachowującym się duchom.
„Myślisz, że jeszcze tu jest?“ – spytał Maksio.
“Możliwe, ale pewnie się tego nie dowiemy“ – odpowiedział Kaszko.
„Czemuuu?“ – nie rozumiały dzieci, ale szybko pojęły. Koło nich pojawiła się tęcza i dym, a oni wrócili do portalu. Zanim znikli, zdążyli jeszcze pożegnać się z Grzegorzem.
Kiedy już byli w domu, Majka leżała w łóżku jakaś smutna.
„Majko, czy ty żałujesz złota?“ – zagadnął ją Kaszko.
„Mhmmm“ – przytaknęła Majka.
„Rozejrzyj się wokół siebie, kiedy jutro wyjdziesz z domu, spójrz, ilu ludzi nosi złote łańcuszki, pierścionki, wisiorki i inne błyskotki“ – pogłaskał ją po głowie Kaszko.
„Nasi rodzice też mają złote pierścionki, a raczej obrączki“ – przypomniał sobie Maksio.
„Ale ilu z nich mogło przeżyć cały rok w jeden dzień jak wy? Ilu ma rodziców, którzy zabiorą ich wycieczkę, by poznawać Figle-Migle?“ – Kaszko pocieszał Majkę, patrząc w jej smutne oczy.
„To prawda“ – przestała się smucić Majka.
„Żadne złoto nie zastąpi przeżyć z najbliższymi, pięknych wspomnień i żadne złoto nie da wam nowych przyjaciół, ale wycieczkę do Figli-Migli owszem. Bo tylu przygód i tylu świetnych kolegów nie spotyka się ot tak“ – dodał Kaszko, który pomyślał sobie, że to były najlepsze z jego urodzin i już się cieszył na kolejne za 20 lat.



