

Był piękny kwietniowy dzień, lecz zachowanie Majki i Maksia w ogóle na to nie wskazywało. Niemal biegali po ulicy Głównej w Koszycach, czyli stolicy Figli-Migli, bo Kaszko, ich przyjaciel duch, nie pokazał się u nich już od kilku dni, co znaczyło, że zachorował lub coś się stało, a to coś mogło być wszystkim.
„A co, jeśli uderzył głową w dzwon u św. Elżbiety?!“ – przyszło do głowy zrozpaczonej Majce.
„Wiele razy mu mówiłam, żeby tam nie latał bez potrzeby“ – denerwowała się dziewczynka.
„Albo może latał gdzieś w tym ich świecie duchów i spotkał jakiegoś czarownika, a ten go zamienił w kostkę mydła“ – snuł czarne scenariusze Maksio.
„Albo w jakieś zwierzątko, ale mało prawdopodobne“ – zastanawiała się Majka.
Kreśląc w głowach te przerażające wizje, doszli aż do wieży, w której mieszkał Kaszko. Weszli na górę i zobaczyli, że Kaszko grzebie w książkach. Na podłodze leżało ze 157 książek, wszędzie walały się jakieś papiery i pobazgrane kawałki kamieni.
„Kaszko“ – cicho powiedziała Majka, bo nie chciała mu przeszkadzać.
„Kaszko“ – równie cicho szepnął Maksio, widząc jak Kaszko miota się od książki do książki, potem wylatuje przez okno na zewnątrz, wraca do środka, wali głową w mur wieży i krzyczy: „Przypomnij sobie, przypomnij sobie, Kaszkoooooooo!!!“
„Kaszko!“ – powiedziała Majka trochę głośniej, ale Kaszko nawet ich nie zauważył.
„Jeszcze tam to może być!“ – wykrzyknął Kaszko i podleciał do Maksia.
Zatrzymał się przed nim, ale zamiast się przywitać, zaczął przeszukiwać jego plecak.
„Może tu to dałem!“ – nerwowo zastanawiał się duch.
„Kaszko!!!!“ – zawołał już pełnym głosem Maksio.
„Wybaczcie przyjaciele, ale dzisiaj i w następnych dniach, nie będę miał czasu“ – usprawiedliwił się Kaszko, wciąż latając z miejsca na miejsce.
„Widzimy, że nie masz czasu, ale nie widzieliśmy cię już od kilku dni i nie wiemy, co się z tobą dzieje“ – odpowiedziała Majka, spoglądając jeszcze raz na ten cały bałagan.
„Co ma się dziać? Jestem skończony!“ – odpowiedział Kaszko i usiadł na oknie wielkiej wieży.
„Ale co się stało?“ – dopytywał się Maksio, który podszedł do Kaszka.
„Co się stało?! Zgubiłem go!“ – oznajmił Kaszko.
„Ale co zgubiłeś?“ – zapytała Majka, podeszła bliżej i zaczęła głaskać Kaszka po ręce.
„Zgubiłem przepis na lody“ – odparł Kaszko.
„Na co?“ – krzyknęły równocześnie dzieci, a Majka przestała głaskać Kaszka.
„Na nasze specjalne lody dla duchów“ – spojrzał na nich nieprzytomnym wzrokiem Kaszko.
„To wy macie swoje lody?!“ – zdziwił się Maksio i próbował sobie wyobrazić takie lody.
„Oczywiście i to nie byle jakie, ale czereśniowe“ – mlasnął ze smakiem Kaszko.
„Czemu czereśniowe?“ – zapytała Majka, która próbowała sobie przypomnieć, czego uczono ją o czereśniach.
„Wy pewnie nie wiecie, ale my duchy lubimy tylko kilka rzeczy. Nie wiem, czemu, ale tak już jest od tysięcy lat, a jedną z rzeczy, które uwielbiamy, są czereśnie oraz wszystko, co ma z nimi coś wspólnego“ – wyjaśnił Kaszko i znowu szukał czegoś w książkach.
„Aha, i nie wiecie, czemu tak jest?“ – zapytał Maksio z lekkim uśmiechem.
„Nie wiemy, ale właśnie dlatego jest nas tak dużo w Figlach-Miglach“ – tłumaczył dalej Kaszko, potem zdjął z półki kolejne cztery książki, które zaczął kartkować.
„Dlatego, że w Figlach-Miglach mamy najlepsze czereśnie?“ – zapytała Majka, która starała się zrozumieć, co Kaszko ma na myśli.
„Nie wiecie tego?“ – spojrzał na nich znad otwartej książki Kaszko.
„A co mielibyśmy wiedzieć?“ – spojrzały na niego zaciekawione dzieci.
„Wy nic nie wiecie o Brdárce?!“ – zdumiał się duch.
„To jakaś pisarka, która pisze o czereśniach?“ – spytała Majka, bo wydawało się jej, że to literacko brzmiące nazwisko.
„A może jakaś sadowniczka, która wyhodowała jakiś super gatunek czereśni?“ – zgadywał Maksio.
„Nie, to miejscowość w Figlach-Miglach, w której są ogromne czereśniowe sady i kiedyś rosło tam aż 120 gatunków czereśni“ – odparł Kaszko.
„120 gatunków?“ – nie mogli nadziwić się Maksio z Majką i próbowali sobie wyobrazić, jak może smakować 120 gatunków czereśni.
„A w dodatku te czereśnie kwitną właśnie teraz w kwietniu“ – nerwowo wyjaśnił Kaszko.
„Ojej, jedźmy tam!“ – wykrzyknęła radośnie Majka, bo wyobraziła sobie pięknie kwitnące czereśnie.
„Moglibyśmy, ale nie możemy“ – zagadkowo odpowiedział Kaszko, który wciąż latał tam i z powrotem.
„Wyjaśnij!“ – zażądały dzieci i stanęły mu na drodze.
„My duchy zmieniamy się w wykonywaniu obowiązków“ – zaczął powoli Kaszko.
„Jakich obowiązków?“ – zapytały dzieci, nie dopuszczając Kaszka do książek.
„Każdego roku jeden z nas musi zrobić czereśniowe lody na cały rok i przechować je, a najważniejsze jest to, że musi je zrobić według starego przepisu, bo tylko takie my-duchy możemy jeść“ – znowu zaczął lamentować Kaszko.
„Przecież masz jeszcze czas, czereśnie dojrzewają dopiero gdzieś w...“ – chciała go pocieszyć Majka.
„Tak, tak, ale my duchy robimy lody nie z owoców, ale z kwiatów czereśni“ – Kaszko szeptem zdradził przyjaciołom wielką tajemnicę.
„A one kwitną właśnie teraz“ – zrozumiał Maksio.
„Za kilka dni kwiaty zaczną opadać na ziemię jak śnieg, a ja je wszystkie muszę złapać, pozbierać i zrobić z nich lody“ – powiedział Kaszko i znowu zaczął nerwowo latać.
„No to chodźmy zbierać kwiaty, będziemy mieli zimę wiosną!“ – ucieszyła się Majka.
„Ale zgubiłem swoją karteczkę, na której zapisałem instrukcję, gdzie mam szukać tego przepisu. Kolega Gerhard, który robił lody w zeszłym roku, posłał mi , a ja ją gdzieś przypiąłem, włożyłem lub...“ – Kaszko znowu zaczął kwilić.
„Kaszko?“ – nieśmiało odezwała się Majka.
„Teraz nie, Majko“ – nerwowo odwarknął Kaszko i chwycił w rękę książkę, którą przeglądał już ze sto razy.
„Nad łóżkiem masz pajęczynę, tam na górze, na suficie, a ja boję się pająków“ – wyszeptała Majka.
„To niemożliwe“ – odpowiedział Kaszko.
„Ale tam naprawdę coś jest“ – potwierdził Maksio.
„Rany Julek, święta wróżko Amelko, przecież to jest to!“ – wykrzyknął Kaszko.
„Co?“ – zapytała Majka, zerkając ze strachem na pajęczynę, bo myślała, że Kaszko zobaczył pająka.
„To jest ta wiadomość od Gerharda. Jest na takiej siatce, a ja ją powiesiłem nad łóżkiem, żebym o niej nie zapomniał“ – ucieszył się Kaszko i klepnął się w czoło.
„Czyli całe dni latasz między książkami, a nad łóżko nie zajrzałeś?“ – zaśmiali się Maksio i Majka.
„To prawda, lecz teraz“ – Kaszko podleciał do sufitu i bohatersko chwycił instrukcję, jak odnaleźć przepis, a następnie oznajmił: „Teraz już możemy zbierać kwiaty i robić lody“.
„Chodźcie!“ – zawołał Kaszko, dał im troszkę zioła na latanie, bo już nie mieli czasu, by pojechać pociągiem i autobusem. Natychmiast polecieli w kierunku Rožňavy, a potem do Brdárki.
„Oczom nie wierzę!“ – wykrzyknęła radośnie Majka, gdy zobaczyła te piękne białe jak śnieg drzewa i opadające z nich płatki kwiatów, które wyglądały, jakby naprawdę sypał śnieg.
„Czegoś takiego nie widuje się, o tak“ – przyznał Maksio i zaraz zaczął oglądać płatki przez swoją lupę, a Majka zaczęła rysować szkic obrazka pod tytułem Zima wiosną.
Kaszko wyjął wiadomość od Gerharda i czytał:
„Zbierzesz płatki kwiatów, zaniesiesz je do Domicy, tam znajdziesz nasze różowe nacieki i Skarbiec, wywołasz Hahuhę i dostaniesz od niego młynek, a ze skarbca weźmiesz obola dla przewoźnika. On ci powie, co dalej“.
Kaszko zapatrzył się na sady pełne białych kwiatów i drzew, ale zaraz oprzytomniał i zaczął zbierać płatki. Wyglądało to przepięknie.
„Kaszkooo!!“ – zawołała Majka.
„Tak?“ – odpowiedział ucieszony duch, który wciąż przelatywał między drzewami tak szybko, że płatki spadały na ziemię.
„Zawsze myślałam, że to wiatr wieje i zrzuca kwiaty z drzew“ – powiedziała Majka.
„Z niektórych zrzuca, ale nie z czereśni“ – zanucił Kaszko i przeleciał koło jednej czereśni tak szybko, że opadła z niej połowa kwiatów.
„Nie?“ – nie rozumiała Majka.
Zaskoczony Maksio stanął i przestał zbierać płatki.
„Nie, bo wietrzyki też lubią kolor czereśniowych kwiatów“ – zdradził tajemnice duchów Kaszko.
„Czyli w te płatki, to wy dmuchacie?“ – zapytał Maksio, drapiąc się po czole.
„Teraz to dokładnie ja“ – zaśmiał się Kaszko.
„To znaczy, że kiedy patrzymy na czereśnie w naszym ogrodzie i jakoś szybciej spadają płatki na ziemię...“ – rozmyślała na głos Majka.
„To pewnie jest tam jakiś duch, ale teraz powinniście go już widzieć“ – wykrzyknął Kaszko, kiedy przelatywał około kolejnego drzewa.
„To wspaniale, bo sporo duchów już było tuż koło nas!“ – trochę naburmuszeni odpowiedzieli Maksio i Majka.
„A teraz, przyjaciele, do roboty!“ – Kaszko latał wokół drzew, płatki wirowały jak śnieg, a oni, wszyscy troje, je zbierali. Pod wieczór ruszyli do Domicy.
„Byliście już w Domicy?“ – spytał Kaszko.
„Jeszcze nie“ – przyznali się Maksio i Majka.
„Szkoda, bo to największa jaskinia w Słowackim Krasie, a co ważniejsze ludzie i duchy żyją tu już 56 tysięcy lat” – rzucił od niechcenia Kaszko.
„Cooo?“ – Majka o mało nie upuściła wszystkich płatków.
„I mieszka tu najstarszy duch Figli-Migli – Hahuha” – dodał Kaszko.
„Drapie cię w gardle?“ – Majka poważnie spojrzała na Kaszka.
„Nie, dlaczego?“ – zdziwił się Kaszko i zaczął sprawdzać gardło.
„Bo zakaszlałeś: ha hu ha“ – odpowiedział Maksio.
„Hahuha ma na imię ten duch“ – wyjaśnił Kaszko.
„Czemu ma takie śmieszne imię?“ – zaśmiał się Maksio.
„Bo, kiedy się tu sprowadził przed jakimiś 30 tysiącami lat, to ani duchy, ani ludzie nie znali jeszcze żadnych słów, więc mówili do siebie tylko: ha hu ha“ – wyjaśnił Kaszko.
„Hahuha!!!“ – krzyknął Maksio do ucha Majce, żeby ją nastraszyć.
„Teraz, przyjaciele, musimy być cicho, schodzimy pod ziemię. Najpierw musimy znaleźć nasze różowe nacieki, potem Skarbiec, a potem naszego Hahuhę“ – upomniał Maksia i Majkę Kaszko.
„No to, chodźmy“ – zdecydowanie powiedział Maksio.
„A nie zmarzniemy tam?“ – zapytała Majka.
„Nie, wystarczy krótki rękawek, bo w jaskini przez cały rok jest stała temperatura 10-11 stopni“ – uśmiechnął się Kaszko i zerknął, czy się trochę nie przestraszą.
„Aha, ale to znaczy nie możesz tam przechowywać lodów, bo by się roztopiły“ – zauważyła Majka.
„Ale przecież na razie tylko szukamy przepisu“ – wyjaśnił Kaszko.
„Jasne!“ – dzieci stuknęły się palcami w czoła i spoważniały.
Chodzili po przepięknej jaskini pełnej nacieków, załomów i komnat.
„Tu to jest!“ – Kaszko pokazał coś palcem i poleciał w tę stronę.
„Co to jest?“ – Majka z niedowierzaniem spojrzała na przepiękne nacieki.
„To są różowe nacieki“ – wyjaśnił Kaszko.
„Przepiękne“ – stwierdził Maksio.
„Ale my szukamy naszych różowych nacieków“ – rozglądał się Kaszko.
„Macie swoje nacieki?“ – dopytywała się Majka.
„Te różowe nacieki podziwiają wszyscy ludzie, a powstały dzięki temu, że woda przepływa przez czerwoną glinę, która nadaje naciekom różowy kolor” – powiedział Kaszko, patrząc na nacieki.
„Aha, a wasze?“ – nie dała się zbyć Majka
„A nasze nacieki też są różowe, ale nie od gliny, lecz od najstarszych czereśniowych lodów nie tylko w Figlach-Miglach, ale na całej ziemi” – szepnął Kaszko i położył palec na ustach.
„Ooooo!” – dzieci niemal krzyczały.
„Pssst“ – uciszył dzieci i powiedział: „Muszę ich odrobinkę wziąć, bo to tajemniczy składnik naszych lodów“.
„Aha, mamy być cicho, żeby nikt się nie dowiedział, bo nam nie wolno dotykać nacieków“ – zrozumieli Maksio i Majka.
„Tak właśnie!“ – przytaknął Kaszko i dodał: „Gdybyście dotknęli nacieków, które tworzą się w jaskini przez tysiące, a nawet miliony lat, zniszczylibyście je“.
„A gdybyśmy dotknęli waszych?“ – zapytały dzieci.
„Zniszczylibyście je całkiem, bo my ich dotykamy tylko za pomocą czarów“ – odpowiedział Kaszko.
Zaczął czarować oraz śpiewać, po czym podszedł do trzech różowych nacieków. Wtem odłamał się z nich kawałek czegoś różowego, co wskoczyło Kaszkowi do kieszeni.
„Czego teraz szukamy?“ – zapytał Maksio.
„Szukamy Skarbca“ – rozglądając się, powiedział Kaszko.
„A co to jest?“ – Maksio chciał się dowiedzieć czegoś więcej.
„To jest taki naciek, taki, taki... o, tu jest!“ – krzyknął Kaszko, a echo odezwało się z różnych zakątków jaskini.
„Jest przepiękny“ – powiedziała Majka i zatrzymała się, bo nie mogła oderwać wzroku od tego, co widziała.
„Odsuńcie się!“ – rozkazał Kaszko i znowu zaczął zaklinać. Po chwili wyjął z kieszeni jakiś proszek, rzucił go w powietrze i nagle stało się coś, co dzieci dotychczas widziały tylko w filmach o kosmitach. Naciek zwany Skarbcem wzniósł się w górę, otworzył się, wypadła z niego mała moneta, a potem Skarbiec wrócił na swoje miejsce.
„Co to jest?“ – wyszeptała Majka.
„To jest nasz figlo-miglski obol, na który mówimy ojbyło“ – zaśmiał się Kaszko.
„A do czego jest nam potrzebny?“ – zapytał Maksio, patrząc na obola.
„Do przepłynięcia rzeki Styks“ – odparł szeptem Kaszko, obracając monetę w palcach.
„Kaszko, w mitach greckich Styks to rzeka zmarłych“ – powiedziała ze strachem Majka.
„Ale starożytni Grecy tylko przejęli nazwę naszej figlo-miglskiej rzeki“ – wyjaśnił Kaszko.
„To my też mamy Styks?“ – Majce odjęło mowę.
Po chwili byli nad rzeką, na której była mała łódka, dokładnie tak, jak na rzece Styks w mitach greckich. Kaszko dał jakiemuś duszkowi, który był na łódce, ale słowem się nie odezwał, to ojbyło i popłynęli łódką dalej. Nagle na brzegu zjawił się jakiś dziwny duch, który siedział i coś mamrotał. Kaszko też zaczął mamrotać.
„Kaszko, kto to jest?“ – cichutko zapytał Maksio.
„To jest najstarszy duch Figli-Migli, o którym wam opowiadałem“ – odpowiedział Kaszko.
„A dlaczego nie podejdziemy do niego?“ – nie rozumiały dzieci.
„Do niego nikt się nie zbliża, on nam tylko radzi lub zdradza największe tajemnice duchów oraz ludzi“ – wyjaśnił Kaszko.
Majka z Maksiem czuli, że właśnie mają do czynienia z czymś wyjątkowym.
„Zupełnie, jak w mitach starożytnych Greków“ – wyszeptała z przejęciem Majka.
„Musimy iść do Silickiej ľadnicy, tam znajdziemy przepis“ – kiedy Kaszko to powiedział, Hahuha zamachnął się i rzucił coś tak celnie, że wylądowało tuż przy nogach Maksia. Następnie odwrócił się i sobie poszedł.
„Kaszko, co to jest?“ – zapytał Maksio, spoglądając na to, co leży przy jego nogach.
„Nie wiem“ – odparł Kaszko, rozpakował paczuszkę i krzyknął: „Jasne!“
„Co jasne?“ – zapytały zaciekawione dzieci.
„To są stare młynki“ – Kaszko chwycił w dłonie okrągłe, niemal białe kamienie.
„Na takich tu kiedyś mielono – my duchy pokazaliśmy te młynki ludziom, którzy żyli tu w Domicy przed 5 000 lat, na nich rozcieramy nasze płatki“ – wyjaśnił.
Przewoźnik ich dowiózł do brzegu, machnął ręką i popłynął z powrotem. Kaszko ruszył w stronę tajnego wyjścia.
„Czyli szukamy jakiegoś lodowiska?“ – zapytał Maksio.
„Nie, szukamy ľadnicy czyli lodowni“ – Kaszko powtórzył nazwę miejsca, którego mają szukać.
„A co to jest?“ – nie rozumiała Majka.
„Kiedy jeszcze nie było lodówek, ludzie przechowywali mięsko i wszystkie rzeczy, które musiały być w chłodzie w ziemi, bo tam było zimno, a takie miejsca nazywali lodowniami“ – tłumaczył duch.
„Aha, czyli to były naturalne lodówki?“ – dopytywała się Majka.
„I działały bez prądu” – Kaszko uśmiechnął się na wspomnienie dzieciństwa.
„Super!“ – odparły z uznaniem dzieci.
„I jedna taka jest tu niedaleko. Lecimy!“ – zarządził Kaszko.
Dzieci chwyciły się Kaszka i już lecieli. Wylądowali przed jakimś zagłębieniem, które wyglądało jak wejście do jaskini.
„To ona?“ – zapytała Majka.
„Oto ona!“ – potwierdził Kaszko i przygotowywał się do wejścia.
„I jesteś pewien, że tu jest ten przepis?“ – upewnił się Maksio, bo nie bardzo miał ochotę wchodzić do środka.
„Naturalnie!“ – odpowiedział Kaszko i wskazał palcem dziurę w ziemi.
„No to ruszamy na poszukiwania!“ – zdecydowanym głosem zarządził Maksio.
„Hahuha powiedział mi, że mamy szukać na skale“ – Kaszko przypomniał słowa najstarszego ducha w Figlach-Miglach.
Weszli do środka i rzeczywiście wszystko wyglądało jak w jaskini, ale bez nacieków. Szukali czegoś na ścianie, ale poza zwykłymi skałami nic tam nie było.
„Tam to jest – na górze!“ – wskazał Kaszko i podleciał do jednej ze ścian, na której były jakieś rysunki.
„Ale to są rysunki“ – zdziwiła się Majka.
„A jak ludzie przekazywali sobie wiadomości, kiedy jeszcze nie znali pisma?“ – zapytał Kaszko, patrząc na dzieci z góry.
„Rysowali jak w Egipcie“ – zrozumiał Maksio.
„Czyli to nie są zwykłe rysunki, lecz wiadomość“ – zaczął odcyfrowywać rysunki na ścianie Kaszko.
Kaszko coś wymamrotał, zaczął wyśpiewywać jakieś zaklęcie i nagle rysunki się rozjaśniły.
„Tutaj jest“ – uśmiechnął się Kaszko i zapisał przepis.
„Pomooooooocy!!!“ – krzyknęła Majka.
„Co się dzieje?“ – zapytali równocześnie Kaszko i Maksio.
„Tu są jakieś potwory“ – cicho wyszeptała Majka i rozejrzała się wokół siebie.
„Gdzie?“ – spytał Kaszko, szukając smoków i wilkołaków.
„Tuuuu!“ – znowu zaczęła krzyczeć Majka.
„Przecież to nie są potwory, lecz krocionogi“ – roześmiał się Kaszko i powstrzymał Maksia, który chciał jednego krocionoga pacnąć, żeby obronić siostrę.
„Krocio-co?“ – zapytał Maksio.
„Krocionogi“ – powtórzył powoli Kaszko.
„A co tu robią?“ – wykrzyknęła Majka ciągle jeszcze uczepiona brata.
„To są robaczki, które żyją tylko tu i to od milionów lat“ – wyjaśnił Kaszko.
„Niemożliwe!“ – powiedział Maksio, patrząc na małe robaczki.
„Ależ, owszem“ – odpowiedział Kaszko i mrugnął do jednego krocionoga, który natychmiast zrozumiał, co ma robić.
„Dokąd poszedł?“ – zapytała Majka, która zauważyła mrugnięcie.
„One pomogą nam swoimi nóżkami mieszać lody“ – uśmiechnął się Kaszko, widząc lekkie przerażenie na twarzach przyjaciół.
„W takim razie ja na pewno nie będę ich jadła“ – zdecydowanie oznajmiła Majka.
Kaszko wysypał na ziemię wszystkie płatki, wypowiedział zaklęcie, a młynki, które miały kilka tysięcy lat zaczęły się kręcić. Mieliły kwiatki na gładką masę. Nagle spod ziemi zaczęły wynurzać się jakieś kawałki ceramiki, które łączyły się w całość i tworzyły miski.
„Tu w lodowni znaleziono 45 tysięcy kawałków ceramiki, ale na szczęście coś jeszcze zostało. Resztę przekazano do muzeum“ – wyjaśnił Kaszko. Masa sama wpłynęła do misek, gdzie już czekały krocionogi, które zaczęły wyrabiać z niej lody.
Kaszko dodał jeszcze tajemniczy składnik z różowych nacieków i lody już były gotowe.
„Co teraz?“ – zapytały dzieci.
„Teraz ukryjemy je tu w tajnym miejscu, którego nikt nie będzie znał, nawet wy, a my przez cały rok będziemy tu przychodzić i sobie podjadać. Dzieci odwróciły się, a Kaszko ukrył lody. Przyniósł im jednak odrobinę i choć Majka nie chciała jeść lodów ze względu na krocionogi, to tak pięknie pachniały, że nie mogła sobie odmówić. I nie pożałowała!
Kiedy dzieci zasnęły, ślinka im ciekła przez całą noc, bo śniło im się, jak by to było wspaniale, gdyby w ich mieście lub gdzieś w Figlach-Miglach duchy miały lodziarnię.



